W Stronę Ojca i no co ty Tato
Tata w restauracji
18.09.2008.
Gdy widujemy się z dzieckiem dość rzadko chcemy często robić specjalne rzeczy, wynagrodzić my czy jej naszą nieobecność. Czymś specjalnym może być na przykład wyprawa do…. restauracji. Mam tutaj na myśli nie restaurację typu fast food, bo tutaj słowo restauracja w ogóle nie pasuje, lecz prawdziwą restaurację z kelnerami, obrusami i pysznym jedzeniem.
Zatem wybieramy się do restauracji z dzieckiem po to by a) nacieszyć się naszą pociechą b) czego nie należy ukrywać też po to by dobrze zjeść. I co się dzieje? Nagle napotykamy masę przeszkód.
Po pierwsze nie chcemy rezygnować z dobrego jedzenia, ale jednocześnie nie chcemy też by nasza pociecha wdychała dym papierosowy – pole wyboru restauracji się zacieśnia.
Po drugie, ponieważ damy o bezpieczeństwo naszego dziecka i do restauracji w drugim końcu miasta przyjedziemy autem gdzie wcześniej z tyłu zamontowaliśmy fotelik samochodowy, szukamy restauracji z parkingiem. Gdy już te dwie rzeczy zostały spełnione, zadowoleni wsiadamy do auta zapinamy pasy i przyjeżdżamy z dzieckiem do restauracji. Jeżeli maluch jeździ jeszcze wózkiem to zmagamy się ze schodami, drzwiami, od razu przy tym wzbudzamy sensację – mężczyzna sam z dzieckiem…. Większość przyglądających będzie czekała, kiedy zza rogu pojawi się matka dziecka. Wszyscy się napatrzyli, udało się nam robiąc prawie cyrkowe sztuczki zaparkować wózek obok stolika… teraz pora na złożenie zamówienia.
Ponieważ jesteśmy odpowiedzialnym osobami zawczasu zabraliśmy ze sobą odpowiedni zapas słoiczków, chrupek czy dziecinnych sztućców. Nagle okazuje się, że my i owszem możemy zamówić to, na co mieliśmy ochotę od dawna natomiast podgrzanie słoiczka urasta do problemu takiej rangi, że kelner woła szefa sali… znów wszyscy na nas patrzą.
Zakładamy, że posiłek z maluchem przebiegał bez problemowo, dziecko nie zwymiotowało na stół, nic nam z hukiem nie upadło na podłogę, nasz syn nie płakał a córeczka nie zaczepiała wszystkich wokoło. Ponieważ damy o nasze dziecko przed wyjściem chcielibyśmy pójść do łazienki i spokojnie przewinąć maluszka. Wybraliśmy restaurację przyjazną dzieciom i rodzicom, sprawdziliśmy w Internecie, iż dostępny jest w niej przewijak. I tutaj niespodzianka, przewijak owszem jest, ale w damskiej toalecie bo wiadomo, przecież - przewinąć malucha to zadanie kobiety – mamy. Jesteśmy postawieni w niezręcznej sytuacji czy głośno śpiewać w damskiej toalecie tak by panie wiedziały, że wszedł tam mężczyzna czy dokonywać cyrkowych sztuczek i przewijać dziecko w wózku zaparkowanym w męskiej toalecie. Uff udało się wychodzimy z restauracji, miało być ciekawie, inaczej a było z pewnością inaczej, ale bardzo męcząco.
Scenariusz w przypadku starszego dziecka wygląda trochę inaczej. Dalej sam tata z dzieckiem w lokalu zwraca dużą uwagę gości, po drugie jest bacznie obserwowany przez „życzliwych” by zobaczyć „jak sobie poradzi” i wreszcie może liczyć na „rady” kelnerek co dla dziecka zamówić, jak dziecko karmić itp. I tym razem wizyta w restauracji okaże się bardzo męcząca, i tak jak w przypadku maluszków przewijak w damskiej toalecie był problemem tak teraz problemem stanie się wysłanie córki do łazienki – przecież 4 latka potrzebuje czasem pomocy a nie chcemy z nią chodzić do męskiej toalety. Na szczęście czasem w restauracjach są łazienki dla niepełnosprawnych – duże, czyste i bez segregacji ze względu na płeć.
Wyprawa do restauracji to wyzwanie, ale warto je podjąć! Smacznego :)
Dota Szymborska, reaktor naczelna www.wczesnaedukacja.com
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

Jeszcze nie ma komentarzy - dodaj swój używając poniższego formularza...


Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:


12.12.2017.