W Stronę Ojca i no co ty Tato
Z perspektywy sędziego - wywiad z Anną Rutkowską - Przasnek
01.07.2008.

Sądy rodzinne to szczególny rodzaj sądów – wydziałów w sądach rejonowych. Sędziowie rodzinni orzekają w szczególnego rodzaju sprawach. Tutaj sama wiedza prawnicza nie wystarcza. Orzekamy oczywiście w ramach obowiązującego prawa, ale ośmielę się stwierdzić, że przepisy prawne mają tu drugorzędne znaczenie. Sędziowie rodzinni powinni mieć ponadto przynajmniej podstawową wiedzę psychologiczną, pedagogiczną, socjologiczną oraz szczególną wrażliwość.

 

 

Kacper Biały: Jak z perspektywy sędziego rodzinnego wyglądają ruchy ojcowskie?

Anna Rutkowska - Przasnek: Szczerze mówiąc organizacje ojcowskie dopiero od niedawna zaczęły się ujawniać. Najczęściej reprezentanci stowarzyszeń pojawiają się na sali sądowej - jako tzw. osoby zaufania. Często, chyba z niewiedzy, próbują przystąpić do udziału w sprawie jako organizacje społeczne na podstawie kodeksu postępowania cywilnego. K.p.c bardzo wąsko określa te organizacje, które mogą brać udział w sprawie i z reguły organizacje ojcowskie nie są dopuszczane do udziału w sprawach z zakresu władzy rodzicielskiej. Przedstwiciele organizacji ojcowskich mają jednak prawo brać udział w rozprawie jako tzw. osoby zaufania ojca. Właśnie w tych sytuacjach my sędziowie widzimy te organizacje. Natomiast ani w ani w prasie, ani w innych mediach, ruch ojcowski nie jest szczególnie widoczny. Często widzę działalność ruchów ojcowskich w pismach kierowanych do sądów, gdzie małymi literami, gdzieś na końcu jest napisane: Do wiadomości Stowarzyszenia... Domyślam się, że Stowarzyszenia pomagają ojcom w formułowaniu tych pism procesowych, w przedstawianiu wniosków dowodowych. Czasami są dobrym wsparciem, ale bardzo często ani porady prawne, ani udział w rozprawie wcale nie jest korzystny dla samego ojca. Odnoszę wrażenie, że ich obecność często powoduje tylko dodatkowe źródło napięć.


Na czym polega ten negatywny wpływ? Co powinny zmienić?

Przede wszystkim dokształcić się w zakresie prawa. Podam przykład - wpływają do nas ostatnio wnioski, z których wynika, że ojciec ma pełnię praw rodzicielskich i wnosi, żeby mu tę pełną władzę ograniczyć... do pewnych praw – żeby mógł decydować o ważnych sprawach dla dziecka. A przecież mając władzę rodzicielską ma tę władzę dużo szerszą! I pod takim wnioskiem znajduje podpisuje się pewne stowarzyszenie ojcowskie – nie będę podawać nazwy.


Czyli we wniosku ojciec domaga się de facto ograniczenia swojego prawa?

Tak. Potrzebna jest edukacja prawna, żeby organizacje wiedziały, jakie prawa mają ojcowie, co wynika z władzy rodzicielskiej, czym jest jej ograniczenie. Żeby np. wiedziały, że kontakty, to nie jest element władzy rodzicielskiej – że to jest odrębne uprawnienie tak ojca, jak i dziecka itd.


Czemu miałoby służyć wydzielenie sądów rodzinnych?

Sądy rodzinne to szczególny rodzaj sądów – wydziałów w sądach rejonowych. Sędziowie rodzinni orzekają w szczególnego rodzaju sprawach. Tutaj sama wiedza prawnicza nie wystarcza. Orzekamy oczywiście w ramach obowiązującego prawa, ale ośmielę się stwierdzić, że przepisy prawne mają tu drugorzędne znaczenie. Sędziowie rodzinni powinni mieć ponadto przynajmniej podstawową wiedzę psychologiczną, pedagogiczną, socjologiczną oraz szczególną wrazliwość.


A mają?

