W Stronę Ojca i no co ty Tato
Jasna i gorąca iskra nadziei
04.02.2007.
Rozpad rodziny zawsze stwarza dla wszystkich zaangażowanych,a w szczególności dla dzieci. Jasna i gorąca iskra nadziei
Prawa dziecka do ojca są w Polsce nagminnie łamane
Zacząć pragnę od wyrazów uznania dla redakcji, która zdecydowała się poruszyć tak trudny i skrzętnie unikany przez media temat, jak prawa ojca. Temat, którego powierzchowne i stereotypowe traktowanie, w tym przez instytucje powołane do ochrony rodziny i praw człowieka, po prostu przeraża.
Patologia relacji ojciec-dziecko we współczesnej rzeczywistości została scharakteryzowana w artykule dr Paw-ła Mroczkowskiego pt. "Ojcowie gorszej kategorii" z 22 marca, tak więc ograniczę się do komentarzy i polemiki w stosunku do zaprezentowanych już na łamach "Życia" wypowiedzi, a w szczególności do tekstu "Dziecko" Małgorzaty i Tomasza Terlikowskich z 23 marca. Charakteryzują oni stanowisko Mroczkowskiego jako analogiczne do feministek, tylko niejako "w drugą stronę". Takie potraktowanie autora i jego wypowiedzi świadczy o niechęci do zrozumienia jego artykułu, który ma tyle wspólnego z wrzaskliwą argumentacją wojujących feministek, co obraz hipopotama w kałuży ze świadomym swej roli mężczyzną.

Kto jest winien?

Paweł Mroczkowski oparł się na faktach. Trudno polemizować ze statystykami, mówiącymi, jaki procent ojców wychowuje dzieci po rozwodzie. Można natomiast zastanawiać się, dlaczego tak jest. Można zarzucić - co czynią pp. Terlikowscy - że ojcowie, którzy nie opiekują się dziećmi, są sami sobie winni, bo o nią nie zabiegają. Nic bardziej mylnego. Niezwykle często wnioski ojca o powierzenie opieki nie są nawet brane pod uwagę w trakcie procesu sądowego, zwykle też adwokaci, do których udają się ojcowie zagrożeni utratą kontaktu z dzieckiem nie radzą występować o opiekę, gdyż wobec kompletnego braku szans przedłuża to tylko sprawę i rzuca niekorzystne światło na mężczyznę, traktowanego jak sądowy pieniacz. Istnieje też wiele przypadków - co Paweł Mroczkowski wyraźnie zaznacza - gdy opieka zostaje sądownie przyznana obojgu rodzicom, a mimo to ojciec nie ma żadnej możliwości uczestniczenia w wychowaniu dzieci, gdyż skutecznie przeciwstawia się temu matka. A w obecnej sytuacji w sądownictwie rodzinnym nie istnieje praktycznie możliwość nakłonienia kobiety, by pozwoliła ojcu na aktywny udział w procesie wychowania dzieci. Mając pewność całkowitej bezkarności, kobiety nagminnie, często nawet nieświadomie, używają dziecka jako narzędzia zemsty na mężczyźnie.

Rozpad rodziny zawsze stwarza dla wszystkich zaangażowanych, a w szczególności dla dzieci, sytuację głębokiego dyskomfortu. To wszyscy wiemy. Dlatego zadaniem zarówno rodziców, jak i instytucji takich jak sądy rodzinne, powinno być minimalizowanie "szkód wychowawczych", a nie ich pogłębianie problemu poprzez traktowanie dziecka jak przedmiotu targu.

W wielu przypadkach, w których matka izolując dziecko od ojca wymaga równocześnie wysokich alimentów, sytuację uzdrowiłoby wprowadzenie wyrokiem sądu alimentacji "naturalnej", o której pisze Paweł Mroczkowski. Dokonywałoby się to w niesłychanie prosty sposób, poprzez ograniczenie wysokości alimentów płaconych matce przez ojca, przy równoczesnym zobowiązaniu go do przejęcia części obowiązków wychowawczych. Niestety, według sądów rodzinnych rozwiązanie to jest nie do przyjęcia. Wielu mężczyzn na przestrzeni ostatnich lat postulowało takie rozwiązanie. Z nieodmiennie negatywnym skutkiem.

