W Stronę Ojca i no co ty Tato
Losy ojców walczących o prawo do swoich dzieci.
03.02.2007.

Jeśli w Polsce na jedną rodzinę przypada obecnie 1,6 dziecka, to 160 tysięcy dzieci rozwiedzionych rodziców  zeszłego tylko roku jest potencjalnie narażonych na zniszczenie więzi z jednym rodzicem i to najczęściej z tym, z którym nie mieszka.

 

To alarmujące dane, bo jak dzieci pozbawione pozytywnych wzorców będą kiedyś wychowywać swoje dzieci? Jak będą spełniać swoje rodzicielskie role? Najwyższy czas na zmiany legislacyjne, gwarantujące nieskrępowany kontakt dziecka z obojgiem rodziców, gdyż w sądzie każdy ma swojego rzecznika oprócz najbardziej poszkodowanego, czyli dziecka, a rzekome jego „dobro” nie zawsze jest rzetelniei trafnie rozpoznawane oraz chronione.


PAŃSTWOWA WYŻSZA SZKOŁA HUMANISTYCZNA „POMERANIA”

PODYPLOMOWE STUDIA SOCJOTERAPIA

Hanna Łyszkiewicz

nr albumu 0299

Temat: Losy ojców walczących o prawo do swoich dzieci. Praca dyplomowa napisana pod kierunkiem dr Marii Skowrońskiej- Szweda Chojnice 2007


WSTĘP

Czasy, w których żyjemy są cywilizacją bez ojców. Rok 2006 był w Polsce szczytem rozwodowym, gdyż rozpadło się ok. 100 tysięcy małżeństw, czyli o ok. 35 tysięcy więcej niż w roku poprzednim. W medycynie zaś od roku 1985 funkcjonuje opis zaburzeń, które doświadcza dziecko rozwiedzionych rodziców pod nazwą „syndromu Gardnera” lub „PAS- Syndromu Odosobnienia od Jednego Rodzica”, charakteryzujący się tym, że dziecko jest angażowane w nieuzasadnione lub wyolbrzymione potępianie i krytykowanie jednego z nich, w wyniku czego pozytywny do tej pory związek z odosobnionym rodzicem ulega zniszczeniu. Jeśli w Polsce na jedną rodzinę przypada obecnie 1,6 dziecka, to 160 tysięcy dzieci rozwiedzionych rodziców zeszłego tylko roku jest potencjalnie narażonych na zniszczenie więzi z jednym rodzicem i to najczęściej z tym, z którym nie mieszka. To alarmujące dane, bo jak dzieci pozbawione pozytywnych wzorców będą kiedyś wychowywać swoje dzieci? Jak będą spełniać swoje rodzicielskie role? Najwyższy czas na zmiany legislacyjne, gwarantujące nieskrępowany kontakt dziecka z obojgiem rodziców, gdyż w sądzie każdy ma swojego rzecznika oprócz najbardziej poszkodowanego, czyli dziecka, a rzekome jego „dobro” nie zawsze jest rzetelnie i trafnie rozpoznawane oraz chronione. W swojej pracy chciałam udowodnić, że ojcostwo to nie patologia społeczna i że należy je wspierać, ponieważ obecność ojca i jego brak nosimy w sobie przez całe życie. Jego obraz wpływa na nasze osobiste życie, ale też i społeczne. Przedmiotem moich badań byli ojcowie, którzy utracili możliwość nieskrępowanego kontaktu z własnymi dziećmi i którzy o nie walczyli. Chciałam poznać ich dalsze losy, opisane dwa lata temu przez Roberta Kucharskiego w książce: ”Zerwane więzi tata.pl.2” i poznać trudności, na jakie napotykali, chcąc opiekować się z własnymi dziećmi. W pierwszym rozdziale pracy przedstawiłam znaczenie rodziców w życiu dziecka, porównując rodzicielską rolę ojca i matki, i podkreślając ich niezastępowalność. W rozdziale drugim opisałam sytuację ojców i dzieci po rozpadzie związku z ich matką, zwracając uwagę na psychospołeczne konsekwencje modelu polskiego orzecznictwa rodzinnego, traktującego ojców jak rodziców drugiej a nawet trzeciej kategorii oraz konieczność zmian legislacyjnych, umożliwiających opiekę naprzemienną i skuteczne egzekwowanie od obojga rodziców postanowień sądowych w zakresie kontaktów z dzieckiem. W rozdziale trzecim przedstawiłam metodologię badań własnych, podkreślając, że studium przypadku jako badanie jakościowe kładzie nacisk na zrozumienie, a nie wartościowanie i zakłada, że każdy człowiek ma prawo być innym i inaczej postrzegać świat. W rozdziale czwartym opisałam dramatyczne losy pięciu ojców, którzy walczyli o prawo do swoich dzieci: - ojca, któremu dziecko porwano i wywieziono za granicę - ojca, którego dziecko przyznano babci -ojca, któremu wydano sądowy zakaz kontaktów z dzieckiem, nie odbierając jednakże praw rodzicielskich - ojca, który porwał swoje dziecko, aby je chronić przed demoralizacją matki - ojca, który się w końcu nie rozwiódł Na użytek mojej pracy zachowałam imiona bohaterów opisanych w książce. Ojcowskie historie odsłoniły we mnie pokłady twórczości i wyzwoliły działania na rzecz odzyskania ojców przez dzieci. Pisanie pracy było również okazją do przemyślenia i przywołania wspomnień relacji z moim zmarłym dwa lata temu tatą, miało więc wymiar osobisty. Mam nadzieję, że w znikomej części podjęty przeze mnie temat, zaciekawi czytelnika. ROZDZIAŁ I- Rodzice najważniejszymi osobami w życiu dziecka Rodzice stają się najważniejszymi osobami w życiu dziecka jeszcze przed jego narodzeniem. I choć nie w pełni decydują o jego poczęciu, to inaczej sprawa się ma z jego przyjściem na świat. Papież Paweł VI w encyklice „Humanae vitae” nazywa ich „współpracownikami Boga samego w dziele stworzenia”, a akt małżeński „aktem świętym zasługującym na wieczność-darem siebie samego w celu ubogacenia drugiej osoby sobą”. Niestety, akt seksualny przestał być dzisiaj aktem małżeńskim, a stał się również przekazem przemocy i śmierci. Od nastawienia rodziców zależy, czy i jak powitają swoje dziecko na świecie. „Warunkiem nawiązania przez nich kontaktu jest przeświadczenie, że jako odrębna istota jest ono warte uwagi, a dialog z nim możliwy i potrzebny obu stronom. Obecnie aparatura medyczna pozwala na uchwycenie przed urodzeniem fascynujących kompetencji dziecka w zakresie odbioru informacji od rodziców i reagowania na nie m.in. poprzez ruchy kończyn, zmianę położenia ciała, połykanie, zmianę ciśnienia krwi, rytmu pracy serca i fal mózgowych. Rodzice, którzy poprzez stymulację prenatalną komunikowali się wcześniej z dzieckiem, podczas narodzin witają go jak „starego znajomego” i czują się lepiej przygotowani do swych ról rodzicielskich.” Jako osoby znaczące rodzice są dla dzieci wzorami osobowymi i modelują ich zachowania. U podstaw każdego zachowania naśladowczego leży obserwacja. Niektórzy autorzy utożsamiają naśladownictwo z identyfikacją, inni uważają je za pewien jej aspekt, najczęściej nieświadomy, zwłaszcza w dzieciństwie. Dziecko nie musi zgadzać się ze wszystkimi wartościami i normami rodzica, gdyż identyfikuje się z osobą a nie cechą. Nie identyfikuje się równie silnie z obojgiem rodziców, gdyż zależy to od jego wieku, od samych rodziców oraz stosunku emocjonalnego między nimi. Im bardziej dana osoba zaspokaja potrzeby dziecka, tym większe ma szanse zostania modelem. Ani nadmiar, ani niedobór uczuć nie stwarzają dobrych warunków do identyfikacji. Optymalnym warunkiem rozwoju dziecka jest rodzina pełna. Niezbędna dla dziecka jest trwała i głęboka więź pomiędzy rodzicami. Dlatego małżeństwo, które się rozwodzi, stwarza sytuację, w której dziecko nie może być prawidłowo wychowane i zostaje zranione na całe życie. Rola ojca jest tak samo ważna jak rola matki. Dziecko ma prawo do obojga rodziców Jeśli jedno z nich nie może spełniać swej roli, drugiemu nie uda się mu go zastąpić. ”Istota ludzka jest istotą relacji. Jeżeli rozwój dziecka przebiega w zaburzonym układzie relacji międzyosobowych, np. w skonfliktowanej rodzinie, to odbije się to z pewnością na jego osobowości. Jest gorzką iluzją, że matka samotnie wychowująca dziecko może je dobrze wychować. Dostrzegają to twórcy Konwencji Praw Dziecka, stanowiąc w art.9 p.3, że winno być uszanowane prawo dziecka do utrzymywania regularnych stosunków osobistych i bezpośrednich kontaktów z obojgiem rodziców”. 1.1 Dojrzewanie mężczyzny do ojcostwa Kobieta przez całe życie zastanawia się, czy jest naprawdę piękną, mężczyzna zaś, czy niczego mu nie brakuje. Mężczyzna powinien w swym życiu stoczyć bitwę, przeżyć przygodę i uratować Piękną lub zbudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna. W niektórych plemionach afrykańskich, aby tego dokonać i w ogóle móc starać się o dziewczynę, młody chłopiec musi najpierw upolować lwa. W krajach cywilizowanych zaciera się moment inicjacji, w którym chłopiec staje się mężczyzną, dlatego też mężczyźni mają dziś problem niejako z własną tożsamością. „Ojcostwo subiektywnie jest początkowo tak łatwe, że nie mobilizuje żadnych sił w mężczyźnie, może być po prostu nie zauważone. Radość ojcostwa sprowadza się do radości przeżycia seksualnego. Mężczyzna bardzo łatwo podejmuje decyzje o działaniu seksualnym, w ogóle nie biorąc pod uwagę możliwości ojcostwa. Ta łatwość decyzji jest podyktowana pragnieniem przeżycia przyjemności, może być wręcz pożądaniem(...) Zaskoczenie ojcostwem jest bardzo częste. W pierwszym okresie dominuje zdziwienie. Zdziwienie to może zamienić się w aprobatę i radość, ale może zamienić się w gniew i złość. (...)Biologicznie ojcostwo nie daje żadnego skutku w organizmie ojca. To tłumaczy łatwość, z jaką mężczyzna zapomina, że podczas każdego stosunku seksualnego może stać się ojcem. (...)Niejako nic go nie czyni ojcem-on sam musi siebie ojcem uczynić.(...) Ojciec jest dla dziecka, nie dla jego życia (to matka je żywi), ale dla jego losu. Jaki ojciec, taki los matki i dziecka. Dobry ojciec zgotuje im dobry los, zły ojciec, zły los.(...) Działanie ojca ma objąć zakres warunków zewnętrznych, w których ci dwoje: dziecko i matka, będą mieli najlepiej zabezpieczony byt. Warunki zewnętrzne stanowią jednak tylko oprawę do tego, żeby stworzyć właściwą atmosferę dla rozwoju dziecka. Reakcje kobiety matki są wprost uzależnione od postaw ojca. Począwszy od pierwszej chwili, kiedy kobieta niepewna i jeszcze rozdarta między sprzecznymi uczuciami czeka na jego decyzję, ta jego decyzja wyznacza los dziecka. Zaakceptowana przez ojca ciąża kobiety staje się postanowieniem rodzenia i przeciwnie, decyzja odrzucająca popycha kobietę do dramatu dzieciobójstwa. Radość macierzyństwa jest wprost zależna od stosunku mężczyzny do kobiety. Uważająca czułość mężczyzny, który się o kobietę troszczy i nią zajmuje, jest dla niej podporą i pozwala jej cieszyć się dzieckiem” I odwrotnie: mężczyzna może dobrze spełnić swoją ojcowską rolę dzięki trwałej więzi z kobietą, która jest jego żoną, partnerką życia i matką jego dzieci. To ona najbardziej zaprasza do wspólnej odpowiedzialności za dzieci, to ona włącza go w ich wychowywanie, zmieniając stereotyp ojca , którego wartość liczy się tylko ilością przynoszonych do domu pieniędzy. Wiele kobiet nie godzi się na mężczyznę-ojca, który ma tylko zarabiać, wyrzucać śmieci, operować pilotem do telewizora za cenę „świętego spokoju”. Kobiety więc stwarzają sytuacje, w których jeszcze przed narodzinami dziecka, mężczyzna ma szansę poczuć się ojcem, nawiązać kontakt prenatalny z dzieckiem, widzieć go na USG, przeciąć pępowinę, ujrzeć pierwszy łyk powietrza, kąpać go, zmieniać pampersy, wspólnie się bawić, rozmawiać, przytulać, czyli po prostu ...być aktywnym. „Bo i takim był Ten, który na kartach Biblii nie wyrzekł ani jednego słowa, a któremu Bóg, jako ziemskiemu ojcu, powierzył życie Swojego Jedynego Syna. Święty Józef nadał Jezusowi imię, to znaczy nadał Bożemu Synowi ludzką tożsamość. To on dał sygnał do ucieczki do Egiptu, ruszał pierwszy, prowadził, chronił, pracował i uczył Jezusa pracować. Gdy Jezus zagubił się w świątyni. Maryja powiedziała Mu: „Twój ojciec i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Był więc ojcem aktywnym” i jest patronem ojców, którzy uczą się odpowiedzialnego ojcostwa, bo o ile okresy dzieciństwa i młodości mają olbrzymie znaczenie w nabywaniu odpowiednich ojcowskich wzorców, nie determinują jednak jednoznacznie „dojrzewającego” wciąż mężczyzny. Brak dobrych wzorców nie przekreśla posiadania dobrej motywacji i dobrych ideałów. „Okazuje się bowiem, że ideał życia rodzinnego może być niezwykle podobny u osób, które wywodziły się z rodziny dysfunkcjonalnej oraz tych, gdzie przeważały prawidłowe więzi rodzinne. Co więcej, zaangażowanie w podstawowe funkcje rodzinne też nie musi się różnić istotnie w obu grupach” O ile więc piętno braku własnego ojca nosi się przez całe życie, to można się tej roli nauczyć. Dzieci wychowujące się w pełnych rodzinach , czyli posiadające ojców fizycznie, nie zawsze mają ich psychicznie, stąd mówi się dziś o „wielkich nieobecnych” czy też o dzieciach „zdradzonych przez ojca”. Natomiast ojcowie, którzy są świadomi swej wielkiej roli i angażują się w wychowanie dzieci, to „aktorzy drugiego planu”, o tych natomiast mówi się w ujęciach socjologicznych lub psychologicznych zazwyczaj jako o grupie kontrolnej dla ojców nieobecnych, uzależnionych czy sprawców domowej przemocy, nie nadających się do reportażu ze względu na brak dramatycznego wątku. Ameryka wyciągnęła już wnioski. Liczba dzieci wychowywanych tylko przez samotne matki przestała rosnąć od ok.1997 roku. Kościoły i rządy zaczęły pomagać rodzinie przez pomaganie ojcom. Dzisiaj w każdym amerykańskim mieście jest kilka „centrów ojcostwa” i grup wsparcia, w których mężczyźni dzielą się pomysłami i świadectwami na temat dobrego ojcostwa. W Polsce organizowane są kampanie społeczne i konferencje, jak choćby ostatnio te, w których uczestniczyłam 25 października 2006 roku w Lublinie pt.: „Ojcostwo wobec wyzwań współczesności” czy 18 grudnia 2006 roku w Gdańsku pt.: ”Ojciec i syn”. O ile zabrakło mi problematyki ojca dziecka niepełnosprawnego czy przewlekle chorego, to wyjechałam z krzepiącym przekonaniem, że i w Polsce coś się dzieje dla „aktorów drugiego planu”. W tym roku Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej po raz pierwszy ogłosiło grantowy konkurs na projekty wspierające ojców, tym razem nie patologicznych. Prężnie działa Fundacja Cyryla i Metodego, która prowadzi stronę www.tato.net.pl oraz pierwsze w Polsce pismo dla ojców pt. „Współczesny ojciec”. Propaguje ono program „Odpowiedzialnego Ojcostwa”. W ramach swej misji organizuje w Polsce i za granicą szkolenia dla ojców np.:„7 sekretów efektywnych ojców”, „Korzenie i Skrzydła” czy warsztaty przygodowe w terenie dla ojców i synów z elementami survivalu, wspinaczki skałkowej czy spływy kajakowe oraz szkolenia dla ojców i córek. Za swą działalność na rzecz ojcostwa została nagrodzona 11 listopada 2006 roku nagrodą pro publico bono. Ojcowie tworzą też organizacje takie jak: Stowarzyszenie Obrony Praw Ojca, Stowarzyszenie Centrum Praw Ojca i Dziecka, „Ojcowie z Trójmiasta”, Fundacja Ojców Pokrzywdzonych przez Sądy, Stowarzyszenie na rzecz Równouprawnienia i Poszanowania Prawa, w których walczą o prawa ojca na swoistej „pierwszej linii”, bo z polskim sądownictwem rodzinnym. Popiera ich również spora grupa kobiet. Idea propagowania Odpowiedzialnego Ojcostwa, realizowanego w ramach inicjatywy tato.net jest całkowicie popierana przez te organizacje, które utożsamiają się z nią w ramach tworzącej się Koalicji na rzecz Odpowiedzialnego Ojcostwa. Łączą oni zadania propagowania wzorca osobowego ojca, walkę z patologiami życia rodzinnego z walką o prawa dzieci do ojców. Portale internetowe takie jak: www.tata.pl, www.wstroneojca.ngo.pl, www.fundacjaojców.org.pl, www.ojcowie.pl pokazują często smutną rzeczywistość w polskich rodzinach, i niejako „kontrolują” rodzinne sądy, wytykając im łamanie prawa, niedouczenie oraz stronniczość. Realnym osiągnięciem Stowarzyszenia na rzecz Równouprawnienia i Poszanowania Prawa było przyjęcie przez Senat poprawki do projektu ustawy zakazującej dyskryminacji ze względu na płeć przy przyznawaniu opieki nad dzieckiem po ustaniu związku, choć ustawę Sejm ostatecznie odrzucił. 