W Stronę Ojca i no co ty Tato
Ojcowie drugiej kategorii
04.02.2007.
Kiedy Maciej Ślesicki nakręcił w 1995 r. film "Tato", wielu widzom wydawało się, że to fikcja. Osoby zaangażowane w walkę o prawo dziecka do ojca zgadzają się: owszem, film nie odpowiada realiom. Jest zbyt optymistyczny.
Ojcowie drugiej kategorii
Prawa dziecka do ojca są w Polsce nagminnie łamane
Zwykle zaczyna się to bardzo podobnie. Nagle dziecka nie ma tam, gdzie miało być. Nagle w drzwiach zmieniono zamki. Nagle nikt nie odebrał telefonu. Czasem można się łudzić, że to przypadek, że coś się stało, że jutro będzie znów normalnie. Nie będzie.

"Proszę o pomoc. Od miesiąca żona nie wpuszcza mnie do domu. Nie mogę widzieć naszej córeczki". "Proszę o pomoc w sprawie dotyczącej mojego kontaktu z córką. Jestem rozwiedziony i mam ustalone prawo widzenia z córką. Widzenie może odbywać się w miejscu zamieszkania mojej byłej żony. Ja na teren posesji nie mogę wejść, ponieważ właścicielem domu jest nie moja żona a jej mama /była teściowa/, gdzie oczywiście mam zakaz wstępu. (...) Córki nie widziałem już rok, dwa miesiące i dwadzieścia cztery dni. Proszę o pomoc w tej kwestii."

"Na dzień dzisiejszy zostałem wyrzucony z własnego mieszkania. (...) Po odejściu od żony pozwoliłem jej mieszkać w moim mieszkaniu wraz z dziećmi. Na dzień dzisiejszy była żona mieszka w nim wraz z konkubentem. Zmusza mnie ona do opłacania mieszkania, aby go nie stracić, sama oświadczyła przed sadem, że robić tego nie będzie. Robię to od roku i oprócz tego płace jej alimenty na dzieci. (...) Zapożyczałem się w ciągu tej sprawy dwukrotnie. W momencie, gdy próbuję wejść do własnego mieszkania i zacząć tam mieszkać, była żona wzywa Patrol Interwencyjny, aby mnie wyrzucić z mieszkania. Potem ma pretensje ze nie interesuję się dziećmi a jak mam to robić w takiej sytuacji? (...) Propozycja ostatniej kuratorki społecznej była taka, żebym wyremontował mieszkanie i się z niego wyprowadził, nie kontaktował się z dziećmi to będzie wszystko w porządku. (...) A jeśli ja potrzebuję konkretnej pomocy od Sądu, Policji, Kuratora Sądowego, lub Rzecznika Praw Dziecka jestem zbywany, widzę rozłożone ręce lub słyszę, ze mam następną sprawę skierować do Sądu. (...) Jak długo mam jeszcze kierować wszystkie sprawy do Sadu? Jak mam żyć normalnie, jeśli, albo była żona zakłada nowe sprawy sądowe, albo ja musze to robić, bo tak mi doradzają kuratorki i policja?"

"Najczarniejszy scenariusz chyba się sprawdził: wiem, że mam córkę urodz. 2. XII tego roku. Nie widziałem jej i chyba szybko jej nie zobaczę, mój status prawny jako ojca nie istnieje, nie byłem przy rejestracji dziecka, choć o to prosiłem. Na dzień dzisiejszy nie mogę złożyć żadnego pisma urzędowego, bo nie znam imienia dziecka; brak na dzień dzisiejszy jakiegokolwiek porozumienia się z matką dziecka."

T e listy pochodzą z ostatnich kilku tygodni. Za każdym z nich stoi dramat kilku osób. I każdy z nich odkrywa fragment skrzętnie przemilczanego w Polsce tabu - łamania prawa dziecka do ojca.

Według danych "Rocznika Demograficznego GUS" w 2001 roku sąd przy okazji wyroku rozwodowego rozstrzygał o wykonywaniu władzy rodzicielskiej nad małoletnimi dziećmi w 28.763 przypadkach. W 64,7% wypadków sąd powierzył wykonywanie rodzicielskiej matce, w 3,5% przypadków ojcu, w pozostałej części albo obojgu rodzicom (ok 29%), albo placówkom i ro-dzinom zastępczym. Statystyki są brutalne: przed polskim sądem ojciec ma niemal dwadzieścia razy mniejsze szanse na uzyskanie prawa do opieki nad dzieckiem niż matka, tj. poniżej granicy błędu statystycznego. Mówiąc po prostu - przed polskim sądem ojciec, z nielicznymi wyjątkami, nie ma szans na uzyskanie opieki nad dzieckiem. Na dobrą sprawę tych spraw nie ma po co prowadzić i przedłużać, wystarczy spojrzeć na nazwiska uczestników: Kowalskiej przyznawane jest prawo do opieki, Kowalski ma płacić alimenty. Statystyka zresztą nie mówi wszystkiego. Przypadki, w których opieka rodzicielska przyznana jest obojgu rodzicom, często kryją dramaty - matka i tak w praktyce decyduje, czy ojciec może choćby widywać dziecko, a chcąc "dokuczyć" byłemu partnerowi, widzenia te po prostu ogranicza. Do grup samopomocowych ojców trafiły w ostatnich latach tysiące takich spraw.