Bezradność

Czy Małgorzata i Tomasz Terlikowscy potrafią postawić się w sytuacji ojca, który mając świadomość konieczności obrony swojego potomstwa przed zagrożeniami - wpojoną przez wychowanie, kulturę, ale też wynikającą z samej biologii i przecież będącą esencją ojcostwa - musi pozostawać bezsilnym świadkiem brutalnego gwałtu na psychice dziecka, któremu wmawia się, że tatuś to łotr i które wychowuje się w atmosferze nienawiści, kalecząc w ten sposób rozwój małego człowieka. Gdy zdeterminowany i zrozpaczony mężczyzna spróbuje się przeciwstawić żonie spuszczającej go ze schodów przy pomocy sąsiadów czy kochanka - wkracza policja. Jeśli spróbuje zmusić kobietę do ustępstw przez wstrzymanie finansowania - wkracza komornik. Jeśli spróbuje podnieść głos - grozi mu sprawa karna za znęcanie się nad rodziną. Jeśli spróbuje zabrać dziecko z przedszkola - może się spodziewać oskarżenia o uprowadzenie... I to niezależnie od tego, kto jest winien rozpadu małżeństwa, co zresztą zawsze jest niejasne; zwykle w takich wypadkach przyczyna leży po obu stronach.

"Wygodną dla ojców fikcją" nazywają państwo Terlikowscy"przekonanie, że spotykając się z dzieckiem raz na jakiś czas wpłyną oni realnie na jego wychowanie". To nie ojcowie pragnący wychowywać dzieci wyznaczają sobie dni i godziny widzeń z dzieckiem!

Dom czy domy?

Osobnego potraktowania wymaga omawiane przez państwa Terlikowskich pojęcie domu. Postrzegają go oni dość jednoznacznie - jako miejsce, jak "własny kąt". Tymczasem dla dziecka jest tysiąckrotnie ważniejsze, kto w tym domu jest. Jak się go w tym domu traktuje. Czy jest w nim miłość, akceptacja, ciepło? Miejsc, które się lubi, do których się wraca, można mieć wiele; można wręcz prowadzić koczowniczy tryb życia i czuć się z tym wspaniale!

Dlatego propozycja "opieki naprzemiennej" - zresztą jedna z wielu wysuwanych celem uzdrowienia sytuacji - wydaje się być bardzo rozsądna w sytuacji niemożności stwierdzenia a priori zgubnego wpływu na dziecko jednego z rodziców. Bezdyskusyjne przyznawanie opieki matce - jak dzieje się w tej chwili - jest natomiast przypisaniem z góry ojcu etykietki tego gorszego rodzica i pozbawieniem dziecka możliwości kontaktu z ojcem, co rzecz jasna nie ma miejsca przy opiece naprzemiennej. Taki tryb opieki pozwala też podtrzymać wspólnotę, choć ograniczoną - bo przecież z konieczności prowadzi do kontaktów i porozumiewania się rodziców ze sobą. A "glebą", na której wyrasta tożsamość dziecka, na pewno nie są cztery ściany domu "fizycznego" lecz rodzina - i to nie tylko ojciec i matka, ale również dziadkowie i dalsi krewni, tradycje i zwyczaje, wzajemne poszanowanie, tolerancja i akceptacja, możliwości rozwijania talentów i wiedzy.

Paweł Mroczkowski swoimi uwagami i propozycjami bynajmniej nie antagonizuje płci, zwraca tylko uwagę na bezsens i tragiczne konsekwencje takiego postępowania. Samo powszechnie panujące przekonanie, że kobieta jest zawsze górą, że może z dziećmi robić, co jej się podoba, prowadzi do stawiania kobiet i mężczyzn po przeciwnych stronach barykady. A to jest zawsze bezsensowne i szkodliwe.

Autorzy tekstu "Dziecko" jako środek uzdrowienia sytuacji, do tego, jak podkreślają - jedyny - wskazują prawne ograniczenie możliwości rozwodu. I to ma polepszyć sytuację dzieci w rodzinach, w których do-szło do konfliktu?! Co najwyżej spowoduje spadek zawieranych małżeństw, fikcyjne, "papierowe" trwanie związków, ogólny wzrost hipokryzji i antagonizmów, których Małgorzata i To-masz Terlikowscy przecież - jak piszą - nie pragną.

Można i należy dążyć do podniesienia świadomości ludzi decydujących się na wspólne życie i wychowanie dziecka. Jest to jednak praca na lata, na którą składa się mnóstwo czasem niewielkich kroków. Znacznie szybciej można zmienić sposób orzekania przez sądy rodzinne, a tym samym zapobiec niejednej tragedii i uratować niejedno młode życie.

Paweł Mroczkowski rzucił iskrę. Nie pierwszą, ale bardzo jasną i gorącą. Czy rozpali się z niej ogień - zależy od wszystkich nas.

SERWERYN MśCIWUJEWSKI

05.04.2004. Dziennik "Życie"

Autor był w 1993 r. założycielem krakowskiego oddziału Stowarzyszenia Obrony Praw Ojca.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

Jeszcze nie ma komentarzy - dodaj swój używając poniższego formularza...


Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:


24.11.2017.