1.2 Rola dziecka w życiu ojca i ojca w życiu dziecka a rola matki Ojciec ma do spełnienia w życiu swojego dziecka niezwykle ważną rolę, która nie polega na zastąpieniu matki, lecz na dostarczeniu takich bodźców, których dziecko od matki otrzymać nie może. K. Pospiszyl przekonuje, że również posiadanie dziecka daje ojcu możliwość osiągnięcia wyższego etapu rozwoju społecznego. Dziecko przez swą niekonwencjonalną interpretację wielu otaczających nas zjawisk, pobudza dorosłych do przemyśleń, poszerza spojrzenie na rzeczywistość i prawa nią rządzące. Dziecko napełnia ojca dumą, jest źródłem jego wartości. Jeśli więc ojciec potrafi wystarczająco głęboko wniknąć w psychikę swego dziecka, odkryje w niej wiele bodźców do własnego twórczego rozwoju. Prawdę tę można nawet odnaleźć w rosyjskim przysłowiu: „Żyjesz, nie stawszy się ojcem- umrzesz, nie stawszy się człowiekiem”. Do prawidłowego rozwoju psychicznego dziecku potrzebne jest obcowanie zarówno z matką jak i z ojcem, ponieważ ze względu na naturalne różnice zaspokajają oni różne potrzeby dzieci. Zmienność nastrojów pozwala kobiecie lepiej wczuć się i zrozumieć problemy drugiego człowieka, zaś pozbawiony cyklicznych zmian nastrojów ojciec, konsekwentnie stosuje nagrody i kary i zapewnia dziecku równowagę emocjonalną. Kobieta z natury jest ciepła i opiekuńcza, wrażliwa na świat osób i pielęgnująca relacje. Jan Paweł II nie zawahał się nazwać tych właściwości jej serca „geniuszem kobiety”. Ale bywają też „genialni” mężczyźni, którzy dla dziecka są w stanie zrezygnować z kariery, nauczyć się gotować, prać, sprzątać i prasować, okazywać uczucia i rozmawiać z nim o życiu, dawać „korzenie i skrzydła”, czyli potwierdzać jego tożsamość i wprowadzać w świat zewnętrznych wyzwań. Bo przecież potocznie mówi się, że to ojciec „wyciąga dziecko z domu”. W przeszłości mężczyźni przekazywali sobie z pokolenia na pokolenie nawet zawód. Dziecko naturalnie postrzega swego ojca w superlatywach i buduje na nim swój wizerunek Boga. Prawidłowo rozwija się dziecko, które na pytanie „jaki jest Pan Bóg?” odpowie, że „taki sam , jak tatuś, tylko że trochę silniejszy, większy, ładniejszy itp.” Konieczność wpływu ojca na rozwój psychiczny dziecka przestaje być dziś „mądrością potoczną”, lecz coraz lepiej opisanym naukowym zagadnieniem. Główne poglądy na rolę ojca w wychowaniu dziecka wnieśli psychoanalitycy. Zauważoną przez Zygmunta Freuda zazdrość dziecka o miłość, jaką matka darzy także jego ojca pod nazwą tzw. kompleksu Edypa, zaczęto rozumieć mniej dosłownie i podkreślać jej głęboki sens, gdyż widząc, że do matki ma prawo nie tylko ono, ale też i ojciec, dziecko przezwycięża swą pierwotną, bardzo silną i egoistyczną miłość, i przenosi ją na ojca. Spostrzega u ojca coraz więcej cech, które mu imponują i staje się on dla niego atrakcyjną osobą, którą warto naśladować. Ojciec staje się więc „przedstawicielem szerokiego społeczeństwa, reprezentantem pozarodzinnych autorytetów” i z czasem przestaje oddziaływać na jego psychikę jako konkretna osoba, lecz jako symbol. Amerykański socjolog T. Parsons uważał nawet, że moment ten jest początkiem najważniejszego etapu rozwoju dziecka, i im bardziej dziecko pokocha swego ojca, tym bardziej przyswoi sobie jego poglądy i zasady moralne, tworząc w przyszłości właściwe relacje z innymi, cenionymi przez siebie ludźmi. Erich Fromm natomiast zanalizował miłość ojcowską w kontekście miłości matczynej, uzależniając tę pierwszą od określonych zachowań dziecka, a drugą uznając za bezwarunkową, której nie trzeba zdobywać ani na nią zasługiwać. Z tego też względu nie stymuluje ona rozwoju umysłowego dziecka, gdyż nie można jej wywołać ani ją kierować, i choć jest ważna dla rozwoju dziecka, posiada również swoje ograniczenia. W powyższych teoriach zdobycie więc miłości ojcowskiej uznaje się za dowód dojrzewania dziecka, chcąc bowiem ją zdobyć dziecko musi stopniowo przezwyciężyć swój egoizm, zespolić się z ojcem głębokimi więzami uczuciowymi, a przez niego ze społeczeństwem i funkcjonującymi społecznymi zasadami. Ojciec więc to pierwszy „regulator zachowań społecznych”. Różne znaczenie ma też wychowanie przez ojca synów i córek. Ponieważ człowiek szybciej przyswaja sobie cechy zachowania przez osoby tej samej płci, ojciec dla syna jest wzorem identyfikacji płciowej. Dziewczynki obserwując swych ojców, w późniejszym życiu lepiej mogą rozumieć własnych mężów i synów. Brak takiego kontaktu zmniejsza szansę na pomyślne wywiązywanie się z roli żony i matki dzieci płci męskiej. Ojciec jest też pierwszym mężczyzną w życiu dziewczynki i to on potwierdza jej dziewczęcość, a potem kobiecość. Dziewczęta, które miały więc pozytywne kontakty z ojcami, szukają potem podobnych partnerów życiowych, radzą sobie z wystąpieniami publicznymi i mają poczucie własnej wartości, a przede wszystkim akceptacji, i nie muszą jej szukać przez wczesne kontakty seksualne. Obserwowanie postępowania ojca wobec matki i dzieci, znajduje swe odbicie w pełnieniu przez nich własnych rodzicielskich ról. Dzieci, które nie mają okazji naśladować emocjonalnie dodatniej postawy ojca, mogą mieć trudności w obdarzaniu uczuciem miłości własnych dzieci i małżonka. Wielu badaczy podkreśla, że tak jak miłość macierzyńska ma podstawowe znaczenie dla inicjacji rozwoju społecznego dziecka, tak identyfikacja z ojcem jest niezbędna, by dziecko osiągnęło kolejny, wyższy etap rozwoju społecznego i moralnego. Dziecko ulega ojcu szczególnie w takich sferach, jak przekonania polityczne czy stosunek do pracy zawodowej. Maria Braun-Gałkowska podkreśla, że dzięki obecności ojca dziecko od razu przyjmuje taki sposób życia, jaki jest naturalny dla człowieka, a mianowicie życie w grupie społecznej, dzięki niemu uczy się, że w grupie trzeba liczyć się z innymi i nie można żyć dla siebie. Dziecko mające poczucie bezpieczeństwa płynące od matki, chętnie poddaje się wpływom ojca, który udostępniając i eksponując mu dobra kultury, a wśród nich dobra wiary, obyczajów, estetyki itp. robi to w taki sposób, że w dziecku kształtują się tendencje do ich przyswajania. Poza tym większe niż u kobiet zrównoważenie psychiczne mężczyzn, mające wyraz w mniej emocjonalnym osądzie wielu wydarzeń, bywa z reguły największym czynnikiem kształtującym psychikę dzieci obojga płci. Rozdział II- Sytuacja ojców i dzieci po rozpadzie związku Dziecko jest niewinną ofiarą rozwodu, nawet tego kulturalnego. Zostaje rozdarte pomiędzy jednym rodzicem a drugim, zranione jego brakiem na całe życie. Bywa narzędziem walki i narzędziem zemsty, gdyż poczucie osobistej krzywdy rozwiedzionych małżonków, pragnienie ułożenia sobie nowego, szczęśliwszego życia czy wreszcie zazdrość o uczucia do rodzica, który odszedł, uniemożliwia im dostrzeżenie prawdziwych jego potrzeb i zaspokojenie ich. Sądy rodzinne utożsamiają „dobra dziecka” z interesem rodzica, najczęściej matki, przy której dziecko zostaje, ojcu przyznając opiekę w wypadkach, gdy matka tej opieki nie może lub nie chce sprawować. Dziecko przeżywa wtedy tzw. konflikt lojalności, a w skrajnym przypadku jest angażowane w nieuzasadnione i wyolbrzymione potępianie i krytykowanie rodzica, z którym nie mieszka, co prowadzi do zniszczenia pozytywnego dotychczas emocjonalnie kontaktu z odosobnionym rodzicem. Twierdzenie dziecka, że samo podjęło decyzję o odrzuceniu drugiego rodzica Richard Gardner- twórca koncepcji Syndromu Odosobnienia od Jednego z Rodziców, nazwał fenomenem „niezależnego myśliciela”. Clawar i Rivlin w swych badaniach stwierdzili, że programowanie rodzicielskie było praktykowane do różnego stopnia przez 80% rozwodzących się rodziców, a u 20% rodziców takie zachowania miały miejsce co najmniej raz dziennie. W ogólnokrajowym amerykańskim badaniu, które wykazało, że oskarżenia o przemoc w sprawach rozwodowych lub dotyczących prawnej opieki nad dzieckiem okazały się nieuzasadnione w 50% przypadków, matki stanowiły 67% oskarżających, a ojcowie 22% oskarżających. Skuteczną bronią w sporach rozwodowo- opiekuńczych były doniesienia o molestowaniu dziecka, których liczba w 1988 roku się podwoiła. Również na gruncie polskim prof. Lew Starowicz, biegły sądowy, stwierdza, że z jego doświadczenia ponad 30% spraw o molestowanie seksualne prowadzonych równolegle z procesem rozwodowym, opartych jest na fałszywych oskarżeniach. Fundacja Ojców Pokrzywdzonych przez Sądy na swojej stronie internetowej podaje, że ojcowie mający dzieci w okresie alimentacyjnym po rozstaniu w ok. 80% doprowadzani są do ubóstwa, a w ok. 5% do bezdomności. Niewątpliwie ojcowie podejmujący kilkuletnią walkę z sądami tracą w niej swój majątek, opłacając nie tylko alimenty, ale i koszty badań w rodzinnych ośrodkach diagnostyczno-konsultacyjnych, które jeszcze trzy lata temu wynosiły 500 zł za jedno badanie. Koszty psychiczne są jednak o wiele bardziej dotkliwsze.” Kto nie przeżył niczym nie uzasadnionego, trwałego oddzielenia od swojego dziecka, nigdy nie zrozumie głębi bólu i zwątpienia, jakie ogarniają wtedy człowieka. Okazuje się, że wraz z utratą kontaktu z dzieckiem tracimy jeden z filarów, który wspierał konstrukcję naszego JA, a wtedy wszystko powoli zaczyna się walić” 2.1 Orzecznictwo sądów rodzinnych w Polsce Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej w artykule 33 mówi, że kobieta i mężczyzna mają równe prawa rodzicielskie i opiekuńcze. Praktyka sądów rodzinnych jednak tego nie gwarantuje. Statystyki wskazują, że od lat odsetek mężczyzn uzyskujących możliwość sprawowania bezpośredniej pieczy nad dzieckiem po ustaniu związku z ich matką waha się w granicach zaledwie 3%, podczas gdy w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych odsetek ten jest trzykrotnie wyższy. Mimo to i tam istnieją organizacje broniące praw ojców, takie jak „Ojcowie za Sprawiedliwością”. Środowisko sędziowskie forsuje jednak opinię, że tylu ojców ją uzyskuje, bo tylu o nią występuje. Nie ma na to jednak statystyk. Badacze samotnego ojcostwa, prowadzący grupy wsparcia dla sfrustrowanych ojców, jak choćby Stowarzyszenie na rzecz Równouprawnienia i Poszanowania Prawa, twierdzą jednakże, że ok. 20-30% ojców występuje o przejęcie bezpośredniej opieki nad dzieckiem. Badania zaś prowadzone przez prof. Wandę Stojanowską wskazują na to, że sądy powierzają sprawowanie bezpośredniej pieczy ojcu jedynie w sytuacji, gdy matka nie może lub nie chce tej pieczy sprawować. Prawo jeszcze bardziej dyskryminuje ojców pozamałżeńskich, gdyż w dobie powszechności badań DNA uznanie dziecka przez pozamałżeńskiego ojca staje się skuteczne dopiero po wyrażeniu na to zgody przez matkę. Mężczyzna zaś mający obawy co do swego rzeczywistego ojcostwa, jest niejako karany perspektywą możliwej utraty władzy rodzicielskiej, jeżeli wyraża wątpliwość co do swego ojcostwa, gdyż władzę wtedy przyznaje lub nie sąd w wyroku ustalającym ojcostwo. Kontakty z ojcem są często blokowane przez matkę, co potwierdziła w swych badaniach prof. Wanda Stojanowska. Badani przez nią sędziowie w 96 % uznali, że to matki utrudniają kontakty ojca z dzieckiem, co w wielu praworządnych krajach jest podstawą do ograniczenia władzy rodzicielskiej. W Polsce zaś zwykle karze się takiego rodzica grzywną. Również sądy zawieszają realną możliwość kontaktów z dzieckiem do czasu „poprawy wzajemnych relacji dziecko-ojciec”. Trudno ją jednak osiągnąć bez tych właśnie kontaktów, bo tylko w czasie bezpośrednich kontaktów może dojść do zbliżenia z drugim rodzicem i pogłębienia więzi. W przypadku stwierdzenia u dziecka przejawów Syndromu Odosobnienia od Jednego z Rodziców zaleca się warunkowe pozostawienie dziecka u głównego opiekuna z rozszerzonymi kontaktami z drugoplanowym opiekunem, kontrolowanymi przez kuratora, a nawet umieszczenie dziecka na pewien czas wyłącznie pod opieką drugoplanowego opiekuna. W Polsce zaś w imię rzekomego dobra dziecka oszczędza się mu niepokojów, nie dopuszczając do „widzeń” z odosobnionym ojcem, chroniąc tym samym interes matki zgodnie ze stereotypem, że to matka jest rodzicem lepiej predysponowanym do sprawowania bezpośredniej pieczy nad dzieckiem po ustaniu związku ze swoim partnerem. Badania prof. Marii Jarosz i prof. Wandy Stojanowskiej łamią ten stereotyp, zaś badania dr Mirosława Bauma potwierdzają tezę, że ojciec jako samotny rodzic wypełnia swoją rolę co najmniej tak dobrze, jak matka w podobnej roli. Zapewniając środki materialne, jest w stanie zapewnić swym dzieciom czułą i pełna miłości opiekę, zaspokajając ich emocjonalne i fizyczne potrzeby. Głównym źródłem jego problemów są stosunki z sądem, najmniejszym zaś prowadzenie gospodarstwa domowego. Mimo to Główny Urząd Statystyczny podaje, że 76% spraw rozwodowych z orzekaniem o winie kończy się przypisaniem jej mężczyźnie, wobec 8,5% winnych kobiet, a 5,2% dzieci otrzymuje od sądów rodzinnych prawo do wychowania ich przez ojców. 