Gdzie tkwią przyczyny tego zła? Na to pytanie nie ma ani prostej, ani jednoznacznej odpowiedzi. Litera obowiązującego w Polsce prawa nie nakazuje praktykowanej przez sądy dyskryminacji ojców. Wszystkie przepisy mówią o "rodzicach", nie precyzując płci. Polska ratyfikowała Konwencję Praw Dziecka ONZ i Europejską Kartę Praw Człowieka. Sądy mogłyby więc i powinny orzekać inaczej. Dlaczego tak się nie dzieje?

"Pod tym murem jest kałuża/ Z tej kałuży się wynurza/ Hipopotam, powiadacie? / Nie, to tata po wypłacie". Ten radosny wierszyk trafnie charakteryzuje tradycyjnie przekazywany obraz polskiego ojca. To ktoś, kogo nie ma w domu, kto chla z kolegami, systematycznie bije żonę i dziatki, terroryzuje rodzinę. Do tego dochodzą echa "zbiorowej pamięci historycznej" - polscy mężczyźni zwykli bywać na wojnach czy w niewoli, podczas, gdy kobiety zagonione w trosce o dom wychowywały dzieci, walczyły z biedą i dokonywały cudów, by związać koniec z końcem. Wreszcie - odrobina jaskiniowego feminizmu. Skoro "mój brzuch należy do mnie" to nic dziwnego, że "dziecko jest własnością matki", jak to słyszą tysiące razy rozwodzeni z dziećmi ojcowie. W filmie Ślesickiego Cezary Pazura śmiał się z idei Centrum Zdrowia Matki-Polki (pojęcie "ojca-Polaka" wykracza poza horyzonty naszej wy-obraźni językwej). W rzeczywistości proces ten zaszedł znacznie dalej. W środkach komunikacji nadal mamy miejsca dla "matki z dzieckiem", supernowoczesne centra handlowe rezerwują części parkingów jedynie dla "matek z dziećmi", gdzieniegdzie "matki z dziećmi" obsługiwane są poza kolejnością. Polska A.D. 2004 nie przewiduje "ojca z dzieckiem", może on się najwyżej pojawić w zagranicznej reklamie pieluszek lub funduszu ubezpieczeniowego.

Ojcowie są w tym wszystkim dramatycznie osamotnieni. Drugi filar, na którym dziecko powinno opierać swój rozwój, sam na próżno szuka w Polsce punktu oparcia.

Można zacząć od góry: istnieje Parlamentarna Grupa Kobiet, ale próżno szukać Parlamentarnej Grupy Mężczyzn. Poradnie i domy dla Samotnych Matek można znaleźć w wielu miejscach, samotni ojcowie natomiast nie istnieją w wyobrażeniach dotyczących życia społecznego. Ojciec, który walczy, by jego dziecko miało prawo z nim się spotykać, jest pozostawiony sam sobie. Nie znajdzie pomocy ani w gminie, ani w kościele. W Polsce można ustawić billboardy "bo zupa była za słona". Można też na billboardach zaapelować: "pomóż samotnym matkom". Natomiast hasło "oddajcie dzieciom tatusia" można znaleźć jedynie na kilku stronach internetowych dla wtajemniczonych...

Także w Kościele, mimo iż św. Józef odgrywa w tradycji chrześcijańskiej niepoślednią rolę, na list pasterski o prawie dziecka do ojca jeszcze nikt się nie zdobył. Oczywiście nikt o zdrowych zmysłach nie krytykuje potrzeby pomocy dla samotnych matek, zwalczania przemocy wobec kobiet, itd. Ale dlaczego społeczeństwo ma być ślepe na jedno oko?

