W Stronę Ojca i no co ty Tato
Tato, czemu o mnie nie walczyłeś?
04.06.2008.
Walczę w sądzie o opiekę nad dziećmi. Chociaż uważam, że dzieci powinna wychowywać matka. Ale nie taka, która pracuje w agencji towarzyskiej. Ojciec: - Żonę poznałem w agencji w 2003 roku. No i zakochałem się. Wynająłem dla niej mieszkanie, wzięliśmy ślub. Zbudowałem dom. Ale widać żonie znudziło się spokojne życie. Nęciły ją dawne rozrywki.

Matka: - Może i pomógł mi w przeszłości. Ale słono za to zapłaciłam. Mąż pił, bił mnie, wypominał przeszłość.

Atak

Ojciec: Wszystko zaczęło się psuć na początku 2007. Zmienił się jej stosunek do dzieci. Pracowałem nocami, nie wiem, co robiła w tym czasie, ale doszły mnie słuchy, że wybywała z domu. Zacząłem podejrzewać, że chce odejść. Kiedyś przy dzieciach rzuciła się na mnie z nożem w ręku, groziła, że zabije. Uciekłem na komisariat, potem w asyście policji wyprowadziłem się z domu. Za ten atak nożem żona odpowiadała przed sądem. Postępowanie umorzono warunkowo, tytułem próby, na rok.

Matka: - To stek bzdur. Zemsta. To z jego powodu nasza rodzina ma założoną niebieską kartę. Wszystko jest tam napisane: że mąż mnie dręczył, poniżał i ubliżał. Rok śledził mnie, jeździł za mną, do tej pory nasyła policję. We własnym domu muszę dmuchać w alkomat, żeby udowodnić, że nie opiekuję się dziećmi pijana. W jakim celu to wszystko? Nie wiem. Moim zdaniem to nie jest normalny człowiek. Byłam z tym wszystkim na policji, ale powiedzieli, że nie mogą z tym nic zrobić.

Ojciec: - Rozwód dostaliśmy we wrześniu 2007. Bez orzekania o winie, chciałem to wszystko szybko załatwić. Nie zostawiłem jej z niczym. Mieszka w pięknym domu pod miastem, ma samochód.

Jedynym wyjściem była agencja

Ojciec: Już podczas rozwodu marzyło mi się, żeby córki były ze mną. Ale zawsze uważałem, że dzieci powinna wychowywać matka. Dopiero po rozwodzie zrozumiałem, że żona dobrą matką nie jest. Wróciła do pracy w agencji. Wiem, bo starsza córka powiedziała mi o tym. Mówiła, że mama ma dobrą pracę, różnych klientów, ładniejszych niż tatuś. Dziewczynki zostają w domu same albo pod opieką koleżanek żony.

Chciałem mieć na to wszystko dowód, wynająłem prywatnego detektywa. Potwierdził, że żona wychodzi co wieczór z domu i jedzie do agencji. Wraca rano. A dziećmi albo zajmuje się opiekunka albo zostają same.

Prywatny detektyw (prosi o anonimowość): Obserwowałem dom byłej żony mojego klienta. Faktycznie, ta pani wieczorami jeździła do agencji towarzyskiej. A dzieci? Dwa razy widziałem, jak opiekunka wchodziła do domu przed godz. 21 i do godz. 7 rano z niego nie wychodziła. Dwa inne razy opiekunka nie wchodziła do domu i nie zauważyłem, żeby do rana ktoś wychodził. Możliwe, że właśnie wtedy dzieci były same. To właściwie tyle. Nie mogę oceniać całej sytuacji, wyciągać wniosków. To już zadanie sądu.

W biurze zajmujemy się zazwyczaj tego typu sprawami. To rodzaj mody, jaka zapanowała. Ojcowie walczą o dzieci i wynajmują nas do sprawdzenia: jak matka opiekuje się dzieckiem, czy nie znika gdzieś na całe noce. Czy nie odwiedza lokali, czy odprowadza dzieci do przedszkola. Czy nie zostawia ich z obcymi.

Powiem pani, że w zasadzie cieszę się, że moim zadaniem jest tylko obserwacja. Te problemy po prostu mnie przerastają, nie wiedziałbym, jak pomóc uczestnikom tych sporów. Wiele lat pracowałem jako policjant, myślałem, że już wszystko widziałem. Okazuje się, że nie.

Ojciec: Poszedłem do sądu. Początkowo wnosiłem o umieszczenie przy mnie obu dziewczynek. Na drugiej rozprawie wniosek ograniczyłem tylko do młodszej, mojej biologicznej córki. Wiem, że starsza jest bardziej związana z matką, że matka nastawia ją przeciw mnie. Młodsza chce być ze mną. To ja codziennie odwoziłem ją do przedszkola, a potem odbierałem i odwoziłem do domu. To znaczy, kiedy żona miała dobry humor i mi na to pozwalała. Teraz już w ogóle nie puszcza córki do przedszkola. To ja zawożę ją do lekarza (córka choruje na atopowe zapalnie skóry), do fryzjera, kupuję ubrania, zabieram na basen, wycieczki. Mała nie wie, gdzie pracuje jej matka, nie rozumie takich rzeczy. Nie chcę, żeby za kilka lat ktoś rzucił jej to w twarz.

W sądzie były już trzy rozprawy, na dwóch pierwszych wnosiłem, żeby do czasu rozstrzygnięcia, do wyroku, dziecko mieszkało u mnie. Sąd za każdym razem oddalał wniosek. Trzeci raz wniosku już nie składałem. Bo co się stanie, jeśli sąd nie przyzna mi racji? Córeczka będzie musiała wrócić do matki. Nie chcę mieszać jej w głowie.

Matka: Pracuję w agencji, bo nie mam innego wyjścia. Tak, mieszkam w pięknym domu, ale jeden rachunek za gaz w tym domu to tysiąc złotych. Tubka maści dla córki kosztuje 80 zł i starcza na tydzień. Owszem, mam ten dom, do tego jeszcze jeden, działki, dwa samochody. Tylko wszystko na spółkę z mężem. Mąż majątku podzielić nie chce. A kto płaci podatki od nieruchomości? Ja. Nie stać mnie na wniesienie sprawy do sądu o podział majątku. Jestem tu sama, rodzina mieszka w innej części Polski. Musiałam iść do pracy.

Na początku zajmowałam się handlem obwoźnym, dostawałam 30 zł dniówki. Ale córka chorowała, zostawałam w domu i dniówki przepadały. Dlatego zatrudniłam się w tym biurze pośrednictwa usług towarzyskich. Pracuję tam legalnie, na umowę, jako menedżerka. I to w żaden sposób nie wpływa na moje dzieci. Córki nic nie wiedzą. Przecież w agencjach pracują tysiące polskich kobiet. I co, sądy powinny im wszystkim pozabierać dzieci? Że to niebezpieczne? W żadnym wypadku. To swojego byłego męża boję się najbardziej. I powiem pani szczerze: wolę robić to, co robię, niż być z tym człowiekiem.

Córka jest zadbana, szczęśliwa i ma opiekę. Nie zostaje sama na noc, to jakieś bzdury. Mam opiekunkę, pomagają mi sąsiedzi. Nie piję, jestem wrogiem alkoholu. Mąż chce po prostu mi dopiec. On tak naprawdę nie jest z nimi związany. Stwarza tylko pozory dobrego ojca. Nie chcę, żeby córka z nim mieszkała. jestem pewna, że kiedy założy kolejną rodzinę, urodzą mu się dzieci, moja córka zawsze będzie na drugim miejscu. Bo zawsze będzie w niej widział mnie.

Najgorsza matka lepsza

Ireneusz Dzierżęga, prezes Zarządu Stowarzyszenia Centrum Praw Ojca i Dziecka: - Spotkałem się już wielokrotnie z podobnymi sprawami. Ojcowie przynosili na rozprawy zdjęcia żon w agencjach, nawet anonse, jakie umieszczały na erotycznych portalach. Jak się takie sprawy kończyły? Dzieci zostawały przy matce. Nawet jeśli sąd pierwszej instancji widział coś zdrożnego w miejscu pracy matki, sąd apelacyjny orzekał, że żaden problem nie istnieje. W mojej ocenie w polskim sądzie rodzinnym nie istnieje czynnik etyczno-moralny. To znaczy - nie istnieje w stosunku do matki. Co innego, gdyby ojciec okazał się np. alfonsem. Wtedy byłby skreślony, nie miałby szans na opiekę nad dziećmi. Z naszego doświadczenia wynika, że w polskim sądzie rodzinnym obowiązuje zasada: najgorsza matka jest lepsza niż najlepszy ojciec.

Sędzia Joanna Kasicka, rzecznik Sądu Okręgowego w Płocku: - Sprawa w sądzie rodzinnym toczy się z wyłączeniem jawności. Dlatego mogę powiedzieć tylko, że chodzi o zmianę wyroku rozwodowego w zakresie opieki nad dziećmi. Szczegółów komentować nie mogę. Czy ojcowie walczą przed płockim sądem o dzieci? Coraz częściej. Walczą i coraz częściej wygrywają. Sama pamiętam sprawę, w której związek emocjonalny między ojcem a dzieckiem był zdecydowanie silniejszy niż między dzieckiem a jego matką. Dodatkowo ojciec dawał większą gwarancję bezpieczeństwa i zapewnienia dziecku odpowiednich warunków. I opiekę nad dzieckiem sąd przyznał właśnie ojcu.

Ojciec: Była żona pewnie powie, że nie miała wyjścia i musi w tej agencji pracować. Że miała tylko te alimenty. Tylko że te alimenty to 1,2 tys. zł. Do tego dom, samochód, pokryte wydatki na dzieci, lekarza, ferie, no praktycznie na wszystko. Bieda aż piszczy, prawda? Nie zostawiłem je z niczym. Mogła znaleźć inną pracę. A po prostu wróciła do zawodu.

Martwię się o córkę, o jej zdrowie, bezpieczeństwo, o atmosferę, w jakiej się wychowuje. A dziecko jest dla niej tylko kartą przetargową. Na podział majątku nie mogę się zgodzić, żona wtedy sprzeda tą swoją upragnioną część, wyjedzie i córki już nigdy nie zobaczę.

Nie wie pani, komu wierzyć? Czy gdybym był tym diabłem wcielonym, alkoholikiem, pracowałbym ponad 20 lat w jednej firmie, najlepszej w mieście? Do tego prowadził własny interes? Postawił dom, willę, własnymi rękami? Zaufał dziewczynie z agencji, zrobił dla niej tyle? Troszczył się o dzieci?

Naprawdę chcę, żeby córka była ze mną. Kupiłem mieszkanie, remontuję je. I czekam na wyrok. Nie wiem, jak to się skończy, ale walczę. A wie pani dlaczego? Żeby za kilka lat córka nie zapytała mnie: Tato, dlaczego o mnie nie walczyłeś?.

Źródło: Gazeta Wyborcza Płock
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

Jeszcze nie ma komentarzy - dodaj swój używając poniższego formularza...


Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:


22.11.2017.