2.2 Model opieki naprzemiennej Zarówno w sprawach rozwodowych, jak i dotyczących wykonywania władzy rodzicielskiej przez rodziców separowanych lub nie będących małżonkami, wydawane są werdykty określające czas i sposób osobistej styczności jednego z rodziców z dzieckiem. Orzeczenia takie zapadają nawet, gdy brak jakichkolwiek przesłanek powierzenia władzy rodzicielskiej jednemu z rodziców z równoczesnym ograniczeniem władzy drugiego, choć nie jest to wymóg obligatoryjny. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby w razie rozwodu nie dokonywać żadnych ingerencji w sferę władzy rodzicielskiej rozwodzących się małżonków Takie werdykty są jednak rzadkością. Sąd przy podejmowaniu decyzji co do wyboru rodzica, któremu „powierza się wykonywanie władzy rodzicielskiej”, kieruje się zawsze „dobrem dziecka”. W piśmiennictwie polskim pojęcie „dobro dziecka” jest ujmowane jako „zespół wartości zarówno duchowych, jak i materialnych, koniecznych dla prawidłowego rozwoju fizycznego i moralnego dziecka oraz dla należytego przygotowania go do pracy w interesie społeczeństwa”. W praktyce sprowadza się to do wyboru lepszych warunków rozwoju dla dziecka i zależy od wielu czynników takich, jak: wiek dziecka, posiadanie rodzeństwa, stan jego zdrowia, stopień rozwoju intelektualnego, stosunek dziecka do rodziców i odwrotnie, stosunki pomiędzy samymi rodzicami po rozwodzie, kwestie ekonomiczne. Przy tak dużej liczbie czynników nie zawsze jest możliwe wybranie sytuacji teoretycznie optymalnej, sąd daje więc pierwszeństwo jednym czynnikom przed drugimi. Od początku lat 80-tych amerykańskie, skandynawskie i duńskie sądy rodzinne wprowadziły nowy trend orzekania opieki rodzicielskiej na przemian jako formy wspólnej opieki, która zmusza rodziców do komunikowania się i współpracy dla dobra dziecka. Rodzice tworzą tzw. rodzicielski plan wychowawczy, który respektuje sędzia wybierając ostatecznie formę opieki. Począwszy od spędzania przez dziecko przerw w nauce u ojca, a okresów szkolnych u matki, a skończywszy na spędzaniu na przemian dnia u ojca i u matki. Sąd ustala dwa równoprawne miejsca zamieszkania dziecka, bez względu na proporcje czasu, w jakich dziecko zamieszkuje u obydwu rodziców. Rodzice mają równe prawa do podejmowania najważniejszych decyzji dotyczących edukacji dziecka, zdrowia i wyznania. Wielu ojców przestało się zgadzać na rolę weekendowego gościa, podczas gdy matki decydowały samodzielnie we wszelkich sprawach dotyczących wychowania dziecka. Kobiety też coraz częściej realizowały swoje ambicje zawodowe i szukały w swych byłych partnerach współpracowników. Opieka naprzemienna pozbawia rodziców walki, zemsty i manipulacji dzieckiem, a więc bardzo przykrych skutków związanych z rozwodem, w której tak naprawdę nie ma wygranych. Badania amerykańskich psychologów wskazują, że dzieci spędzające po rozwodzie porównywalną ilość czasu z obojgiem rodziców są lepiej przystosowane społecznie, wykazują mniej problemów emocjonalnych, mają wyższe poczucie wartości, tworzą lepsze relacje w rodzinie i grupie rówieśniczej, zaś rozwiedzione pary sygnalizują rzadkie konflikty między sobą. Naukowcy podkreślają jednak, że wspólna opieka rodzicielska nie jest dobrym rozwiązaniem, kiedy jedno z rodziców wykazuje zachowania agresywne, niedbałość oraz wyraźne objawy choroby fizycznej czy psychicznej. Preferowanie opieki naprzemiennej bierze się wiec z przeświadczenia, że nie płeć rodzica, ale dobro dziecka rozumiane jako prawo do nieskrępowanego kontaktu z obojgiem rodziców powinno determinować formę opieki rodzicielskiej po rozwodzie. Tymczasem w Polsce w 97 przypadkach na 100 sąd ustala miejsce zamieszkania dzieci przy matce, co jest wynikiem utrwalonego w świadomości społecznej stereotypu identyfikującego dobro dziecka z interesem matki. „W krajach, w których w prawodawstwie i praktyce sądowej preferuje się tak zwaną opiekę wspólną nad małoletnimi dziećmi po rozwodzie rodziców, odnotowuje się wiele pozytywnych skutków społecznych i ekonomicznych takich rozwiązań. Przede wszystkim są to tendencje do zmniejszania się liczby rozwodów oraz do mniejszego nasilenia konfliktu pomiędzy małżonkami podczas procesu, jak i po ustaniu małżeństwa. Możliwość równego kontaktu z obojgiem rodziców po rozwodzie z reguły oznacza dla dziecka możliwość stabilnego rozwoju psychofizycznego, a także niepogorszenie się jego sytuacji materialnej”. Alimenty przyznawane matkom na opiekę nad dziećmi przy orzeczeniu opieki naprzemiennej, jeżeli w ogóle występują, są znacznie niższe, niż to ma miejsce, gdy opieka przyznana jest tylko jednemu z rodziców, stąd też zmniejsza się ilość spraw rozwodowych wniesionych przez kobiety. 2.3 Konsekwencje psychospołeczne braku ojca i braku dziecka Większość badań na temat braku ojca podkreśla negatywne konsekwencje, lecz są i takie, które wskazują na pozytywy. Autorzy mówią o zwiększonych zdolnościach twórczych, które mogą prowadzić do wybitnych osiągnięć w wielu dziedzinach. T. Doktór przytacza badania mówiące o tym, że ponad jedna czwarta autorów, którym poświęcono więcej niż jedną szpaltę w „Encyklopedii Britanica” i „Americana” zostało osieroconych przez ojca przed ukończeniem roku życia. Byli to głównie pisarze. Negatywy znacznie jednak przytłaczają ledwie dostrzegalne pozytywy. Matki samotnie wychowujące dzieci niejednokrotnie czynią z tego jedyny cel swego życia, pozostawiając je jak najdłużej w sytuacji zależności emocjonalnej, hamując jego próby usamodzielnienia się i czyniąc z niego „zastępczego partnera”. Badania L. Wojciechowskiej wskazują, że samotne matki poświęcają dziecku więcej uwagi niż samym sobie i to właśnie nadmierne skoncentrowanie w większym stopniu decydują o niedostatkach społecznego przystosowania niż sama struktura niepełnej rodziny. W przypadkach klasycznego zespołu Munchausena rodzice wielokrotnie przyprowadzają swoje dzieci do lekarzy na niepotrzebne, często bolesne badania i leczenie, zaspokajając własne potrzeby przez przedstawianie swojego dziecka jako chorego. Brak wzoru ojca może utrudniać prawidłowe funkcjonowanie w roli związanej z płcią, a w przyszłości uniemożliwić budowanie prawidłowych relacji z partnerem jak i pełnienie ról rodzicielskich. Encyklopedia „Rodzice i dzieci” powołując się na wielu autorów stawia tezę, iż brak ojca i identyfikacja z matką może u chłopców wychowywanych przez samotne matki przyczynić się do powstawania tendencji homoseksualnych oraz zaburzeń seksualnych w życiu dorosłym. Zygmunt Freud tłumaczył to w ten sposób, że obecność silnego ojca zapewniłaby synowi podjecie właściwej decyzji w opowiedzeniu się za płcią przeciwną. Natomiast z powodu braku ojca i jego miłości, chłopiec tłumi miłość do swojej matki, stawiając na jej miejsce siebie samego, identyfikując się z nią i na wzór biorąc własną osobę, na podobieństwo której dobiera nowe obiekty erotyczne i w ten właśnie sposób staje się homoseksualistą. Samotne wychowywanie syna przez matkę uważa się dziś za jeden z wielu czynników kształtujących tendencje homoseksualne. K. Pospiszyl przytacza szereg badań wskazujących na to, że mężowie, którzy w dzieciństwie zostali pozbawieni żywych kontaktów z ojcem, przejawiali wiele symptomów niedostosowania społecznego w życiu małżeńskim. Byli niezrównoważeni, drobiazgowi, wtrącali się do spaw związanych z prowadzeniem domu i przejawiali mniejszą aktywność płciową. Natomiast badania R.F. Wincha pokazały, że dziewczęta, które przeżywały długie okresy romantycznej miłości prowadzące do małżeństwa, łączył bliski związek emocjonalny z ojcem w przeciwieństwie do dziewcząt często zmieniających partnerów. Brak ojca łączył się ściśle z postawami lękowymi zarówno u dziewcząt jak i chłopców. U synów zaś niemożność naśladowania go prowadziła do słabej motywacji osiągnięć, niskiej samooceny, niezdolności do rezygnacji z bieżących nagród dla korzyści, które można osiągnąć w przyszłości. T. Parsons zwracał uwagę, że dziecko płci męskiej nie mając w rodzinie męskiego wzorca zachowania, często tworzy sobie wypaczony jego obraz, który charakteryzuje się agresją i bycie wartościowym mężczyzną łączy z demonstrowaniem postaw agresywnych. Społeczeństwo niejako to potwierdza, bo to mężczyźni przede wszystkim są żołnierzami, uprawiają sporty ekstremalne, walczą. Parsons twierdził, że chłopcy wychowywani tylko przez matki byli bardziej agresywni i bardziej podatni na wykolejenie i nazwał to zjawisko tzw. ”protestem męskim”, gdyż chłopcy posiadający spaczony obraz mężczyzny i chcąc się do niego upodobnić, odrzucają naśladowanie matki i przeciwstawiają się jej zasadom, uważając je za kobiece. Dlatego też są agresywni i ma to poniekąd swoje uzasadnienie w statystykach, które mówią, że dzieci wychowujące się bez kontaktu z ojcem częściej: popełniają samobójstwa(63%), uciekają z domu(90%), przejawiają problemy z dyscypliną,(85%) popełniają gwałty(80 %), przedwcześnie rezygnują ze szkoły(71%), ulegają zatruciom substancjami chemicznymi(75%) i trafiają do więzień(85%). Dziewczęta częściej wychodzą za mąż jako nastolatki(53%), rodzą dzieci jako nastolatki(11%), rozwodzą się (92%) i stają się samotnymi matkami(164%) . Nieobecność ojca fizyczna czy psychiczna ma również skutki w nim samym. Ojcowie nie godzący się ze stereotypem gorszego rodzica zakładają organizacje walczące o prawo do swych dzieci, które demaskują tendencyjność sądów rodzinnych czy wręcz łamanie przez nie rodzinnego prawa. Słowem, walczą bardziej z patologiami w polskich sądach rodzinnych niż kobietami-matkami, które niejednokrotnie z pobudek finansowych „zawłaszczają” wspólne dzieci. Ojciec, wyrzucony poza nawias rodziny traci niejednokrotnie wszystko, a przede wszystkich jest okradziony ze swego głównego powołania, jakim jest przekazanie życia, ochrona dziecka, zaszczepienie mu prawidłowych, męskich wzorców i wartości. Nie ma niestety wpływu na wychowanie swego potomstwa, tym bardziej że jego kontakty z dzieckiem są często utrudniane przez byłą życiową partnerkę. Wielu ojców poddaje się bez walki. Niektórzy zaś podejmują desperackie kroki, jak ojciec, który 28 listopada 2006 roku zastrzelił w Warszawie swoją 2-letnią córeczkę, jej matkę i siebie, bo była żona utrudniała mu kontakty z dzieckiem. Ci, którzy nie popadają w ubóstwo, bezdomność czy depresję, przypłacają swą walkę o dziecko zdrowiem. Rozdział III-Metodologia badań własnych Pierwszą i podstawową fazą czynności badawczych jest dostrzeżenie pewnego problemu, czyli postawienie pytania bądź zespołu pytań, na które dane badanie ma dostarczyć odpowiedzi. Wymaga to przełamania pewnych nawyków myślowych, wynikających z dotychczasowej wiedzy o rzeczywistości czy wręcz stereotypów społecznych jak ten, że ojcom nie zależy na dzieciach po ustaniu związku z ich matką, że opiekę nad dzieckiem wypełnialiby gorzej, bo np. dużo pracują, że pragnąc ułożyć sobie nowe, lepsze życie, psychicznie odcinają się od kontaktów z tym, co stare, a więc od dawnych życiowych partnerek i własnych dzieci. Pokonałam te przyzwyczajenia myślowe i prześledziłam losy pięciu ojców, którym na dzieciach zależy. 3.1 Cel i przedmiot badań Przedmiotem moich badań byli ojcowie, którzy utracili prawo do nieskrępowanych kontaktów ze swoimi dziećmi. Ich dramatyczne losy zostały opisane w 2004 roku przez Roberta Kucharskiego w książce pt.: ”Zerwane więzi.tata.pl.2”. Ciekawiło mnie, na ile ich sytuacja zmieniła się przez dwa lata od ukazania się książki. Z opisanych przez Roberta Kucharskiego przypadków wybrałam pięć: ojca, któremu uprowadzono syna za granicę wbrew prawomocnemu wyrokowi(Robert), ojca pozamałżeńskiego, któremu przyznano syna babci jako rodzinie zastępczej(Tomek), ojca, któremu wydano sądowy zakaz kontaktów z córką, czyniąc z jej matki „właścicielkę” dziecka(Zdzisław), ojca, który porwał syna, by ochronić go przed demoralizacją matki(Ireneusz) i ojca, który rozwodził się, ale się nie rozwiódł, wskutek czego ma nadal żonę i dodatkowego syna(Wojtek). Na użytek mojej pracy zachowałam imiona, pod jakimi zostali opisani w książce. Celem mojej pracy było poznanie dalszych ich losów. 