W filmie Ślesickiego ojcowie mają swoją organizację - SOPO (Stowarzyszenie Obrony Praw Ojca). W rzeczywistości dawno już tak nie jest. Pod szyldem SOPO w kilku miastach działają, trochę jak ofiary gwałtu, małe samopomocowe grupy ojców, które próbują nowym towarzyszom losu udzielić kilku wskazówek na podstawie własnych doświadczeń i kilku kodeksów. Z reguły grupy te nie mają etatowych pracowników, nie są też w stanie prowadzić normalnej działalności statutowej, z księgową, kontem, psychologiem i prawnikiem. Z reguły nie dostają też żadnej pomocy finansowej: składki członków starczają na to, by raz w tygodniu wynająć jakąś salkę. Od czasu do czasu można się też zetkną z pseudo-działalnością: różni samozwańczy"fachowcy" biorą niemałe pieniądze przed rozpoczęciem rozmowy, potem udzielają kilku mało przydatnych porad, a szukający pomocy ojciec zostaje na lodzie z poczuciem, że nie ma dla niego nadziei.

Jest kilka mniej lub bardziej sprawnych ojcowskich serwisów internetowych. Ludzie, którzy je prowadzą, robią to jednak po godzinach, kosztem swego czasu, rodzin i zdrowia. Oni też nie mają gdzie zwrócić się o pomoc.

Efektów nie trzeba długo szukać. Większość ojców nawet nie walczy w sądach o swoje dzieci. Na pewno niektórzy rezygnują z tego dla własnej wygody - rozpoczęli nowe życie, odkryli nowy świat, o przeszłości chcą zapomnieć lub ograniczyć pamięć o niej do comiesięcznego, możliwie niskiego przelewu. Ilu jednak ojców zrezygnowało z walki dlatego, że doskonale wiedzą o braku swoich szans przed sądem? Ilu uwierzyło, że dziecko jest naprawdę własnością matki, a rolą ojca jest jedynie dawanie pieniędzy?

"Walczący ojcowie" dzielą się na dwie grupy. Pierwsza to starzy wyjadacze. Przegrali w kolejnych instancjach albo nikt im nie powiedział, jak mogą się od ich orzeczeń odwołać. Często nie widzieli dzieci od lat, nie mówiąc o ich wychowywaniu. W efekcie polskie sądy produkują grupę zagorzałych wrogów porządku prawnego. Jak można wierzyć w sprawiedliwość postępowania, jeśli niezależnie od tego, co przedstawię przed sądem, moje szanse na wygraną są poniżej granicy błędu statystycznego? A jeżeli tak, to po co przygotowywać się do rozpraw, po co składać odwołania, skoro z orzecznictwa sądów rodzinnych wynika, że płeć męska powoduje niezdolność do sprawowania opieki nad dzieckiem?

Druga grupa to nowicjusze. Bardzo kochają swoje dzieci, byli z nimi przed kilkoma tygodniami, przed miesiącem, nie umieją sobie wyobrazić bez nich świata. Wydaje też im się oczywiste, że cały świat o tym wie i ten koszmar za chwilę się skończy. Pójdą na policję i miły funkcjonariusz powie matce, że tak nie można. Pójdą do sądu, a w efekcie ich dziecko będzie się do nich uśmiechało już następnego dnia. Ludzie ci trafiają do grup ojcowskich, spotykają starych wyjadaczy i myślą, że ci zgorzkniali i zdesperowani faceci na pewno coś spartaczyli. Wystarczy przecież powiedzieć całą prawdę, a zjadą się hordy dziennikarzy, ksiądz proboszcz wygłosi płomienne kazanie.. - Wygrana jest kwestią jeśli nie godzin, to dni.

Otrzeźwienie przychodzi z czasem. Sprawy nie chce wziąć żaden adwokat - a ten, który bierze, żąda z góry dużych pieniędzy i przyjacielsko radzi, by sobie odpuścić.

Kiedy powstawała internetowa lista dyskusyjna "przełom", także wierzyłem, że źródłem opisywanych problemów ojców jest nieskuteczność ich przedstawicieli. Rada z dawnych czasów brzmiała "zamiast palić komitety, zakładajcie własne". Chciałem więc, by o naszej liście poinformowały media. Rozpocząłem jednak od próby umieszczenia jej w serwisie internetowym organizacji pozarządowych, utrzymywanym przez słynną fundację, szczycącą się zasługami w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Odpowiedź była odmowna.

Kiedy lista zaczęła działać, moja wiedza o brudnych zakamarkach polskiego społeczeństwa zaczęła rosnąć wykładniczo. Historie, po lekturze których nie można było zasnąć. Bezprawie wołające o pomstę do nieba. Wierzyłem, że media tylko czekają, aby zająć się sprawą. W Polsce rozpada się co trzecie małżeństwo - większość z nich ma dzieci. Wyniki badań socjologicznych są jednoznaczne - dzieci pozbawione kontaktu z ojcem mają gorszy start życiowy, częściej popadają w konflikt z prawem, stają się uzależnione od narkotyków, są bardziej zagrożone homoseksualizmem, a nawet samobójstwem.

Wydawałoby się więc - temat-rzeka. Niekoniecznie. Najpierw odmówił jeden z największych tygodników społeczno-politycznych. Potem zdystansowało się szacowne katolickie pismo społeczno-kulturalne z Krakowa, potem słynny miesięcznik dla panów. Zabiegaliśmy o to, by któraś z rozgłośni puściła w programie wigilijnym życzenia dla wszystkich dzieci, które w Święta nie będą się mogły spotkać z tatą i przypomniała im, że ojcowie o nich myślą, że je kochają, że za nimi tęsknią. Bez szans.

Konkludując: w dzisiejszej Polsce nie wypada mówić o prawie dziecka do ojca. To niemodne. Co najwyżej, kiedy kilkuletni chłopiec na zlecenie matki zostanie utopiony przez jej konkubenta w Wiśle, w telewizji będzie można zobaczyć reportaż. To, że jakiś czas wcześniej jakiś sąd rodzinny tej właśnie matce przyznał opiekę nad dzieckiem, umyka dziennikarskiemu śledztwu. A może zapytać o samopoczucie sędziego, który ten wyrok wydał? Nie, również to się nie zdarzyło.

Wprawdzie litera obowiązującego w Polsce prawa nie ogranicza prawa dziecka do ojca, ale prawo to dalekie jest od doskonałości. Niezbędne jest wprowadzenie automatyzmu orzekania opieki naprzemiennej jako standardowego rozstrzygnięcia w sprawach o ustalenie opieki. Dziecko powinno przez taki sam czas (np. po dwa tygodnie w miesiącu) mieszkać u matki i u ojca. Model taki jest standardowo stosowany w krajach skandynawskich. Dopiero gdy opieka ta z rzeczywistych i istotnych powodów nie wchodzi w grę, trzeba szukać możliwości zastępczych.

Ograniczanie praw rodzicielskich jednego z rodziców przez drugie musi stać się karalne. Matka nie pozwalająca dziecku spotykać się z ojcem nie ma "złego humoru", tylko popełnia przestępstwo (i vice versa). Kilka miesięcy takich praktyk i naprawienie powstałych zniszczeń może okazać się niemożliwe.

Dziecko nie jest własnością ani matki, ani ojca. Konieczne jest zapewnienie stałych i obszernych kontaktów z obojgiem rodziców przez cały czas trwania postępowania. Ojciec wielokrotnie słyszy, że będzie się mógł widywać z dzieckiem, gdy tylko zapadnie wyrok. Sprawy o ustalenie kontaktów powinny być rozstrzygane w ciągu trzydziestu dni od złożenia wniosku. Ciągnące się miesiącami, a nawet latami postępowania, co w Polsce stanowi normę, prowadzą do nieodwracalnych zaburzeń w kontakcie między wyłączonym rodzicem a dzieckiem. Pozbawienie lub ograniczenie kontaktów powinno być możliwe jedynie na szczeblu sądu wojewódzkiego, a na-stępnie co kilka miesięcy winna następować kontrola z urzędu, weryfikująca, czy ograniczenie to nadal jest konieczne.

Niezbędne wydaje się ustalenie podstawowej formy alimentacji w postaci alimentacji naturalnej - rodzic ponosi bieżące koszty utrzymania przebywającego z nim dziecka, bezpośrednio realizuje jego potrzeby. Dziecku potrzebna jest fizyczna wiedza, że rodzic się o niego troszczy, co przejawia się także w sprawach materialnych - kurtka, buty, urlop. Dziecko chce, by rower był od taty, a biurko od mamy, przelew bankowy tej świadomości nie daje. Część obowiązku alimentacyjnego niemożliwa do realizacji poprzez alimentację naturalną winna być ściśle określona przez sąd, a następnie solidarnie pokrywana przez obydwoje rodziców.

Zmian i uściśleń, które należy wprowadzić, jest wiele. Są one jednak niezbędne - wielu ojców widzi jedno ze źródeł dramatu swych dzieci właśnie w niedomaganiu sądownictwa. Tenor jest wspólny - "ona by nigdy tego nie zrobiła, gdyby nie była pewna, że sąd wszystko przyklepie". Trzeba zastanowić się nad stworzeniem zachęt do pracy w sądownictwie rodzinnym, aby położyć kres zasadzie doboru negatywnego, której obowiązywanie stanowi dziś tajemnicę poliszynela. Na rozprawie w jednym z warszawskich sądów pani sędzina, by sprawdzić, jak wychowywane jest dziecko przez matkę, zadała dwa pytania: "czy dziecko jest brudne?" oraz "czy dziecko jest głodne?" To nie są dialogi z "Ziemi obiecanej" - rozprawa toczyła się w ze-szłym roku. Na tej samej sali biegłyz Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego w Warszawie, nota bene magister pedagogiki, na pytanie, czy zna postanowienia Konwencji Praw Dziecka ONZ odpowiedział "Nie znam. I nie muszę znać". Niebo się nie otworzyło, grom nie spadł, sędzina podyktowała do protokołu. Polska rzeczywistość....

Jeszcze ważniejsze zmiany powinny jednak nastąpić poza sądownictwem. Życia nie da się uregulować wyrokiem sądowym, dziecka nie da się wychować za pomocą pliku papierów noszących nagłówek "w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej". Musi powstać sieć profesjonalnego poradnictwa rodzinnego, wyspecjalizowanego także w problematyce prawa dziecka do ojca. Zadaniem tym winny się zająć samorządy lokalne. Koniecznym wydaje się też zaangażowanie Kościoła. Trudno przecenić oddziaływanie mądrego listu pasterskiego Episkopatu. Rodzina zagrożona rozpadem musi mieć szansę znalezienia wsparcia. Liczba rozwodów w Polsce ukazuje, że obecny system w ogóle nie spełnia swych zadań. A kiedy dojdzie do rozpadu małżeństwa czy związku nieformalnego, rodzice muszą umieć swoją wojnę dorosłych prowadzić sami i na swój rachunek, dawać sobie radę ze swym rozczarowaniem i bólem. Muszą się nauczyć współdziałać z eks-partnerem (często aktualnym wrogiem) w interesie wspólnego dziecka. Matka czy ojciec, którzy zamiast chronić dziecko, angażują je do swoich walk, wyrządzają mu krzywdę i udowadniają, że nie są w stanie pełnić funkcji rodzicielskich. I ta refleksja powinna znaleźć swoje odbicie w orzecznictwie.

O prawie dziecka do ojca trzeba mówić. Należy też działać na rzecz jego obrony. W innym wypadku nadal będzie trwała sytuacja, gdzie każdy ojciec walczący o to prawo dla swojego dziecka będzie traktowany z nieufnością. "Nie ma kontaktu z dzieckiem? A to pewnie pijak i ich katował. Albo pedofil jakiś... ". Dzieci czekające na ponowne zaistnienie ojca w ich życiu potrzebują wielu obrońców, potrzebują ludzi, którzy zaczną głośno mówić o krzywdzie wyrządzanej dzieciom w Polsce. Szkoda, że z grona słynnych postaci życia społecznego tylko Stanisław Lem potrafił publicznie powiedzieć, że zna problem z autopsji, że nie może widywać się z wnuczką, że jego syn musi o nią walczyć.

Oczywiście: są ojcowie, którzy po prostu uchylają się od swojej odpowiedzialności za potomstwo. Są damscy bokserzy i osoby niezrównoważone psychicznie, są alkoholicy terroryzujący rodzinę i otoczenie. Dlaczego jednak ich istnienie ma powodować ryczałtowe pozbawianie dzieci, o których losie decydują polskie sądy, prawa do kochania i bycia kochanym przez obydwoje rodziców?

Przełom w respektowaniu prawa dziecka do obydwojga rodziców po-trzebny jest od zaraz. Lepiej zajmować się nimi teraz niż rozpisywać się potem o terrorze młodocianych gangsterów i prowadząc wywiady w więzieniach konstatować, że ojca nie było.

Chciałbym podziękować uczestnikom listy dyskusyjnej "przełom", których wypowiedzi i doświadczenia były dla mnie stałą inspiracją. A przede wszystkim - mojemu synowi, który zawsze umiał pokazać, że wcale nie zamierza rezygnować z mojej obecności w swoim życiu.

PAWEŁ MROCZKOWSKI

22.03.2004. Dziennik "Życie"

Dr med. Paweł Mroczkowski, chirurg-onkolog, ojciec pięcioletniego Jasia, założyciel listy dyskusyjnej "Przełom" we wrześniu 2002 r.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

Jeszcze nie ma komentarzy - dodaj swój używając poniższego formularza...


Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Co zmieniu nowelizacja KRiO?
 
Czy opieka wspólna po rozwodzie to dobre rozwiązanie dla dziecka?
 
Czy znasz nowy kodeks rodzinny?
 
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:


24.11.2017.