Obowiązkiem każdego sędziego jest uczyć się, zgłębiać przepisy prawne, a sędziowie rodzinni muszą także posiadać, jak powiedziałam, przynajmniej podstwaową wiedzę pedagogiczną i psychologiczną. To czy mają taką wiedzę... trudno mi odpowiadać za innych. Ja staram się, przynajmniej w podstawowym zakresie. W naszym środowisku mówi się głośno, że oczekujemy takiej edukacji, szkoleń w zakresie wiedzy psychologicznej czy pedagogicznej, po to żeby pogłębić tę wiedzę i poszerzać horyzonty, żeby to, co robimy, robić dobrze.


Co sądzi pani o parytetach?

Nie wiem jak miałoby to wyglądać. Generalnie sądy są sfeminizowane. W moim wydziale do niedawna było 4 sędziów w tym jeden mężczyzna. Nie wyobrażam sobie, jak taka regulacja miałaby wyglądać...


Co sądzi pani o syndromie PAS.

Z tego co się orientuje PAS jako jednostka chorobowa nie występuje w międzynarodowej klasyfikacji. Natomiast trzeba po prostu wiedzieć, co to jest. Trzeba do tego podchodzić z dużą ostrożnością i wyczuciem. Człowiek, który opisał ten syndrom z pewnością uporządkował jakąś wiedzę na ten temat. Nie znam szczegółów. Nie wiem, na ile te badania z naukowego punktu widzenia są wartościowe. Opinie na ten temat są podzielone. Ja myślę, że prawda leży jak zwykle po środku. Z dorobku Gardnera należy korzystać z ogromną ostrożnością, ale jednak korzystać.


Czy powinniśmy dać więcej praw konkubentom?

Nie chcę zbyt kategorycznie wypowiadać się na ten temat. Wydaje mi się, że przepisy prawa cywilnego wystarczająco regulują te sprawy. Może na płaszczyźnie prawa podatkowego powinniśmy dać więcej praw konkubinatom. Konkubinat jest przecież faktycznie rodziną.


Czy projektowane zmiany w k.r.o. idą we właściwym kierunku?

Zmiany w zapisach dotyczących kontaktów są z pewnością niezbędne. Dotychczasowe przepisy są płynne i niejasne. To są przepisy ogólne i do samych kontaktów się nie odnoszą. W mojej ocenie kontakty i ich egzekucja powinny być uregulowane odrębnie.

Ostatnio słyszałam, że zmiany w k.p.c i k.r.o. zostają wstrzymane. Podobno jest jakiś nowy projekt. Nowe zapisy w kwestii kontaktów i ich egzekucji muszą być konkretne. Musi to doprowadzić do sytuacji, w której postanowienia sądu będą respektowane. Myślę, że tu właśnie tkwi problem. Orzeczenia sądu są najzwyczajniej w świecie nie respektowane i nie ma narzędzi, którymi można by wymusić na niesubordynowanym rodzicu przestrzegania ich.


Pojawiają się projekty pozbawiania takich rodziców praw rodzicielskich – co Pani o tym sądzi?

Dotychczasowe przepisy zezwalają już na to. Można by się tutaj odnieść do pomysłów Gardnera, który postulował o separację rodzica, który indoktrynuje dziecko przeciwko drugiemu. Na podstawie aktualnych przepisów k.r.o. istnieje możliwość pozbawienia władzy rodzicielskiej rodzica, który utrudnia kontakty, indoktrynuje dziecko przeciwko z drugiemu rodzicowi. Są to oczywiście przypadki skrajne – kiedy sąd widzi, że rodzic działa w złej wierze, że rażąco utrudnia, czy uniemożliwia dziecku kontakt z drugim rodzicem.


W takim razie, gdzie tkwi problem?