3.2 Problemy badawcze Badając losy ojców, chciałam odpowiedzieć na pytanie: na jakie trudności natrafiali, walcząc o prawo do swoich dzieci? 3.3 Metody badawcze Metoda indywidualnych przypadków pojawiła się na początku XX wieku w Stanach Zjednoczonych, w książce wydanej w 1917 roku przez Mary Richmond pt.: ”Diagnoza społeczna”. Była metodą stosowaną najczęściej w pracy socjalnej, czyli sposobem pomocy realizowanym przez pracownika socjalnego, który poprzez analizę sytuacji jednostki borykającej się z jakimś problemem w kontekście środowiska, opracowywał jej diagnozę oraz plan postępowania i podejmował działania profilaktyczne i kompensacyjne, angażując jednostkę w cały proces pomocy dla jej dobra oraz dobra społecznego. Do rozwiązania problemu Mary Richmond opracowała 3 techniki: wywiad środowiskowy, obserwację i analizę dokumentów. T. Pilch zaś zdefiniował ją następująco: „metoda indywidualnych przypadków jest sposobem badań, polegających na analizie jednostkowych losów ludzkich, uwikłanych w określone sytuacje wychowawcze lub na analizie konkretnych zjawisk natury wychowawczej poprzez pryzmat jednostkowych biografii ludzkich z nastawieniem na opracowanie diagnozy przypadku lub zjawiska w celu podjęcia działań terapeutycznych.” Studium przypadku jako badanie jakościowe kładzie nacisk na zrozumienie, a nie na wartościowanie i jest etapem wstępnym dla pracy z przypadkiem. Zakłada, że każdy człowiek ma prawo, aby być innym i ma prawo inaczej postrzegać świat. Daje więc możliwość prześledzenia drogi życiowej badanych, ich stosunku do życia, atmosfery środowisk rodzinnych, osób znaczących i wpływających na kształt życiowych wyborów, różnych aspektów życia osobistego, subiektywnej oceny własnych sukcesów i porażek, ukierunkowań podejmowanych decyzji. Z ojcami kontaktowałam się drogą mailową i telefoniczną, z niektórymi spotkałam się osobiście, ale głównie oparłam się na opisie ich losów w książce ”Zerwane więzi tata.pl.2”. Rozdział IV-Analiza wyników badań własnych Analizowane przez mnie historie to losy: ojca, któremu uprowadzono syna za granicę wbrew prawomocnemu wyrokowi(Robert), ojca pozamałżeńskiego, któremu przyznano syna jego babci jako rodzinie zastępczej(Tomek), ojca, któremu wydano sądowy zakaz kontaktów z córką, czyniąc z jej matki „właścicielkę” dziecka(Zdzisław), ojca, który porwał syna, by ochronić go przed demoralizacją byłej żony(Ireneusz) i ojca, który rozwodził się, ale się nie rozwiódł, wskutek czego ma nadal żonę i drugiego syna(Wojtek). Na użytek mojej pracy zwróciłam uwagę na następujące aspekty historii badanych ojców:  atmosferę domu rodzinnego,  genezę związku z matką dziecka,  motywy rozstania,  kontakty z sędziami, rodzinnymi ośrodkami diagnostyczno-konsultacyjnymi i adwokatami,  egzekwowanie postanowień sądu  sytuację obecną 4.1 Studium przypadków ojców walczących o prawo do swoich dzieci 4.1.1 Robert-ojciec, któremu uprowadzono dziecko za granicę Robert ma dziś 41 lat. Jest człowiekiem twórczym, pasjonatem, emanującym spokojem wewnętrznym, kimś, kogo potocznie nazywamy „pomagaczem”. Jest także rozwiedzionym ojcem 17-letniego dziś Maksa. Wyszukiwarka internetowa podaje, że z wykształcenia pedagog-absolwent resocjalizacji na Akademii Pedagogiki Specjalnej, dramaturg-autor sztuk „Pasażer”, „Co dziś w programie?”, doradca w Biurze Porad Obywatelskich, koordynator programu „Inkubator dla Organizacji Pozarządowych” realizujący projekty „romski”, dla więźniów i samotnych ojców. Prywatnie od kilku lat w nie zalegalizowanym jeszcze związku, wychowujący syna, medytujący buddysta, organizator warsztatów sztuki opowiadania historii (storytelling), przeżywającej swój renesans w Polsce i na świecie. Jest też założycielem i prezesem Stowarzyszenia na rzecz Równouprawnienia i Poszanowania Prawa, prowadzącym grupę wsparcia dla ojców po ustaniu ich związków, ojców zazwyczaj odtrąconych przez żony i partnerki, i pozbawionych kontaktu z własnymi dziećmi. Po 4 latach działalności stowarzyszenie to kładzie główny nacisk na wprowadzenie zmian legislacyjnych w Polsce, umożliwiających skuteczną egzekucję postanowień sądowych w zakresie kontaktów rozwiedzionego rodzica z dzieckiem, gdyż obecnie rodzic, z którym mieszka dziecko(najczęściej matka) jest w stanie kontakty te bezkarnie zablokować. Robert to też ojciec, który w praktyce stosował opiekę naprzemienną do czasu…gdy eksżona wywiozła mu za granicę dziecko. Robert i jego była żona wspólnie dorastali w małym świętokrzyskim mieście. To była jego pierwsza „prawdziwa” miłość. Pobrali się po 5 latach, na studiach. W rodzinnym domu Roberta rodzina bardzo się liczyła. Jego rodzice przeżyli ze sobą 40 lat i bardzo go wspierali, zwłaszcza gdy syn został wywieziony za granicę. W domu rodzinnym byłej żony wartością nadrzędną były zaś pieniądze, choć teściów postrzega jako porządnych ludzi. Po 7 latach małżeństwa ich drogi zaczęły się rozchodzić. Żona postawiła na swój indywidualny rozwój, swoją karierę. Związała się z Amerykaninem i było to bezpośrednim powodem ich rozstania. Obecnie jest po drugim rozwodzie, mieszka w Stanach. Robert zgodził się na kulturalny, spokojny rozwód, choć go nie chciał. Myślał, że trauma dla syna będzie mniejsza. Wynajęli wspólnie adwokata i ustalili, że syn będzie spędzał tydzień u niego i tydzień u matki. Kupił mieszkanie niedaleko szkoły Maksa i przez rok opiekowali się nim na zmianę. Po szkole syn przychodził do niego, jadł obiad, potem odbierała go żona. Sąd ustalił miejsce zamieszkania przy matce, jemu wyznaczając wakacje i kilka dni kontaktów w miesiącu. Partnerski układ rodziców Maksa wydawał się jednak atrakcyjny. W kontaktach z ojcem miał dużo beztroski, zabawy i „męskich” atrakcji. Ojciec uczył go grać nawet na flecie. U matki miał lokalowo lepsze warunki życia i pomoc w matematyce i ścisłych przedmiotach. Robertowi wydawało się ważnym przygotować syna do I Komunii Świętej, choć nie uznawał się za chrześcijanina. Zajął się tym, gdyż była żona przez związek z Amerykaninem sympatyzowała z wiarą i kulturą żydowską . Syn swą I Komunię Świętą przeżył jako ważne, podniosłe i wyjątkowe wydarzenie. Robert wciąż jednak czuł się chłopcem. Kupił sobie sportowy samochód i kogoś poznał. Eksżona wyjechała z nowym partnerem do Stanów, a Maksa sąd przyznał ojcu. Załamało się wtedy również jego życie zawodowe. Rzucił swoją firmę i zaczął pracować z ludźmi w biurze porad. Chciał zacząć nowe, lepsze życie. Z czasem jako jedyny mężczyzna wśród doradców zaczął specjalizować się w sprawach rodzinnych. Całodobowa opieka nad synem wyzwoliła w nim poczucie siły i wewnętrznej wartości. Wtedy właśnie poczuł, że jest „prawdziwym” mężczyzną. Maks na wakacje po zakończeniu V klasy wyjechał z matką do Hiszpanii. Robert sam pomagał wyrobić paszport, gdyż miały to być tylko wakacje. W domu czekały już podręczniki do szkoły. Gdy rozmawiał na czacie z ojcami potrzebującymi wsparcia, otrzymał maila od byłej żony, że chce ułożyć sobie życie w Ameryce i Maks zostaje przy niej. Mimo prawomocnego postanowienia sądu, że dziecko mieszka przy ojcu, nie udało mu się uchronić syna przed oderwaniem go od wszystkiego, co znał i kochał. Jego zaufanie zostało wykorzystane. Robert zawiadomił prokuraturę o uprowadzeniu dziecka, napisał protest do ambasady USA, skontaktował się z Departamentem Współpracy Międzynarodowej w Ministerstwie Sprawiedliwości, gdzie wszczął procedurę „zwrotu dziecka”. Amerykanie jednak nie ratyfikowali konwencji o prawach dziecka i sprawa długo się ciągnęła w tamtejszym sądzie. O ile jego sprawa rozwodowa i sprawa o uzyskanie bezpośredniej opieki nad dzieckiem po wyjeździe byłej żony do USA toczyły się w Warszawie, sprawę po uprowadzenie syna o zmianę zamieszkania syna rozpatrywał sąd w rodzinnych Starachowicach. Tam właśnie Robert stracił wiarę w wymiar sprawiedliwości, gdyż w majestacie prawa potwierdzono politykę faktów dokonanych. Niezwykle arogancki sędzia, po kilku miesiącach postępowania, biorąc pod uwagę stan faktyczny, ustalił miejsce zamieszkania przy matce. Nie przesłuchano matki, nie zbadano jej warunków życia, odrzucono wniosek o możliwość wypowiedzenia się syna przed sądem w tej sprawie. Ambasada Amerykańska stwierdziła, że procedury imigracyjne nie wymagają zgody ojca na pobyt stały dziecka w USA. Gdy zażądał „zwrotu dziecka”, usłyszał od sędziego orzekającego w Polsce w tej sprawie: „Panie, żaden sąd w Polsce nie wyda takiego wyroku!”. Sprawa, która toczyła się w USA, przerwana przez kilkumiesięczne postępowanie w Polsce, zakończyła się ustaleniem mu prawa do odwiedzin syna w czasie każdych wakacji i co drugich Świat Bożego Narodzenia. Sąd zignorował fakt nie wywiązania się matki z ugody dotyczącej warunków przyjazdu syna do kraju na kolejne święta Bożego Narodzenia. Legalizując złamanie prawa przez byłą żonę i narażenie dziecka na wstrząs związany z nagłą koniecznością przystosowania się do życia w nowym obszarze kulturowym, sąd miał na uwadze tzw. „dobro dziecka”, w rzeczywistości zaś chronił interes matki. Robert mieszka z synem od czerwca 2004 roku. Maks sam zdecydował po pobycie w Polsce na świętach Bożego Narodzenia 2003 roku, że chce wracać do kraju. Po kilku miesiącach, kiedy znów przyjechał na wakacje, Robert wniósł do sądu w Warszawie o ustalenie miejsca zamieszkania syna przy nim. Sąd przesłuchał Maksa. Zrobili badania na okoliczność więzi ojca z dzieckiem i matką, a po kilku miesiącach sąd wydał postanowienie o zmianie miejsca zamieszkania syna. Więź pomiędzy nim a synem badał niezależny biegły sądowy, gdyż Rodzinne Ośrodki Rodzinno-Konsultacyjne mają tak złą opinię wśród ojców, że Robert wolał nie ryzykować. Biegłym był bardzo mądry człowiek. Syn po tym spotkaniu zdecydował, że zostanie psychologiem, ale po jakimś czasie mu przeszło-zdaniem ojca na szczęście. Dziś ma 17 lat i myśli o naukach politycznych albo dziennikarstwie. Była żona zrozumiała wreszcie, jak ważna dla Maksa jest rodzina i otoczenie w którym dorastał i nie robiła więcej problemów, choć do dziś ma za złe Robertowi, że syn wolał mieszkać z nim. Maks ma poprawne kontakty z matką, odwiedza ją w Stanach, w najbliższe ferie załatwi tam sprawy związane z obywatelstwem. Ojcostwo Roberta jest dziś inne niż kiedyś: dojrzalsze, zahartowane w tyglu cierpienia najpierw rozwodu, potem 3-letniego dramatu utraty dziecka. Jego rola też jest inna niż kiedyś, bo towarzyszy własnemu dziecku w tworzeniu własnej „przestrzeni odpowiedzialności” .Nie zawłaszcza go dla siebie. Choć nadal robi mu śniadania i obiady, a syn ma za mało obowiązków domowych, Robert stawia na jego rozwój, pasje i cele, pomagając mu dorosnąć. Uświadamia mu, jakimi prawidłowościami kierują się związki dorosłych dzieci rozwiedzionych rodziców, z jakich potrzeb warto dla związku rezygnować , a z jakich nie ma sensu, pokazuje jak można ułożyć sobie relacje z kobietą. Maks ma stałą dziewczynę, i choć dzieci rozwodników miewają trochę mniejszą wiarę w siebie i bardzo się starają, żeby ich pierwsze związki były trwałe jakby na przekór przeszłości rodziców, Robert nie potrafi rozstrzygnąć, czy synowi grozi „los powtórzony”. Na razie nie widzi w nim takich zwiastunów, choć wie, że będzie mu nieco trudniej. Z drugiej strony uważa, że synowi może być łatwiej w momentach kryzysu, gdyż już wie, że coś w życiu może się nie udać i na tym świat się nie kończy, a życie może się jeszcze ułożyć. Robert po kilku latach wyrzeczeń utrzymuje się w końcu ze swoich pasji. Wypalenie zawodowe przeżywał wielokrotnie, ale odkąd zajmuje się swoimi projektami, szybko się regeneruje, żyjąc z poradnictwa i teatru. Przygotowuje jedną-dwie premiery w roku. Ostatnio napisał powieść „Normalna Polska Rodzina”, która opowiada o roku życia jego i jego bliskich, i szuka wydawcy. Planuje w najbliższej przyszłości zalegalizować swój związek. 4.1.2 Tomek-ojciec, którego dziecko przyznano babci Tomek ma dziś 28 lat, jest nauczycielem w gimnazjum i szkole podstawowej, trenerem piłki nożnej i radnym w gminie Zielona Góra. Od 2 lat mieszka z żoną, synem i 1,5 roczną córeczką. Syn Oskar, o którego stoczył walkę z polskim wymiarem sprawiedliwości to dziecko bardzo kochane, bo pomimo tego , co przeżył jest cały czas uśmiechnięty, zadowolony i pracowity. Ma 9 lat, dobrze się uczy, trenuje piłkę nożną i tenis stołowy-jest w swoim roczniku w kadrze województwa lubuskiego. Jest osobą, dla której Tomek zrobi wszystko. Tomek nie miał ślubu z Anią-matka Oskara, ale uznał dziecko, na co sama wyraziła zgodę. Przysługiwała mu więc pełnia władzy rodzicielskiej. Wspólnie mieszkali z dzieckiem najpierw u jego rodziców, a potem u babci Oskara ze strony matki. Chętnie korzystali z pomocy rodziców i dziadków Tomka, ponieważ oboje studiowali.. Gdy Oskar skończył 3 lata, jego matka miała wypadek, w wyniku którego została sparaliżowana i zapadła w śpiączkę. Oskar pytał się, co się stało, dlaczego mama nie przychodzi, więc mu mówili, że wyjechała na wycieczkę. Po dwóch tygodniach, kiedy jej stan zdrowia się nie poprawiał i ciągle leżała w szpitalu, Tomek zabrał Oskara na 4 miesiące do swoich rodziców, bo syn zaczął się robić nerwowy i miał nocne moczenia.. Gdy mama Oskara wróciła do domu, na prośbę jej matki Tomek wrócił z dzieckiem do jej domu, bo to mogło pomóc ją wybudzić. Dla Oskara było to bardzo trudne, gdyż jego mamie zdarzały się czasem w nocy ataki padaczkowe i musiał na to patrzeć, bo spali razem w jednym pokoju. Po miesiącu babcia Oskara chciała coraz więcej pieniędzy na rehabilitację córki. Tomek chociaż studiował, dawał, co mógł. Wskutek tych konfliktów po miesiącu znów z dzieckiem wrócił do swoich rodziców, przychodził jednak z Oskarem prawie codziennie do jego matki. Stan jej zdrowia stopniowo się poprawiał. Po roku od wypadku mogli się z nią komunikować za pomocą tabliczki z literami. Chciała, by Oskar częściej był w domu i miał z nią kontakt. Tomek przyprowadzał go więc, kąpał, usypiał i wracał do siebie, a rano po niego przychodził. Przez pół roku w pełni łożył na dziecko, płacił za przedszkole i inne rzeczy. Po pół roku babcia Oskara oświadczyła, że chce przejąć całkowitą opiekę nad wnukiem, a od niego oczekuje tylko alimentów. Tomek wniósł więc do sądu wniosek o ustalenie miejsca pobytu dziecka przy nim, ale nie chciał w żaden sposób ograniczać spotkań dziecka z matką czy babcią. Babcia jednak wynajęła najlepszego adwokata w mieście i wniosła o ograniczenie władzy rodzicielskiej Tomkowi i swojej córce oraz alimenty. Sprawa trwała około 9 miesięcy, ale już na pierwszym posiedzeniu sędzia wydała postanowienie tymczasowe o odebraniu mu dziecka. Przyznano mu możliwość widzenia z Oskarem dwa razy w tygodniu po 3 godziny. Adwokat Tomka radził nie łamać tych postanowień, sugerując, że po badaniach w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym wszystko się wyjaśni. Zdaniem Tomka tak małe dziecko nie powinno być poddawane badaniom, a jeśli już, to za lustrem weneckim, i mieć zapewnioną dyskrecję i intymność. Jego zdaniem dziecko jest przygotowywane do badań przez rodzica, u którego aktualnie przebywa i mówi to, czego ten rodzic oczekuje. Sąd wydał jednak postanowienie o ograniczeniu rodzicom władzy rodzicielskiej i umieszczeniu dziecka w rodzinie zastępczej, czyli u babci. Adwokat nie wierzył w szansę odwołania. Postanowienie się uprawomocniło, ponieważ termin odwoławczy minął . Tomek nie mógł się pogodzić z niesprawiedliwym orzeczeniem sądu i zwrócił się do innego adwokata. Skontaktował się z mediami i wystąpił o zmianę postępowania. TVP i TVN nakręciły reportaże, radio „Zachód” i „Trójka” nagrały programy. Pojawiły się artykuły w prasie. Tomek skontaktował się z twórcą serwisu www.tata.pl, który całą sprawę opisał i skierował do rzecznika praw dziecka. Skarga Tomka nie miała odzewu. Napisał również do prezydenta i rzecznika praw obywatelskich. Rzecznik zainterweniował. Nadzorował całe postępowanie sądowe, co miesiąc kierując do sądu pismo z prośbą o uaktualnienie informacji o sprawie. Sprawą zainteresowała się też pani wicemarszałek Senatu Jolanta Danielak. Sędzia, która wydała wcześniej krzywdzący dla niego i dziecka wyrok, poszła na urlop, a nowy sędzia przeprowadził już sprawę rzetelnie. Na pierwszym posiedzeniu przyznał mu dziecko, sam zauważył, że babcia, która miała samodzielnie wychowywać dziecko, ma drugą grupę inwalidzką i jest poważnie chora. Sędzia dał odczuć w uzasadnieniu ustnym, że poprzednia decyzja sądu była błędna.. Matce przyznano szeroki kontakt z dzieckiem w poniedziałek, środę i piątek po dwie godziny, a babci co drugi czwartek i w weekend. Stan zdrowia matki nie zmienił się, nadal mieszka w domu rodzinnym. Babcia jednak złożyła apelację. Oskarżyła go również, że zakłóca jej spokój domowy, przetrzymując u siebie dziecko. Oskar spędzał u ojca czwartki i wtedy nocował, a rano był odprowadzany do babci. Sprawa karna wytoczona przez babcię została ostatecznie umorzona ze względu na niską szkodliwość społeczną, ale jego odwołanie oddalono. Sędzia na sali w uzasadnieniu ustnym oburzał się na serwis www.tata.pl, gdzie znalazły się opinie na temat jego sprawy. Sprawa Tomka ciągnęła się przez prawie 3 lata. Złamano w niej przede wszystkim prawo, gdyż kodeks rodzinny wyraźnie mówi, że jeżeli jeden z rodziców nie może sprawować władzy rodzicielskiej, to sprawuje ją drugi. W jego przypadku nie zaistniały żadne przesłanki, żeby odebrać mu władzę rodzicielską i oddać dziecko do rodziny zastępczej, czyli babci, która na stałe zamieszkiwała z konkubentem-alkoholikiem, miała drugą grupę inwalidzką i zaniedbywała rozwój intelektualny i fizyczny dziecka, co Tomek wykazał niezbicie podczas drugiej sprawy. Jako rodzina zastępcza dostawała jednak niezłe pieniądze i alimenty, o podwyższenie których wystąpiła, kiedy przyznano jej dziecko. Zdaniem Tomka chciała mu pokazać, że robiąc mu na złość jest po prostu silniejsza. Wywodzący się ze środowiska sędziów rodzinnych rzecznik praw dziecka po raz kolejny nie podjął interwencji w sprawie, w której chodziło o obronę praw ojca i dziecka. Dlatego w 2003 roku Stowarzyszenie na rzecz Równouprawnienia i Poszanowania Prawa wystąpiło do marszałka sejmu o odwołanie Pawła Jarosa z zajmowanego stanowiska. Pod apelem podpisało się kilkuset ojców. Marszałek Sejmu Marek Borowski w swojej odpowiedzi uznał, że skarga jest bezzasadna, nie podając żadnych kontrargumentów. 4.1.3 Zdzisław-ojciec, któremu wydano sądowy zakaz kontaktów z dzieckiem Zdzisław swoje ojcostwo realizuje dziś w relacji z pasierbem, którego utrzymuje z drugą żoną na studiach, bo córkę swą stracił, i nadzieję na jej odzyskanie też. Nie istnieją już bowiem żadne możliwości jego odwołania się od postanowienia cieszyńskiego sądu na terenie kraju. Zdzisław złożył skargę przeciwko państwu polskiemu do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, wykazując naruszenie kilku artykułów Konwencji Praw Człowieka, ale dotychczas nie została ona rozpatrzona. Jego córka jest żywym przykładem „syndromu Gardnera”, czyli Syndromu Alienowanego Rodzica, polegającego na zniszczeniu relacji z odosobnionym rodzicem wskutek jego oczerniania i negatywnego nastawiania. Córce i jej otoczeniu mówi się, że istnieje sądowy zakaz kontaktowania się z ojcem na mocy postanowienia sądu, co potwierdza matka dziecka, szkolna pedagog i pani kurator na piśmie. Według nich zakazem jest postanowienie uchylające wyrok rozwodowy w zakresie widzeń z dzieckiem ustanowionych przez sąd. Na swoje kartki i listy do córki nie otrzymuje jakichkolwiek odpowiedzi. Kiedy przed rokiem próbował spotkać się z córką w Cieszynie, uciekła na jego widok. Później otrzymał od niej dziwny list, w którym prosiła go o czas na dojrzałość do ich spotkania. Żadne negocjacje z matką dziecka i pedagogiem szkolnym nie przyniosły efektów. Przez ostatnie dwa lata dość mocno podupadł na zdrowiu. Nadal sprawuje opiekę techniczną nad serwisem www.wstrone.ojca.pl. Dzieciństwo jego córki i wzrastanie z obojgiem rodziców zostało bezpowrotnie zmarnowane: przez niego samego, ale również przez bezkarny i pozbawiony rzetelnego nadzoru system sądownictwa rodzinnego. Zdzisław wychowywał się w domu, w którym nadrzędna wartością było zachowanie trwałości rodziny na przekór dramatycznym wydarzeniom dziejowym, takim jak represje sowieckie wobec Polaków. Jego matka bardzo zabiegała o scalenie rodziny, o uwolnienie męża z Kazachstanu. Nastąpiło to w 1957 roku, gdy rodzina ojca wróciła w ostatnim transporcie repatriacyjnym na Dolny Śląsk. Zdzisław urodził się po kilku latach jako drugie dziecko. Swą żonę poznał w Krakowie w wieku 24 lat i po kilu miesiącach korespondencyjnej znajomości postanowił się z nią ożenić wbrew opinii swojej matki. Żona zaś dorastała w domu oficera Ludowego Wojska Polskiego, z którym miała burzliwe kontakty w okresie dojrzewania. Być może wtedy powstało w niej pragnienie samotnego wychowywania dziecka. Oboje więc byli uwarunkowani silną potrzeba wyrwania się ze swoich rodzinnych domów. Do czasu narodzin córki mieszkali wspólnie w Cieszynie w mieszkaniu niedaleko teściów. Dopiero wtedy tak naprawdę zaczęli się poznawać. Zdzisław pracował zawodowo i równolegle prowadził małą firmę, która zaczęła go absorbować. Gdy urodziła się córka, wszystko zaczęło się psuć. Żona czuła się zagubiona, obawiała się, że dziecko jej nie akceptuje. Zdzisław próbował ratować małżeństwo, ale drobiazgi urastały do rangi problemów. Na dodatek na drugim końcu Polski zaczęła umierać jego matka i żaden z lekarzy nie potrafił prawidłowo zdiagnozować przyczyny jej narastającej choroby. Gdy znalazł w końcu kompetentnego profesora, organizm matki był już zbyt słaby, by znieść trudy operacji. Zdzisław zaczął być intruzem we własnym domu. Każda rozmowa na temat konieczności podjęcia terapii rodzinnej kończyła się atakami histerii, a stany depresji żony przeplatały się ze stanami euforii. Miała pretensję, że Zdzisław zbyt intensywnie przeżywał śmierć swojej matki. Po dwóch latach bezskutecznych prób ratowania związku zaproponował separację. Na kilka miesięcy wrócił w swoje rodzinne strony. Podczas świąt Bożego Narodzenia, które spędzili wspólnie, odkrył pełne nienawiści pisane do niego listy, że nigdy nie będzie miał wpływu na wychowanie ich dziecka. Odszedł wtedy na dobre, córka zaś miała 3 lata. Emocjonalny związek żony z dzieckiem był bardzo zaborczy. Zorganizowała wokół niego cały swój świat. Zdzisława odbierała jako zagrożenie dla tego związku, a kontakty córki z ojcem jako zdradę z jej strony. Oto przykłady wypowiedzi żony, dołączane do akt sprawy: „Przysięgam, ze nie będziesz miał wpływu na jej wychowanie. Wara ci od tego domu. Nie masz tutaj do kogo wracać. Rodzinę masz na zdjęciu nad grobem swojej matki. Jedyne, co masz robić to przesyłać jej pieniądze i to znacznie więcej niż do tej pory” „Zaoszczędź jej, chociaż wewnętrznego rozdarcia, bo ja i tak nie pozwolę, żeby dorastała w twojej obecności. I o ile bardziej będziesz się przy tym upierał, o tyle więcej za to zapłaci” Zdzisław podejmował wiele bezskutecznych prób kontaktu z dzieckiem. Od 1994 roku notorycznie spotykał się z praktykami utrudniania mu i uniemożliwiania kontaktów z dzieckiem. Nikt nie chciał mu otworzyć drzwi, gdy przez całą Polskę przyjechał z prezentem na urodziny córki. Usłyszał wtedy, że dziecka nie zobaczy i że jest odciągane od drzwi. Nie potrafił wtedy nikogo poprosić o pomoc, wsiadł w pociąg i wyjechał, nie widząc dziecka przez następne półtora roku. Dobrowolnie i regularnie płacił alimenty na dziecko, coraz to podwyższane. Kiedy wniósł o rozwód i prawo do jakichkolwiek kontaktów z dzieckiem, żona na nic nie chciała się zgodzić. Gdy córka miała 5 lat, sąd zlecił badania w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym w Bielsku-Białej. Biegli orzekli wtedy: „Matka ujawnia silna koncentrację na dziecku, dąży do ścisłego nadzorowania i ingerencji w jego aktywność. Z wymienionych względów dziecko nie ma swobody do wzrastania. Matka jest przekonana, ze potrafi samodzielnie, tj. bez udziału ojca, zapewnić córce prawidłowy rozwój...ujawnia silne zdenerwowanie w przypadku prób ograniczenia jej władzy nad dzieckiem...Małoletnia pragnie kontaktów z ojcem.” Matka jednak kierując się niechęcią i poczuciem krzywdy stała się zamkniętą na potrzeby emocjonalne córki względem ojca. Orzekając rozwód, sąd na wniosek żony ograniczył prawo Zdzisława do kontaktowania się z córką, choć poza tym wnioskiem nie było żadnych innych podstaw. „Opiniowana matka dziecka, nie potrafi uwolnić się od negatywnych emocji wobec byłego męża...kierując się niechęcią oraz poczuciem krzywdy do byłego męża, pomniejsza jego znaczenie w życiu dziecka...nie jest otwarta na potrzeby emocjonalne dziecka związane z osobą ojca...Prezentowane przez małoletnią negatywne przeżycia emocjonalne nie powinny ulec utrwaleniu.” Zdzisław mógł się spotykać z córką raz w miesiącu przez 7 godzin. Jechał więc 1400 kilometrów, aby w wynajmowanym od przyjaciela mieszkaniu w Cieszynie realizować swoje spotkania z córką. Dodatkowo mógł ja zabierać na 3 tygodnie wakacji, a w zimie na kilka dni ferii. Eksżona nie ingerowała w te spotkania, poza jednym razem, gdy podczas spaceru Zdzisława z córką dołączyła do nich i powiedziała, że chce, aby wrócił. Chociaż odmówił, przez kolejne trzy lata zgadzała się na comiesięczne spotkania z dzieckiem. Kontakty zmieniły się, gdy w 2000 roku Zdzisław ponownie się ożenił. Comiesięczne spotkania zaczynały się od awantur. Gdy dzwonił do córki, by porozumieć się na temat wakacji, babcia nie chciała ujawnić, gdzie dziecko przebywa. Później ustalił, ze wyjechała z matką na wczasy lecznicze do Wieliczki. Po powrocie jej stosunek do niego nagle się zmienił. Kiedy dzwonił, mówiono mu, że dziecko nie będzie więcej rozmawiało. Poprosił policję o ustalenie jego miejsca pobytu. Dyżurny komendy powiatowej w Cieszynie zadzwonił i powiedział, że dziecko się dziwnie zachowuje. Zdzisław wsiadł do pociągu i przyjechał to wyjaśnić, lecz nie został wpuszczony do środka. Była żona wyszła i oświadczyła mu, że dziecka już więcej nie zobaczy. Zdzisław zatknął w drzwi kopię postanowienia sądu ustalającego jego kontakty z dzieckiem, dopisując swój numer telefonu i prośbę o kontakt. Na wniosek eksżony został ukarany grzywną przez sąd za to, że „złośliwie jej dokuczył”, mimo że do 2003 roku mógł spędzić z córką zaledwie 2% czasu. Przez kilka następnych dni rozpaczliwie szukał jakiegokolwiek wsparcia. Wysiadywał przed jej oknem, wypytywał o nią znajomych, rozmawiał z sędzią, kuratorami i policjantką do spraw nieletnich. Do sądu wniósł o umożliwienie mu spotkania z dzieckiem w obecności kuratora i o ukaranie byłej żony grzywną za nieprzestrzeganie postanowień sądu. Wtedy sąd w trybie tymczasowym zablokował mu kontakty z dzieckiem na 3 lata, a potem usankcjonował to prawomocnym postanowieniem, uzasadniając, że wymaga tego dobro dziecka, i że córka nie chce kontaktów z ojcem. Przesłuchano dziewięcioletnie dziecko, które „z własnej woli chciało zeznawać przed sądem”. Podczas badań w kolejnym RODK na pytanie czy córka chce się spotykać z tatusiem, dziecko odpowiedziało, że „niech będzie tak, jak chce mama”. Eksżona złożyła wniosek o ograniczenie kontaktów ojcu bez uzasadnienia, a później go uzasadniła zaświadczeniem lekarskim ze sfałszowaną datą, zalecającym przeprowadzenie „pewnych badań” w trakcie planowanych wakacji oraz opinią Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Cieszynie, że „dziewczynka nie potrafi przeciwstawić się decyzjom ojca, nawet jeśli ma inne zdanie”. Z córką mógł więc się spotkać dopiero po miesiącu w mieszkaniu babci w obecności pani kurator. Córka była sztywna i napięta i wychodziła co chwilę do pokoju, gdzie siedziały mama i babcia. Następnym razem spotkali się na badaniach w RODK w Krakowie i Raciborzu, gdzie sugerowano podjęcie terapii rodzinnej. Sędzia skierowała ich do Powiatowego Ośrodka Pomocy Rodzinie zajmującego się adopcjami, więc kierowniczka ośrodka terapii rodzinnej odmówiła. Zdzisław, będąc na drugim końcu Polski sam znalazł pozarządowy ośrodek pomocy rodzinie „Być Razem”, położony kilkaset metrów od cieszyńskiego sądu.. Doszło do spotkania w ośrodku, jednak na skutek awantury sprowokowanej przez byłą żonę, psycholog stwierdził, że w takiej sytuacji terapia jest niemożliwa. Na kolejny termin eksżona się nie stawiła, a on kolejny raz przejechał 1400 km na darmo. Sąd zawiesił postanowienie wyroku rozwodowego, określające jego kontakty z dzieckiem. Argumentował, że ojciec na początku procesu porozwieszał w blokach kserokopie wyroku rozwodowego, spowodował ukazanie się w „ Głosie Ziemi Cieszyńskiej” artykułu, dzwonił na policję, która dwa razy była w domu dziecka, wystąpił z wnioskiem o grzywnę dla matki z powodu utrudniania kontaktu z dzieckiem, szantażował ją w przypadku nie cofnięcia wniosku i pozwu, wskutek czego zakłócał domowy spokój i spowodował, że 12-letnia córka się go boi i nie kocha, a do miłości sądownie nikogo nakłonić nie można. Sąd nie pozbawił go władzy rodzicielskiej, ale uchylił kontakty dla dobra dziecka Złożono pustą obietnicę, że kontakty te będą mogły być przywrócone w sytuacji, gdy relacje ojca z córką się poprawią. Jak jednak mogą się one poprawić, jeśli ich nie ma? Gdy zapytał o to telefonicznie panią prezes sądu, odpowiedziała, że nie jest „instytucją upoważnioną do udzielania wyjaśnień w tej sprawie”. Sąd umożliwił w ten sposób represjonowanie ojca za jego odejście i zawarcie związku małżeńskiego z inną kobietą, a jego córce wzrastanie w skrajnie trudnych warunkach materialnych i mieszkaniowych oraz intensywną manipulację ze strony matki podsycającej w niej niechęć do ojca i być może do mężczyzn w ogóle. W ciągu trzech lat od uchylenia przez sąd kontaktów i „swobodnej oceny faktów”, nie wyjaśniającej źródła nagłej zmiany postawy dziecka, które wcześniej deklarowało chęć spotykania się z ojcem, Zdzisław próbował je jednak nawiązać. Skierował list do szkoły z zapytaniem o stan rozwoju dziecka, jego postępy w nauce i zachowaniu. Nikt nie udzielił mu odpowiedzi. Próbował spotkać ją w szkole-bez rezultatu. Wysyłał paczki-wracały. Przesyłał kwiaty na urodziny-nie można było zlokalizować odbiorcy pod żadnym adresem. Nie jest pewny czy korespondencja dociera. Nie otrzymał odpisu wywiadu kuratorskiego, o który się starał i nie jest pewny, czy go w ogóle przeprowadzono. Otrzymany po 3 latach wywiad kuratorski opisywał jego zdaniem stan zdemoralizowania. Gdy poprosił o przekazanie wiadomości córce osobę, która pisała z nią na GG, córka była bardzo zła i powiedziała tej osobie, żeby ojciec nie przyjeżdżał i że ją bił. Trzy lata blokowanych przez matkę kontaktów i następne trzy lata uchylonych zrobiły swoje. 4.1.4 Ireneusz-ojciec, który porwał swoje dziecko, by je chronić przed demoralizacją matki Ireneusz ma dziś 42 lata, ponad 20-letnią służbę wojskową, unieważnione zawarcie małżeństwa kościelnego, stan przedzawałowy i procesy, procesy, procesy....Ma również prawie 11-letniego syna, dla którego poświęcił wszystko, bo kocha go też nade wszystko. Jego historia jest jak film sensacyjny, miejscami horror, a z pewnością jak długotrwałe życie na krawędzi, krawędzi wytrzymałości psychicznej, materialnej i fizycznej. Ireneusz jest założycielem i prezesem Stowarzyszenia Centrum Praw Ojca i Dziecka. W myśl statutu walczy z patologiami życia rodzinnego i korupcją w sądownictwie. Prawie dwa lata tworzył organizację z aktualnym zapisem pośród ogromnych przeszkód ludzi, którzy starali rozbić ją, zanim powstała. Osiągnął jednak cel. Dziś pomaga społecznie innym ojcom, doradza, szuka czasem zawłaszczonych i ukrywanych przed ojcami dzieci, jeździ na procesy jako przedstawiciel społeczny. Sam też je ma-obecnie o porwanie własnego dziecka i pomówienie sędziego-szwagra byłej żony. Było wiele innych: o rzekome znęcanie się nad żoną i dzieckiem, o napady i użycie broni palnej, o zaprzestanie płacenia alimentów po odzyskaniu syna w wyroku rozwodowym itp. „Tych wierutnych bzdur, którymi oskarżała mnie była żona i jej rodzina nie mogę zliczyć, tak postępują ludzie pozbawieni elementarnych ludzkich skrupułów i poczucia odpowiedzialności za czynione zło” - wspomina. I choć od ponad roku wychowuje i utrzymuje syna, to jednak była żona uzyskała w międzyczasie podwyżkę alimentów na dziecko w sądzie w Rybniku, w którym kiedyś pracowała jako kurator sądowy. Alimenty zabierają mu bezpośrednio z wojskowej renty inwalidzkiej, którą mu przyznano na państwowej służbie w oddziałach specjalnych. Niewiele ma, praktycznie nic, bo stracił cały swój dorobek na procesach o odzyskanie syna i jak wspomniał w wywiadzie udzielonym w 2004r. Robertowi Kucharskiemu: „oddał to, co miał, by syna odzyskać, a teraz go godnie wychowywać”. Była żona jako koleżanka jego młodszej siostry, przychodziła często do ich domu rodzinnego w Rybniku. Nigdy nie miała kontaktu ze swoim ojcem, nie znała go w ogóle. Wychowywana była praktycznie przez 80 letnią babcię, gdyż matka zostawiła ją jako nastolatkę i postanowiła ułożyć sobie życie za granicą. Poznali się bliżej podczas jego praktyki studenckiej w Bielsku- Białej, gdzie uczyła się w szkole dla sekretarek. Wiedział, że jest prawie sierotą, bez domu. Dawała mu to odczuć, choć wyczuwał podczas spotkań jakąś dziwną grę pozorów i sztuczność. Potrafiła jednak swoją sytuację rozegrać po mistrzowsku i wykorzystać jego poczucie odpowiedzialności, troskę o innych, przywiązanie do rodziny, prawość, ale i nadmierną ufność. Dom Ireneusza to do dziś dom, w którym ojciec jest niedościgłym wzorem odnoszenia się z miłością i szacunkiem do swoich rodziców, żony i dzieci, to dom oparty na klasycznych wartościach etyczno-moralnych. Natomiast była żona Ireneusza nie cieszyła się najlepszą opinią, miała za sobą nieudane próby samobójcze po tym, jak rzucił ją chłopak. Ireneusz starał się jej jakoś pomóc, wzbudzała w nim poczucie odpowiedzialności i opiekuńczości. Gdy chciał zakończyć nic nie obiecującą luźną znajomość, posuwała się do szantażu emocjonalnego, grożąc, że znowu targnie się na swoje życie, gdyż ”kocha go”. Dziwne były te wyznania, łzy lały się na poczekaniu. Niestety, myślał wówczas, że są prawdziwe. Ireneusz kończył dwa kierunki studiów równocześnie, widywali się więc co kilka tygodni i choć wahał się przez 4 lata, myśląc, że czyni coś wielkiego i dobrego dla sieroty, ale też wierząc w jej obietnice dozgonnej miłości, ożenił się z nią. Skąd miał wiedzieć, że za jego plecami jeszcze przed ślubem związała się ze starszym o 14 lat żonatym mężczyzną? Już po podróży poślubnej spotkał go zimny prysznic. Świeżo upieczona żona odmówiła przeprowadzenia się do Warszawy, gdzie dostał mieszkanie służbowe, twierdząc, że musi opiekować się schorowaną babcią, a potem oświadczyła wprost, że w swojej miejscowości znalazła dobrą pracę. Małżeństwo było więc dla niej sposobem ustawienia się w życiu. Miała męża, który ją utrzymywał i kochanka, z którym sprzeniewierzała rodzinny majątek. Ireneusz zarabiał całkiem nieźle, gdyż od początku służył w jednostkach specjalnych, takich jak „GROM”. Po kilku latach takiego przymusowego oddalenia, odmawiania przez żonę współżycia i poczęcia dzieci, dojrzał do decyzji o rozstaniu. Wiedziała, że podjął poważną i niezmiernie trudną dla siebie i rodziny decyzję. Odciął ją od rodzinnych oszczędności, z których niewiele zostało. Przeważyło to, że swemu kochankowi dawała czeki in blanco, a ten wybierał z ich konta, ile chciał. Znów słyszał przeprosiny, błagania o wybaczenie, szlochanie i przysięgi poprawy. Mimo, iż nie współżyli od wielu miesięcy, usłyszał już nie tylko zapewnienia rychłej przeprowadzki żony do Warszawy, ale i nieśmiałą chęć urodzenia dziecka. Wcześniej o dzieciach nie wyrażała się inaczej jak „bachory” mimo, iż z zawodu była nauczycielką i pedagogiem. Była to jednak kolejna gra pozorów, by odwlec rozpad związku, który w końcu przynosił jej niemałe korzyści materialne. Niebawem ojciec Ireneusza zastał ją jakiś czas potem z kochankiem w jej rybnickim mieszkaniu. Zapadła ponowna, ale już ostateczna decyzja o rozwodzie. Usłyszał wtedy, że „oczywiście może ją zostawić, ale ze świadomością że zostawia kobietę w ciąży”. Ta informacja spadła na niego jak piorun, ale odebrał ją jako szansę na scalenie rodziny. Mimo takiego obrotu sprawy, żona nadal nie chciała przeprowadzić się do Warszawy, gdzie miałaby lepszą opiekę medyczną i bezpośrednią opiekę męża. Znowu przeważyło jego poczucie odpowiedzialności. By być bliżej ciężarnej żony, spędzał z nią wszystkie swe urlopy, a także decydował się leczyć swe liczne kontuzje i rany przy niej, na Śląsku. Chodził do szkoły rodzenia, marzył o dziecku i robił wszystko, by mieć przy sobie rodzinę, scalić ją, oderwać żonę od jej znajomych, od jej amoralnego, dotychczasowego życia. Zorganizował poród rodzinny. Gdy po narodzinach trzymał syna w ramionach, żona wiedziała, że zrobi wszystko dla tego dziecka. On sam zaś wierzył, że dziecko coś w niej zmieni, wzbudzi w niej jakiś odruch rodzinny. Została w końcu matką. Wiedziała, że narażał swą karierę zawodową przez notoryczne podróże na Śląsk. Niestety, nic to nie pomogło. Stracił całkowicie wiarę w jej „normalność”, gdy 3-letni syn w czasie zabawy w domu, powiedział wskazując na łóżko: ”tatusiu, a tam spał wujek”. Żona gwałtownie wywlokła syna z pokoju i wtedy zrozumiał, że jest w stanie nie tylko skrzywdzić go moralnie, ale i fizycznie. Już wtedy była wobec niego bezwzględna. Syn mówił mu o tym, że zabierała go ze sobą w różne miejsca, w których spotykała się z mężczyznami. Podjął więc próby ratowania dziecka, nawet kosztem utraty pracy w Warszawie. Gdy postanowił przenieść się na Śląsk, by być bliżej syna, oświadczyła, że chce rozwodu i że jest z kimś związana od lat. Dziecko potraktowała jako swoją wyłączną własność. Ostrzegła go, że użyje swoich rodzinnych koneksji, by odebrać mu to, co jej się należy. Wiedział, że mąż jej siostry jest wiceprezesem sądu rejonowego w Rybniku, z którym się nigdy nie zaprzyjaźnił. Wiedział też, że jej rodzina: szwagier sędzia, siostra kurator sądowy i zarazem nauczycielka, wiedziała o jej romansach i przez lata akceptowała taki stan rzeczy. Wiedział, że ma do czynienia z ludźmi o podwójnej moralności, z ludźmi, którzy pokątnie trudnili się handlem książkami z kochankiem swej siostry. Nie pasował do nich. Coś ją jednak wstrzymało w owym 1999r. i na wieść o pozwie rozwodowym rzuciła mu się ponownie do kolan. Tym razem wykorzystywała jego uczucie do synka, ich wzajemne relacje, które w razie rozwodu zostałyby przerwane, bo „Rysiek na to nie pozwoli”. Widmo wszechwładnego i bezkarnego „Ryśka” wielokrotnie odwiedzającego ją, któremu nie przeszkadzało, że jego szwagierka „udziela się” innym mężczyznom, to widmo sędziego miało prześladować go po dzień dzisiejszy. Dlaczego znów błagała o przebaczenie, prosiła o wyrozumiałość, zapewniała o wierności? Dowiedział się potem, że nie wystarczały jej pieniądze, które miała na siebie, na dziecko, bo ponad stan je wydawała. Wyrok za kradzież był jednoznaczny. Okradała sklepy, chociaż miała wszystko, bo ojciec dla dziecka oddawał każdy zarobiony grosz. Podjeżdżała luksusowym samochodem i notorycznie, bez poczucia, że czyni źle, dokonywała wyrafinowanych kradzieży. O tym, jak to robiła, dowiedział się potem z akt sprawy, gdyż nie udało się wszystkiego zatuszować i dostała wyrok kolegium przy sądzie rejonowym z grzywną za kradzież w supermarkecie. Ireneusz zapowiedział, że będzie walczył o dziecko. Synek był jednak za mały, a szwagier żony-sędzia czuł się zagrożony informacjami Ireneusza na jego temat, dlatego mimochodem chwalił się swoim immunitetem, swoją bezkarnością, niskimi ukłonami okolicznych policjantów, znajomościami w prokuraturze, planowanym awansem do okręgu, uznaniem wśród aplikantów, których miał szkolić itd. „Słuchałem tych dziwnych wynurzeń ze spokojem. Sędzia zaś nigdy nie spojrzał mi prosto w oczy, nigdy” -wyznaje Ireneusz. Coś w jego sercu pękło nie z powodu nacisków i wzrastających gróźb ze strony rodziny żony, ale wówczas, gdy w czasie niezapowiedzianego przyjazdu do syna, minął się z wysokim mężczyzną wychodzącym z mieszkania jego żony w Rybniku. Ją samą zastał roznegliżowaną w łóżku i pod wpływem środków odurzających. W tym momencie odeszły z niego resztki uczucia, jakim ją darzył. A darzył już tylko ze względu na dziecko. Co w takiej chwili czuł jako mężczyzna, oficer, ojciec? Policja odmówiła przyjazdu, by zbadać co się stało w mieszkaniu . „W końcu nic nie zginęło, a pieniądze wychodzącemu mężczyźnie zapewne dała mu sama”- tłumaczyli. Pogotowie oświadczyło, że nie wykonują badań toksykologicznych. Ją samą uratował płacz zamkniętego w drugim pokoju, zziębniętego i głodnego dziecka. Gdy oprzytomniała na drugi dzień, zagroziła, że syna nie odda i zaczęła grozić szwagrem, który był w końcu wiceprezesem sądu rejonowego, a niebawem miał zostać sędzią sądu okręgowego. Pomagał jej od lat, praktycznie od zawsze. To on sędzia Ryszard F. kazał jej, by pominęła fakt karalności za kradzież i razem ze swoją żoną, a jej siostrą namawiał ją, by starała się o pracę jako kurator sądowy. W końcu był tam wiceprezesem. Ireneusz wniósł sprawę o rozwód w Warszawie, bo chciał walczyć o Emila. Jego przypadek od początku był szczególny. Sąd Metropolitalny nie był uwikłany w rodzinne koneksje, dlatego dostał unieważnienie sakramentu małżeństwa zanim zapadł wyrok rozwodowy. Argumenty i dowody miał dosadne, a pozwaną, ze względu na wulgarne i lekceważące odniesienie się do instytucji Sądu Metropolitalnego, wykluczono z procesu. Natomiast w sądzie cywilnym żona nie stawiała się na sprawy przez półtora roku, za to w swoim sądzie w Rybniku bardzo szybko się uaktywniła. Nie tylko od razu wniosła o alimenty, wnioskując na dziecko i na siebie o prawie całe uposażenie męża, ale też przy wykorzystaniu znajomości w rybnickiej prokuraturze rejonowej, gdzie pracę podjęła jej kuzynka, zawiadomiła o rzekomych przestępstwach męża, m.in. o znęcaniu się nad rodziną, o napadzie z bronią, o zaborze mienia, pobiciu, pomówieniu w kwestii „rzekomych i nieprawdziwych kradzieży” itp. Na szczęście dla niego sprawę podjęła prokuratura garnizonowa z Gliwic, gdzie okazało się, wszystko to są czcze wymysły, a przesłuchiwany sędzia F. i jego żona wielokrotnie wówczas fałszywie zeznali i zataili prawdę. Dziś te dowody powinny być obciążeniem przeciwko tym, którzy wtedy chcieli Ireneusza całkowicie pogrążyć. Choć wszystkie zarzuty zostały uchylone, dla niego jako oficera, który znany był nie tylko z odwagi, ale również uczciwości i był dla wielu wzorem do naśladowania, postępowanie to było bardzo upokarzające. Przez prawie pół roku oskarżany z wszystkich stron, obrzucany błotem, pomówieniami, oszczerstwami bronił się jednocześnie, będąc pozbawiony dostępu do syna. Ten wielokrotnie skarżył się na „...panów, którzy przychodzą do mamy i biją go, którzy skaczą po niej w łóżku i robią jej zdjęcia, a ona jest goła, którzy piją wódkę, palą papierosy, mówią brzydko”. Gdy ojciec słyszał opowieści syna, z którym widywał się tylko w przedszkolu, to czując bezmiar zła i demoralizacji, wierzył mimo wszystko w sprawiedliwość i to, że legalnie syn wróci do niego, do normalności. Sprawę rozwodową w zakresie ustalenia miejsca zamieszkania Emila prowadził dalej sąd w miejscu zamieszkania żony, czyli w Rybniku, gdyż została wymeldowana z Warszawy. W sądzie tym pracował jej szwagier sędzia i jego znajomi. Po półtora roku od rozpoczęcia procesu ustalono wreszcie ojcu kontakty z dzieckiem na co drugi weekend i w każdą środę, przy zastrzeżeniu, że oddaje dziecko bezpośrednio do przedszkola, gdyż żadna siła nie była w stanie oderwać go od taty i oddać bezpośrednio matce. Często przyjeżdżał na próżno. Żona nic sobie nie robiła z sądowych wyroków i postanowień. Ośrodek zamiejscowy Sądu Okręgowego z Gliwic, w którym toczyła się sprawa, był umiejscowiony 300 metrów od jej sądu w Rybniku, gdzie jako kurator spotykała się z tamtejszymi sędziami. Status krewnej byłego wiceprezesa i siostry też kuratora, zapewniały jej nietykalność, mimo wiedzy władz sądu o jej karalności. Ireneusz jednak dochodził swych praw. Występował o ukaranie jej grzywną za uniemożliwianie mu kontaktów z synem, nie respektowanie postanowień sądu okręgowego w tej kwestii. Sąd rejonowy dwukrotnie ukarał ją za to, jednak nie było to przeszkodą, by wyroki te i sprawy, w których udowadniano jej łamanie praw dziecka i niszczenie jego psychiki były przeszkodą, by nadal wykonywała zawód pedagoga szkolnego w Rybniku i kuratora w tamtejszym sądzie. W czasie procesu trwającego blisko 3 lata, Ireneusz przedstawiał świadków i dowody, żona zaś tylko pomówienia, a jedyną rzeczą mającą świadczyć przeciwko niemu była „opinia” z Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego w Raciborzu, o badanie w którym sam zabiegał przez półtora roku. To, co przeczytał na swój temat zaskoczyło go totalnie. Syn, choć miał wtedy kontakt z ojcem utrudniony, narysował „dwóch ludzików: tatę i siebie”. Reakcja pani kierownik ośrodka Teresy H. była krótka: „to nie taką rodzinę chcemy widzieć, nie o taką rodzinę mi chodzi”. Zażądano, by Emil narysował rodzinę jeszcze raz. Narysował ponownie siebie, tatę i dodał domek w Warszawie. Tym razem kazano mu wyjść za drzwi, a w opinii napisano, że „ojciec przygotował dziecko do badań” mimo, iż matka dziecka skutecznie przez kilka tygodni przed badaniami zablokowała całkowicie ich kontakt. Matkę zaś oceniono w samych superlatywach. O drastyczne sceny w domu matki, o odwiedziny mężczyzn i to, że na oczach dziecka uprawiała z nimi seks, o fakt, że Emil był bity przez jej kochanka, a potem konkubenta Janusza R. w ogóle Emila nie pytano. Nie wzięto również pod ocenę opinii kuratora, która była pozytywna dla Ireneusza. Stwierdził on, że „dziecko nie chce wracać do matki, bo jest ona związana z mężczyzną, który źle działa na jego psychikę”. Ireneusz napisał do Ministerstwa Sprawiedliwości skargę na spreparowanie opinii przez RODK w Raciborzu, a ponadto zawezwał pracowników Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego do sądu, żeby wyjaśnili: skąd wzięli taką opinię i dlaczego nie przeprowadzili badań z nim, a tylko z matką, dlaczego nie dokonali zapoznania z aktami sprawy oraz dlaczego nie zbadali przede wszystkim elementów demoralizacji małoletniego. Na rozprawę przyjechał o kulach, po odbytej 7 dni wcześniej operacji kolana. Oburzona pani kierownik RODK i jej asystenci stwierdzili, że „w jej ośrodku nie wykonuje się badań oceniających więź psychologiczną ojca z dzieckiem, bo to matki są w ciąży i one rodzą dzieci”. Nawet sędzia była oburzona takim oświadczeniem. Tym samym przyznali, że nie dopełnili podstawowych zasad sporządzania badań w RODK, co zostało zaprotokołowane. Czyż można więc ufać opiniom ośrodka kierującego się takimi zasadami? Wyrok zapadł tego samego dnia i stał się ewenementem na skalę okręgu gliwickiego, gdyż sędzia, pani Barbara M., przyznała bezpośrednią pieczę nad dzieckiem ojcu. Łzy szczęścia zastąpiły potęgujący ból, jaki czuł Ireneusz w świeżo operowanej nodze. Pojechał od razu do przedszkola, ale przyjechała też i była żona, która widząc rozmawiającego ojca dziecka z wychowawczynią i tulącego się do niego syna, złapała go i wyrywającego się wywlokła w samych kapciach i koszulce do swojego samochodu, mimo mrozu i lutowej pogody. Na szczęście oddała Emila do przedszkola następnego dnia, skąd ojciec, po uzyskaniu odpisu wyroku rozwodowego, zabrał go do Warszawy. Ojciec i syn zaczęli na nowo wspólne życie rodzinne. Ireneusz wyleczył wszystkie jego przewlekłe choroby, chodził z Emilem do logopedy, był jego szachowym trenerem. Syn zaczął wygrywać nawet szachowe zawody międzynarodowe, nauczył się podstawowych, ale i tych „męskich” czynności: słania łóżka, wiązania sznurowadeł, potem pisania na komputerze, wymawiania głoski „r” i wiele innych. Matka natomiast poruszyła od razu wszystkie swoje znajomości i zawiadamiając policję, oskarżyła ojca o porwanie. Wyrok sądu, a przede wszystkim wzorowa opinia kuratora, opinia wychowawców z przedszkola w Warszawie oraz fakt, że dziecko odżyło psychicznie i fizycznie spowodowało to, że odrzucone zostały wszystkie argumenty na „rzekome niszczenie dziecka przez ojca, zaniedbanie, życie w brudzie” itp. Nie szczędziła również epitetów pod adresem kalectwa ojca dziecka. Matka zeznając wtedy w sądzie sama stwierdziła, że „wie, iż syn z ojcem jest szczęśliwy”, ale zaznaczyła, że „nie potrwa to jednak długo”. Ukróciła zatem to szczęście dziecka brutalnie i z premedytacją. Już w tydzień, w kwietniu 2003r., tuż po wydaniu przez Sąd dodatkowego postanowienia w kwestii zagwarantowania powrotu dziecka do ojca, przyjechała z mężem swojej przyjaciółki i nią samą do przedszkola pod pretekstem krótkiej rozmowy z dzieckiem. Przedszkolanki nie zdążyły zareagować i dziecko zostało wrzucone do samochodu i porwane. Przyznała się potem, że do porwania namówił ją jej nowy pełnomocnik prawny, adwokat Kazimierz W. Ten jednak wypiera się tego. Dziecko ukryła w domu swego szwagra-sędziego. Policja nie mogła tam wejść bez nakazu prokuratora, a prokuratura była i jest w rękach jej znajomych i rodziny. Policjanci, którzy próbowali interweniować już następnego dnia po uprowadzeniu dziecka z Warszawy i zjawili się pod jej drzwiami, zostali tydzień później oskarżeni „o chęć zamordowania jej i groźby karalne”. Ireneusz, który poruszał się nadal o kulach oskarżony został o to samo, a ponadto o ...napad z bronią i przestrzelenie zamków w drzwiach! Teraz dopiero miał się zacząć prawdziwy okres absurdu i bezkarności, który trwa po dzień dzisiejszy. Te oskarżenia miały skutecznie powstrzymać wszelkie działania rybnickiej policji, od tej chwili policja nie chciała podejmować już żadnej interwencji w tej sprawie. Przełożeni zakazali interweniować w sprawie rodziny sędziego F. To, że wówczas Ireneusz poruszał się o kulach w towarzystwie trzech policjantów nie miało znaczenia. Prokuratury w Rybniku i Pszczynie odmawiały wszczęcia dochodzeń, umarzały wszystko. Prokurator rybnicki zakazał policji zajmować się uprowadzonym dzieckiem, kiedy Ireneusz zawiadomił organy ścigania o uprowadzeniu, znęcaniu się nad synem i bezprawnemu przetrzymywaniu dziecka. Sąd rodzinny zamilkł. Prokuratury nadrzędne z apelacyjną w Katowicach - również. Wniosek za wnioskiem, apel za apelem pozostawały bez echa. Żaden organ nie skinął palcem, choć wszyscy wiedzieli, że porwane dziecko przechowuje na swojej posesji sędzia okręgowy. On sam przyznawał się do tego, widział, jak Ireneusz stoi o kulach u jego bramy, jak woła syna. Odpowiadano mu albo złorzeczeniem albo szyderczym uśmieszkiem. „Mam immunitet, nikt tu nie wejdzie, w rybnickiej prokuraturze mam samych przyjaciół, wszystko mogę załatwić”- te słowa sędziego dudniły mu w uszach, gdy tam stał. Wiedział, że jego syn tam był, widział, jak na widok samochodu łapano go wpół, zatykano usta i wciągano za budynek, potem następowała cisza i tylko zza firanek spoglądano. Sędzia F. stał opodal i spokojnie zwijał gumowego węża, śmiał się z Ireneusza i tylko czekał, aż wejdzie do środka. Bóg doświadczał go więc niesamowitym ciężarem bólu i pokory. Jednak po tym, jak widział, że syna się wciąga, zatykając mu usta, żałował, że nie może poruszać się normalnie. Wracał do domu, a łzy zalewały mu oczy. Ilekroć syn mówił mu, że jest bity przez konkubenta żony, że wmawiają mu, że Ireneusz nie jestem jego ojcem, tylko jej kochanek, bo on nie istnieje i co robi jego matka na jego oczach, wiedział, że mimo kalectwa musi walczyć o godność tego dziecka i nie może się załamać. Tyle zła widział na świecie, tyle współczucia miał zawsze do pokrzywdzonych, a wówczas był nie w pełni sprawny i musiał zostawić swoje dziecko w mocy tych ludzi. Co na to przełożeni sędziego? Wobec Ireneusza zastosowano inną praktykę, typowo „mafijną”. Manipulowano informacjami i systematycznie Ireneusza niszczono. Postanowił opisać te rzeczy i zawiadomił w czerwcu 2003r. przełożonego sędziego-szwagra byłej żony, prezesa sądu okręgowego w Gliwicach. Pismo to i zawarte w nim fakty wywołały burzę. Postanowiono jednak zaatakować pokrzywdzonego Ireneusza, gdyż sędzia F. wszystkiego się wyparł w żywe oczy i złożył oprócz dosadnych inwektyw wiele fałszywych oskarżeń przeciwko niemu. „W każdym normalnym kraju, widząc prymitywne, wulgarne tłumaczenia swego podwładnego, jego przełożony głębiej zainteresowałby się sprawą i starał się wyjaśnić kwestie zawarte w skardze, ale nie ludzie z Gliwic. Ta skarga, jak i późniejsze ich postępowanie oraz wszczęcie przeciwko mnie procesu o rzekome pomówienie Furmana, jest zwykłą nikczemnością ludzi zepsutych do szpiku kości, wykorzystujących nawet dzieci do zabezpieczenia swoich stanowisk, wpływów, pozycji”- wyznaje Ireneusz. Proces ten trwa po dzień dzisiejszy w Sądzie Rejonowym w Gliwicach i mimo szantażów prowadzonych przez pracowników tego sądu, by wyparł się tego, co napisał, posługiwania się spreparowanymi dowodami i samym oskarżeniem wyssanym z palca, które powzięła w ekspresowym tempie prokuratura rejonowa w Mysłowicach, jest znaczącym czynnikiem notorycznego nękania Ireneusza. Wówczas jednak po 3 miesiącach od uprowadzenia syna, na kolejnej rozprawie trwającej pół godziny, tym razem założonej przez byłą żonę w sądzie apelacyjnym w Katowicach, sędzia wydała wyrok ograniczający mu prawa rodzicielskie i na nowo przyznała Emila matce. Pełnomocnika Ireneusza w ogóle nie dopuszczono do głosu, podczas gdy pełnomocnik matki przez 20 minut urągał ojcom i w ogóle instytucji ojcostwa. Nie ustalono mu kontaktów z dzieckiem, bo stwierdzono, że matka deklaruje pełną swobodę kontaktów ojca z dzieckiem, choć dwa tygodnie wcześniej została ukarana kolejną grzywną za blokowanie tych właśnie kontaktów. Los dziecka nikogo w tym sądzie nie interesował, nie padła żadna odpowiedź: gdzie jest? jak się czuje? Za to sama przewodnicząca tego sądu nie mogła się powstrzymać, by w sposób szyderczy wyrazić się o jego wtedy widocznym kalectwie i rzucić cierpką uwagę: „teraz to może sobie powód jeździć odwiedzać dziecko, bo jako były, niezdatny wojskowy będzie miał zapewne dużo czasu”. Wyrok był ustalony zanim wszystko się rozpoczęło, a sucha i cierpka rozprawa przerwana była tylko gromkim wybuchem gniewu przewodniczącej sądu, gdy usłyszała słowa: „Sąd Metropolitalny”. To żenujące przedstawienie, dało mu sporo do myślenia o układach w państwie, któremu służył prawie 20 lat. Przed oczyma miał wtedy typowy stalinizm, Syberię swego dziadka Emila, nękanie ojca za bezpartyjność, swoje własne perypetie jako bezpartyjnego oficera, jęki własnego syna. Mógł tylko zacisnąć zęby i nie dać tym ludziom satysfakcji z widoku, że łzy zalewały mu oczy. Ireneusz wystosował pozew kasacyjny, lecz go odrzucono ze względu na braki formalne popełnione przez adwokata. Merytoryczna i dowodowa zawartość kasacji ludzi z Sądu Najwyższego w ogóle nie obchodziła. Adwokat nie wypunktował argumentów w piśmie i wieloletnie starania poszły na marne. Zło triumfowało. Zaś Sąd Apelacyjny w Katowicach pół roku trzymał w tajemnicy i nie powiadomił go o otrzymaniu odrzucenia kasacji z Warszawy. Ireneusz domyślił się, co zamierzali uczynić i dlaczego taka zwłoka, gdyż dopiero po roku dowiedział się, że toczyło się przeciwko mu w tym czasie ukryte postępowanie w prokuraturze w Rybniku. Była żona wiedziała o wszystkim, przesyłano jej informacje na bieżąco, a jemu nie przekazywano nic. Poszukiwania dziecka z pomocą detektywa, a wcześniej procesy wykończyły go materialnie. Przez rok po zakończeniu służby nie otrzymywał żadnej renty ani emerytury, w kolejnym roku raptem 800 zł. przy opłatach 500 zł. za czynsz. Ludzie korzystali z faktu, że bardzo kocha dziecko, zależy mu na nim i na swój sposób korzystali z jego fizycznej niemocy, wykorzystując finansowo bez umiaru. Przez półtora roku nie widział własnego dziecka. Nie poddał się jednak, choć stracił prawie wszystko, również próbę ułożenia sobie życia z piękną, młodą i kochającą kobietą, gdyż po porwaniu dziecka nie był w stanie zadbać o własne szczęście. Założył Stowarzyszenie Centrum Praw Ojca i Dziecka. Pracował nad książką i doktoratem na Wydziale Archeologii i Etnologii PAN, zaczął też współpracować z Fundacją Cyryla i Metodego propagującą ideę odpowiedzialnego rodzicielstwa oraz innymi uznanymi już organizacjami ojcowskimi /www.tata.pl, www.wstronęojca.pl i itp./ Emil nie czuł się dobrze z matką, bał się jej i boi do dziś. Pamiętał mężczyzn, którzy do niej przychodzili i jak ten, co „na niej leżał i po niej skakał” go bił, pamiętał sesje zdjęciowe swej matki nago, pamiętał innych mężczyzn. Wie, że poznawała ich na czatach internetowych pod pseudonimem „Kotka” i że używała środków antykoncepcyjnych, by nie mieć dzieci. Poznał kilka jej stron pornograficznych, które przeglądała i do których miał dostęp. Pamięta pijaństwo, wulgaryzmy, zakupy drogich koniaków i skrzynek piwa. Pamiętał, jak mu wmawiano, że „tamten nie istnieje” Pisał do ojca rozpaczliwe listy, aby go zabrał. Telefonował z telefonu swej wychowawczyni w Rybniku, gdyż w domu miał blokadę. Pod groźbą bicia nakazywano mu zwracać się „tato” do kolejnego konkubenta matki, zmuszano go do badań krwi, by to „udowodnić”. Ojciec po trzech latach od uprowadzenia z Warszawy i odpieraniu licznych fałszywych oskarżeń matki, zabrał go z początkiem 2006 roku na ferie zimowe i już nie oddał. Ma teraz sprawę karną o jego porwanie, oczywiście w sądzie rejonowym w Rybniku. Miał też kilka innych spraw. O niektórych dowiadywał się po roku lub po pół od uprawomocnienia. Nawet nie wie, za co zostawał skazany, gdyż Sąd Rejonowy w Rybniku nie przysyłał mu wyroków od których mógłby się odwoływać. To typowe bezprawie, ukrywane przed ministerstwem, gdyż okręg gliwicki wie o wszystkim. Tak został „po cichu” skazany na dwa lata więzienia za nie płacenie alimentów za czas, gdy syn zgodnie z wyrokiem sądu I instancji i postanowieniem sądu okręgowego mieszkał u niego. Sprawę z ramienia rybnickiej prokuratury osobiście prowadziła kuzynka byłej żony prokurator Beata U., która mimo pokrewieństwa z jej rodzoną siostrą Ewą U., przed Ministrem Sprawiedliwości oficjalnie pokrewieństwa zaprzeczyła. „Idą na całość, mają w końcu wiele do stracenia, albo liczą na zwyczajową bezkarność” –wyznaje Ireneusz. To ona naciskała na prokuratora warszawskiego, by ten wszczął poszukiwanie go listem gończym, mimo, iż o żadnym postępowaniu czy wezwaniu nie został powiadomiony. Zawsze jednak można skompromitować go w oczach jego znajomych czy nawet lokalnej policji. Taki też był cel tej nagonki organizowanej przez Rybnik w 2003 i 2004 r. trwającej do dziś. Emil tymczasem zapisany został przez ojca do szkoły katolickiej w Warszawie, do której z ogromną sympatią go przyjęto. Nie chciał widzieć swej matki, gdy ta po 4 miesiącach przyjechała się z nim zobaczyć w szkole. I nie chce jej widzieć do dziś. Gdy w gabinecie pedagoga chciała do niego podejść, natychmiast rozdygotany wybiegł z pokoju. Dyrekcja, wychowawczyni i personel szkoły są przekonani, że dziecko się matki boi. Do dziś miewa w szkole bóle brzucha, gdy co kilka miesięcy dostaje od niej SMS-a. Dzwoni do taty nawet podczas przerw w lekcjach, gdyż często chce usłyszeć jego głos, którego mu przez lata wzbraniano. We wrześniu matka przyjechała z policją, kuratorami i psychologiem znów do szkoły, aby go odebrać. Emil zachorował wówczas, gdyż w ciągu lata wielokrotnie sąd w Rybniku nakazywał niepokoić ich w domu przez warszawską policję, zazwyczaj pod błahymi pretekstami. Wrześniowe interwencje kuratorów na czele których szła matka Emila, doprowadziły nie tylko do zapaści zdrowotnej dziecka, ale do kilkumiesięcznej notorycznej obawy przed podobnymi interwencjami. Ireneusz syna nie oddał, tym bardziej, że on sam wzbrania się jak może przed widokiem swej matki. Podczas kolejnych badań Emil narysował jak zwykle swoje marzenie, czyli tatę, siebie, domek i psa. Kuratorzy nie chcieli używać siły na terenie szkoły. Zrezygnowali z siłowego oderwania dziecka i oddania go rodzicowi, na widok którego ucieka. Matka Emila złożyła na nich skargę. Jest pewna swych znajomości w sądach i prokuratorach śląskich, gdyż otrzymała bezpośrednio z okręgu gliwickiego od samej wiceprezes sądu okręgowego zapewnienie, że żaden wniosek Ireneusza nigdy nie zostanie pozytywnie rozpatrzony i nigdy nie oddadzą żadnej sprawy na zewnątrz. Odrzuca się opinie biegłych psychologów warszawskich, kuratorów, szkoły, stan zdrowotny dziecka i jego głos w tej sprawie. Odmawia się jego przesłuchania czy przebadania pod kątem znęcania się psychicznego i fizycznego oraz demoralizacji, o co wniósł prawie rok temu. Sąd w Rybniku jak dawniej nakazuje, by ponownie to RODK w Raciborzu podjął badania z zaleceniem, czy mają ojcu całkowicie odebrać prawa rodzicielskie, czy może nie, bo „wmawia dziecku, że jego matka się źle prowadzi”. Na tej podstawie rybnicka prokuratura wystąpiła o odebranie całkowite praw rodzicielskich Ireneuszowi, o wybrykach zaś jego byłej żony nie chcą w ogóle słyszeć, uznając bez rozpoznania sprawy, że są to rzeczy całkowicie wymyślone. Nawet nie podejmują przedstawianych i składanych im dowodów w sprawie. To czwarta z kolei sprawa, która rybnicka, a przy okazji sąsiednie prokuratury, odrzucają w sprawie małoletniego Emila. Jego natomiast sprawa o przejęcie pieczy nad dzieckiem ciągnie się od ponad roku i jest sztucznie przedłużana chociażby po to, by dziecko zapomniało fakty z życia matki, by zniechęcić świadków, by czynić wszystko, by żaden proces nie był nadzorowany czy monitorowany przez kogokolwiek spoza Rybnika. Podczas procesu mediacyjnego szantażowano go, że jeżeli nie wyrzeknie się swej skargi na sędziego-szwagra byłej żony, to „nigdy dziecka nie odzyska, wsadzą go na 5 lat i do szpitala psychiatrycznego” i przekazano mu to nawet w obecności świadka. O nazwisko tej osoby wypytywała sędzia w procesie o odebranie mu dziecka w wydziale rodzinnym sądu rejonowego: „jeśli nie przekażę nazwiska tej osoby, /a była to osoba duchowna/, to zaraz odbierze mi dziecko”. Pytała o rzeczy nie dotyczące tego procesu. Ireneusz uważa, że miała takie wytyczne z Gliwic. Nazwisko przekazał. Dziecko i tak kazała ściągnąć z wakacji, przerwać natychmiast leczenie i wydać matce, nie zważając, że to były ich pierwsze od 5 lat wspólne wakacje. Tej sędzi nic to nie obchodziło. „Za żadne skarby nie chce się od lat wyłączyć, a tak manipuluje rozprawą, że nie można tego już znieść. Przegrywam wygrane procesy. Dowody tej sędzi nie interesują, nie ma sensu w ogóle stawać do procesu, gdyż nie istnieje u niej zasada wiarygodności lub jej braku. Jak w takich warunkach starać się o przejęcie pieczy nad synem? Kolejna, która nienawidzi mężczyzn i ojców, a orzeka w sprawach ich dotyczących. Żadnej weryfikacji pod względem etyczno-moralnym nie ma, więc i nie ma sensu stawać przed takim sądem, by rozstrzygnąć spór, skoro sędzia daje się manipulować sobą i nie rozróżnia dobra od zła. To, co się o niej samej dowiedziałem też mnie przeraziło, nawet jeśli są to wyolbrzymione plotki. Nie powinno się kogoś takiego dopuszczać do spraw rodzinnych”- relacjonuje Ireneusz. Wszystko napisał w skardze do ministra Sprawiedliwości, lecz w ogóle nie zainteresowano się dowodami, jakie posiada, pytając tylko o zdanie prokuraturę w Rybniku i sąd w Gliwicach. Kancelaria Prezydenta przekazała ponowne skargi Ireneusza do Ministerstwa, a te ponownie przez tych samymi ludzi są rozpatrywane i zapewne zamknie się sprawę, gdyż ani Rybnik, ani Gliwice „nie dopatrzą się niedociągnięć”. Rzecznik Praw Dziecka oddalił sprawę. To za słaba instytucja, by bronić praw dzieci w takich warunkach. Nikłe doradztwo lub pytanie do sądu: ”co słychać w sprawie”? nie rozwiązuje problemu. To sugeruje, że walka z rodziną sędziego o własne dziecko jest w Polsce od razu skazana na przegraną. Tym bardziej, że ojciec był już nie dopuszczany do głosu na rozprawach, odrzucali mu osoby zaufania z sali, sprawdzali wielokrotnie czy nie nagrywa rozpraw, kazali milczeć, gdy wnosił, by coś zaprotokołowano. Kopie protokołów, o które wnosił jako strona były preparowane i ogołacane z wniosków i wystąpień, które składał. Od lat nie może się doczekać na niektóre z nich, szczególnie tych, świadczących o korupcyjnym podejściu sędziów czy prokuratorów. Nie dostarczano mu zaocznie zapadłych wyroków. Ktoś podrobił jego podpis i wyrok uprawomocnił się bez jego wiedzy, skazując go za nie płacenie alimentów w czasie, kiedy syn zgodnie z wyrokiem i postanowieniem sądu mieszkał z nim po wygranej sprawie rozwodowej. Sąd w Warszawie nie wstrzymał poboru alimentów, bo rzekomo nie zareagował na kolejne zarządzenie, którego w ogóle nie otrzymał, a sąd w Rybniku w tym czasie podwyższył je matce, która od ponad roku nie utrzymuje dziecka. Otrzymywał też z sądu puste karty, puste koperty, by można było potem stwierdzić, że nie wykonał jakiegoś zarządzenia i nie zapłacił drobnej opłaty, i tym samym można było odrzucić apelację. Samochód pełen żandarmów i uzbrojonych policjantów przyjeżdżał pod dom z nakazem stawienia się do sądu na kolejną rozprawę, choć od 2 tygodni miał ten nakaz w domu. Ktoś notorycznie inwigiluje jego rodziców, śledzi ich, jeździ za nimi, czasem są to mundurowi, częściej cywile, penetrowana i nachodzona jest ich posesja, uszkadza się im samochody, notorycznie wydzwania głuchymi telefonami. Dziwni ludzie proszą go o pomoc w sprawach niezwykłych afer, prezentując życiorysy lub wydarzenia bardzo podobne do jego i pytając do kogo on sam się zgłasza? Ireneusz nie ma już sił ani finansowych możliwości, aby jeździć na wszystkie procesy. Dostaje wciąż nowe cięgi od życia. Ugina się, ale się nie łamie dzięki swojej wierze. Obawia się o życie, zdrowie, ale dobrowolnie dziecka nie odda. Na szalę postawił teraz swoją wolność. Kiedyś powiedział zastępcy prokuratora apelacyjnego w Katowicach: ”będę z waszą niesprawiedliwością walczył nawet leżąc, a jak wyślecie na mnie zbirów, to wybierzcie najlepszych...”. Od trzech lat jego skarga do tej prokuratury na ich podwładnych leży bez odpowiedzi. On wie o powiązaniach rodzinnych tych ludzi. Nie czeka już na ich odpowiedź. Przed świętami Bożego Narodzenia 2006 roku matka Emila znów była w szkole. Kontakt trwał zaledwie pół minuty, gdyż Emil wszedł i wyszedł z gabinetu dyrektora, nie chcąc z nią w ogóle rozmawiać. Miał za to cudowne święta z ojcem i dziadkami, pierwsze od pięciu lat. Święta, których się nie zapomina, a zapisuje je w sercu, jak pamiątkę, jak skarb… 4.1.5 Wojtek- ojciec, który się jednak nie rozwiódł Wojtek ma dziś 35 lat i zarządza serwisem www.tata.pl, w którym „patrzy sędziom na ręce”, wytykając im błędy, niedouczenie i stronniczość. Z jego inicjatywy w listopadzie 2002 roku powstało Stowarzyszenie na rzecz Równouprawnienia i Poszanowania Prawa. Jest dziś ojcem dwóch synów i mężem ich matki, z którą od 3 lat zgodnie żyje. O swoich synach mówi, że to najfajniejsze chłopaki w okolicy. Syn, o którego stoczył swą ojcowską walkę ma dziś 8 lat. Rodzice Wojtka byli nauczycielami przywiązującymi wagę do wykształcenia do tego stopnia, że w 1989 roku kupili mu za 200 dolarów pierwszy komputer. W jego rodzinie również dzieci stawiane były na pierwszym miejscu. W rodzicach Wojtek miał zawsze wsparcie, jak również w rodzicach swojej żony. