W Stronę Ojca i no co ty Tato

Polecamy

Duży wybór statusów na gadu_gadu online.

Trybunał w Strasburgu zajmie się prawami ojca w Polsce
11.04.2008.
To jedna z najbardziej bulwersujących spraw wśród tysięcy przypadków ojców, którym byłe żony odmawiają prawa do widzenia z dziećmi. Waldemar Z. nie widział swojej córki przez osiem lat - jego sprawa grzęzła w sądach i nigdzie w Polsce nie był w stanie dojść sprawiedliwości. Teraz czeka na rozprawę przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu. Jego przypadek stał się dla fundacji helsińskiej ostatecznym sygnałem, by stworzyć społeczny projekt zmian w prawie rodzinnym - pisze DZIENNIK.


Waldemar Z. wyprowadził się od żony na początku 2000 r. Nie przypuszczał, że rozstaje się również z dzieckiem. Zrozumiał to, gdy żona zaczęła mu utrudniać kontakty z córką. I tak jak inni ojcowie w podobnej sytuacji wierzył, że pomogą mu sądy. "W marcu 2000 r. złożyłem pierwszy pozew o uregulowanie moich spotkań z córką. Już w czerwcu miałem w ręku orzeczenie. Mogłem widywać ją raz w tygodniu i spędzić z nią tydzień wakacji w roku" - opowiada.

Wyrok pozostał jednak tylko na papierze. Sprawy nie polepszył też drugi werdykt sądu, który zapadł kilka miesięcy później i dawał ojcu prawo do częstszych kontaktów z dzieckiem. Nie pomógł również kurator, który miał sprawować nadzór nad spotkaniami. Z. wywalczył co prawda jeden weekendowy wypad do babci w 2002 r., ale zapłacił za niego ogromną cenę. Po kilku dniach dowiedział się, że jest oskarżony o molestowanie seksualne córki - według psychologów rodzinnych jedno z najczęstszych "brudnych zagrań" byłych żon. "W tej sprawie uratował mnie przypadek" - opowiada DZIENNIKOWI mężczyzna: "Zacząłem nagrywać rozmowy z żoną. Udało mi się podsłuchać i zarejestrować na taśmie, jak instruuje dziecko, co ma mówić na tatusia, oraz to, jak grozi mi, że zrobi ze mnie pedofila".

Znów był przekonany, że wygra - miał w ręku koronny dowód. Prokuratura po zbadaniu autentyczności nagrań skierowała sprawę do sądu, oskarżając matkę o składanie fałszywych zeznań. I nic. Sprawa ciągnie się do dziś. Bez konsekwencji. Nadal też ciągnie się sprawa o uniemożliwianie ojcu kontaktów z dzieckiem.

Waldemar Z. rozrysowuje kolejne etapy swojej walki. Początek sprawy - około 2 miesięcy - to okres od momentu podjęcia decyzji o wystąpieniu na drogę sądową poprzez otrzymanie porady prawnej aż do wniesienia wniosku. "Nie widziałem w tym czasie córki" - opowiada. Mniej więcej w trzecim miesiącu sprawy sąd przyjął wniosek i wyznaczył termin pierwszej rozprawy. Wyznaczył też dokładne terminy widzeń z dzieckiem. Matka złożyła odwołanie. Z reguły po około pięciu miesiącach sąd rozpatruje taki wniosek. Zazwyczaj go odrzuca. Tak stało się i teraz. "Żona jednak nie zamierzała respektować wyroku" - mówi.

Dlatego po około roku walki o dziecko zaskarżył jego matkę przed sądem. Trzy miesiące później była rozprawa, matka nie stawiła się - przedstawiła zwolnienie, sąd wyznaczył kolejny termin. Waldemar Z. znowu przeżył rozczarowanie. "Sąd nie ukarał żony. Jedynie ją upomniał i dał dwa miesiące na... poprawę" - mówi. Na odwołaniach minęły mu kolejne miesiące. Bez możliwości spotkania z dzieckiem. W 2003 r. Waldemar Z. miał na koncie pierwsze zwycięstwo w sądzie. Pyrrusowe. Sąd ukarał matkę dziecka grzywną. Jeden tysiąc złotych.

"W takiej atmosferze upłynęło 55 miesięcy, ponad cztery lata. Moja córka poszła w tym czasie do szkoły, ja nie mogłem patrzeć jak dorasta" - opowiada mężczyzna. Poznał też całą gamę sądowych chwytów. "Matka dziecka może w nieskończoność wydłużać tę farsę. Może zażądać wyłączenia sędziego lub całego sądu, co daje jej kolejne 3 do 6 miesiące zwłoki, może nie stawiać się na rozprawach, zmieniać miejsce zameldowania, a to łączy się z przeniesieniem akt do innego sądu, i tak do upadłego" - wylicza.

W końcu po latach walki Z. zaczął szukać innych sposobów rozwiązania problemu. W 2006 r. trafił do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, gdzie znany prawnik Zbigniew Hołda pomógł mu napisać skargę do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Zarzuca w nim polskim sądom opieszałość i brak pomocy w zmuszeniu byłej żony do respektowania wyroków. Tymczasem według Konwencji Rady Europy: "Sąd powinien wszcząć wszelkie działania, które mają doprowadzić do egzekucji kontaktu z dzieckiem".

Gdy sprawa Z. czeka na rozpatrzenie w Trybunale, jego córka rośnie i coraz bardziej oddala się od ojca. Co prawda Ministerstwo Sprawiedliwości stworzyło właśnie projekt zmian w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym, jednak w żaden sposób nie zmienia on sytuacji 200 tys. ojców walczących w Polsce o dzieci. I dlatego Fundacja Helsińska przygotowuje listę pomysłów, którą wkrótce przekaże ministerstwu.

Są na niej m.in.: konieczność utworzenia instytucji, które pomagałyby sądom w dopilnowaniu egzekwowania prawa, podwyższenie stawek grzywny za niedostosowanie się do wyroku, umocnienie pozycji i praw kuratora, zwiększenie liczby mediatorów rodzinnych, przyspieszenie procesu orzecznictwa, zwiększenie liczby środków przymusu, jeśli np. rodzic utrudnia drugiemu kontakt z dzieckiem, sąd może zdecydować o obniżeniu alimentów. Ojcowie walczący o dzieci chcą także, aby w kodeksie znalazł się zapis o możliwości naprzemiennej opieki nad dzieckiem. "Zdaniem fundacji obecna nowelizacja kodeksu w ujęciu ministerstwa ma charakter fasadowy i zasadniczo nie zmienia nic w kwestii egzekwowania wyroków w sprawach kontaktów rodziców z dzieckiem" - mówi DZIENNIKOWI dr Adam Bodnar, sekretarz zarządu HFPC. "Rozpoczęliśmy dyskusję i podjęliśmy działania, które mamy nadzieję zmienią tę niezwykle trudną sytuację, w jakiej znaleźli się polscy rodzice".

W sprawach opiekuńczych najważniejszy jest czas

ADAM ZIELIŃSKI*:

Koniecznie należy poprawić pracę polskich sądów, bo ta jest fatalna. Kiedy jakaś sprawa wejdzie na wokandę, nie ma sposobu, żeby ją przyspieszyć. Polskie prawo pozwala odraczać ją w nieskończoność. To daje też stronom możliwość ogromnej gry z sądem. A przecież zwłaszcza w kwestiach opiekuńczych decyzje powinny zapadać błyskawicznie. Tu sądy powinny działać w godzinach, a nie w tygodniach, miesiącach czy latach, jak to ma u nas niejednokrotnie miejsce. Sądy muszą mieć możliwość egzekwowania wyroków. W sprawach dotyczących dzieci wszystko zaczyna się komplikować po wyroku. Strony zaczynają myśleć jak obejść prawo, a w sprawach rodzinnych często nie chodzi im o dziecko, tylko żeby przyłożyć drugiemu rodzicowi.

Nowelizacja przepisów, jaką przygotowało w projekcie do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego Ministerstwo Sprawiedliwości, skupia się bardziej na kwestiach materialno-prawnych, a nie na tym, jak skonstruować prawo, by ono w praktyce pozwalało na wykonanie orzeczeń.

*Prof. Adam Zieliński, prawnik, specjalista z zakresu prawa cywilnego, były rzecznik praw obywatelskich

Dla sądu dziecko ma być najważniejsze.

ARTUR ZAWADOWSKI*:

W polskich sądach trzeba wiele zmienić. Chociażby to, że nasi sędziowie zbyt pochopnie i wybiórczo wybierają sobie dowody. Wystarczy spojrzeć na te, które padają na sali sądowej, i te, wzięte pod uwagę w orzeczeniach. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ system odpowiedzialności sędziów przed społeczeństwem jest iluzoryczny. Choć właściwie można uznać, że takiego systemu kontroli w ogóle nie ma.

Może warto czerpać pomysły na naprawę tego z sądownictwa w innych krajach. Na przykład w Niemczech w jednej trzeciej przypadków udaje się sądom doprowadzić do ugody między rodzicami już w początkowym postępowaniu pojednawczym. Jest to możliwe dzięki m.in. szczegółowym uzgodnieniom: jak, kiedy i gdzie kontakty z dzieckiem mają przebiegać. Poza tym niemieckie sądy nie boją się używać środków przymusowych, jeśli któryś z rodziców nie stosuje się do orzeczeń.

W Niemczech sąd może takiemu rodzicowi odebrać alimenty, może użyć siły w stosunku do takiego rodzica, nawet aresztować go, jeśli to konieczne, żeby odebrać mu dziecko. A tamtejsze grzywny, to nie 500 czy 1000 zł, ale na przykład 25 tys. euro. I w dodatku mogą one być ponawiane, aż do skutku. Jeszcze bardziej surowo jest w USA. Tam sąd może stosować wszystkie środki, żeby doprowadzić do egzekucji wyroku. Hamletyzowanie przy wykonywaniu orzeczeń, tak popularne w naszym kraju, w Stanach nie wchodzi w grę. Tam niewykonanie postanowienia sądu uznane może zostać za jego obrazę i skończyć się nawet więzieniem. Co ciekawe, osoba, która nadużywa swoich praw przed sądem, może zostać obciążona kosztami całego procesu, a te są ogromne. Efekt? 80 procent spraw kończy się tam ugodą.

*Artur Zawadowski, ma tytuł polskiego radcy prawnego oraz amerykańskiego adwokata, jest partnerem w kancelarii Weil, Gotshal & Manges
Autor: Izabela Marczak, Dziennik
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

Jeszcze nie ma komentarzy - dodaj swój używając poniższego formularza...


Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Co zmieniu nowelizacja KRiO?
 
Czy opieka wspólna po rozwodzie to dobre rozwiązanie dla dziecka?
 
Czy znasz nowy kodeks rodzinny?
 
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:


22.11.2017.