To jest bardzo delikatna materia. Zacznę od tego, że z reguły jest tak, że rodzicom bardzo spieszy się z rozwodem. Nie dbają o regulowanie władzy rodzicielskiej. Chodzi tylko o szybkie i bezbolesne rozstanie. Zwykle władza rodzicielska na zgodny wniosek powierzana jest obojgu małżonkom, a miejsce pobytu dziecka ustalane przy matce. Rzadko w wyrokach rozwodowych regulowane są kontakty z dzieckiem. Po rozwodzie relacje między byłymi małzonkami są zwykle napięte. Matka często rozżalona na ex- małżonka, często nawet nieświadomie swoje złe uczucia indukuje dziecku. Gdy po kilku miesiącach nagle ojciec stawierdza, że chce mieć kontakt z dzieckiem, bardzo często dziecko odmawia spotkań z nim. Dziecko przeżywa konflikt lojalności. Z badań, z opinii psychologicznych w sprawach przez nas rozpoznawanych jasno wynika, że dziecko potrzebuje w równym stopniu obojga rodziców, że nie różnicuje ich, czy ojciec jest lepszy, czy matka. Dzieci potrzebują obojga rodziców. Mimo to, dziecko identyfikując się z matką i jej uczuciami, często odmawia kontaktów z ojcem. Do tego potrzeba ogromnego wyczucia i delikatności ze strony ojca. Problemu upatruję w tym, że tak samo ojcowie, jak i matki w walce między sobą patrzą ponad dzieckiem. Czasem świadomie, czasem nie. Chodzi o to, żeby sobie nawzajem dokuczyć. I tu dziecko jest idealnym narzędziem, bo oboje je kochają.


Co sąd może w takiej sytuacji?

Sąd może apelować do sumień, nakłaniać rodziców do porozumienia, ugody, kierować do mediacji, na terapię. Ale do tego potrzebna jest zgodna wola obu stron. Rolą sądu jest niwelowanie skutków rozpadu rodziny. Sąd nie dba o dobro ojca, czy matki, tylko o dobro dziecka. Jak powiedział jeden z sędziów rodzinnych - my, wydając postanowienie w sprawach rodzinnych wykonujemy bardzo precyzyjny zabieg na bardzo czułym narządzie, a mamy do tego bardzo bardzo toporne narzędzia, w postaci przepisów prawnych, które są chłodne i nieczułe, które nie zmuszą nikogo, aby szanował drugiego rodzica, ani tym bardziej pokochał, a jak powiedział ktoś inny – najlepsze co można podarowac swojemu dziecku, to kochać jego matkę.


Co należałoby zrobić, żeby usprawnić działanie RODK' ów. Obecnie czeka się około pół roku na badanie?

Pół roku to jest minimum... to trwa czasami dużo dłużej. Aczas ma tu ogromne znaczenie. RODKi są piętą achillesową sądów.Trudno jest mi powiedzieć, co zrobić, żeby uzdrowić tę sytuację.Pewnie zwiększyć liczbę tych ośrodków, nadać im innychkształt. Sądy rodzinne muszą czerpać z wiedzy biegłychpsychologów i pedagogów. Potrzebujemy, żeby tego typuopinie były wydawane szybko i sprawnie. A my w sądzie nie mamywpływu na czas wydawania opinii. Ośrodki tłumaczą się teżbrakami kadrowymi. Jednocześnie mam wrażenie, że opinie RODK' ówsą sztampowe, rutynowe...


Co sądzi Pani o zakazie bicia dzieci?

Jestem przeciwniczką bicia dzieci. Nie wiem, czy to trzeba obwarować sczególnymi sankcjami, chyba wystarczą zapisy kodeksu karnego. Nie widzę jednak powodu dla jakiego można by bezkarnie bić dzieci. Bicie jest wyrazem naszej bezradności. Popracujmy nad komunikacją z dzieckiem, nad radzeniem sobie z własnymi emocjami. W końcu jesteśmy dorośli.


Czy istnieje możliwość, żeby dziecko, które ukończyło 13 lat wniosło sprawę o ograniczenie praw rodzicielskich swoich rodziców?

Każde dziecko, którego dobro zostało naruszone – jest bite, maltretowane, rodzice nadużywają alkoholu może na przykład zgłosić się do pedagoga, psychologa szkolnego. Każdy z nich ma obowiązek przekazania tej sprawy do sądu rodzinnego. Nawet samo dziecko może wykonać anonimowy telefon. Wtedy sąd natychmiast interweniuje działając z urzędu. Każda taka informacja jest przez nas sprawdzana.


Kto mógłby być przedstawicielem takiego dziecka – przecież nie rodzice?

Sąd rodzinny jest w zasadzie takim przedstawicielem. W takim postępowaniu nie musi być wnioskodawcy, jest ono wszczynane z inicjatywy sądu, czyli z urzędu, rodzice są wówczas uczestnikami postępowania. Małoletnie dziecko bez względu na wiek występuje jako „przedmiot” postępowania. Sąd ocenia czy sposób sprawowania władzy rodzicielskiej nie godzi w dobro dziecka. Sąd jest od tego, żeby zadbać o dobro dziecka i to nie tylko w sytuacji naruszenia, ale nawet zagrożenia dobra dziecka.


Ostatnio wielu z ojców skarży się, że zostało niesłusznie oskarżonych o molestowanie seksualne dzieci. Czy zauważyła pani wzrost liczby takich spraw?

Na pewno nie spektakularny, ale wzrost. Jedne oskarżenia są słuszne inne nie.


Jakie są proporcje między słusznymi i niesłusznymi oskarżeniami?

Nie znam statystyk. Na podstawie doświadczenia z mojej pracy, tak na gorąco, pokusiłabym się o stwierdzenie, że większość oskarżeń jest niełuszna.


Skąd biorą się kłopoty z polskim sądownictwem, w szczególności z długimi terminami?

Z jednej strony mamy ogromną liczbę spraw. Z drugiej strony mówi się, że sędziów jest wręcz za dużo.

W innych krajach każdy sędzia ma zespół wykwalifikowanychwspółpracowników w osobach: asystenta, sekretarza,protokolanta. Tam sędzia ma tylko jeden obowiązek – orzekać. Niezajmuje się pracą biurową. Ma czas na solidne przygotowanie siędo każdej sprawy. Asystent np. przygotowuje mu orzecznictwo. My wPolsce nie mamy takiego warsztatu. Mamy niedobór kadry wsekretariacie. Nie każdy sędzia ma swojego protokolanta isekretarza. Mamy też dużą rotację personelu. Często zdarzająsię stażyści z urzędu pracy, którzy pracują tylko kilkamiesięcy, są niewykwalifikowani, a kiedy już wdrożą się dopracy – odchodzą. Często zdarza się, że sprawy spadają zwokandy, bo niewykwalifikowany pracownik czegoś zaniedba, czy poprostu nie potrafi czegoś zrobić. U nas na 4 etaty sędziowskiemamy 4 czy 5 osób stałego doświadczonego personelu –łącznie z kierownikiem sekretariatu i jego zastępcą. Pomysł,żeby każdy z sędziów miał protokolanta, sekretarza iasystenta pojawił się, ale wygląda na to, że jest to na razietylko nasze marzenie.

 

 

Anna Rutkowska - Przasnek jest Sędzią Sądu Rejonowego w Wołominie

i członkiem  Sowarzyszenia Sędziów Sądów Rodzinnych

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

(...)W innych krajach każdy sędzia ma zespół wykwalifikowanychwspółpracowników... My w Polsce mamy niedobór kadry wsekretariacie... Nie każdy sędzia ma swojego protokolanta i sekretarza...U nas na 4 etaty sędziowskie mamy 4 czy 5 osób stałego doświadczonego personelu łącznie z kierownikiem sekretariatu i jego zastępcą. Pomysł,żeby każdy z sędziów miał protokolanta, sekretarza iasystenta pojawił się, ale wygląda na to, że jest to na razietylko nasze marzenie(...)

hmm... tak się zastanawiam jakie kwalifikacje powinien posiadać kandydat na pomocnika takiego sędziego... Może sie nadam :-)

Napisał Antoni Wasilkiewicz, dzień 07/04/2008 o 22:04

 1 
Strona 1 z 1 ( 1 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Co zmieniu nowelizacja KRiO?
 
Czy opieka wspólna po rozwodzie to dobre rozwiązanie dla dziecka?
 
Czy znasz nowy kodeks rodzinny?
 
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:


21.11.2017.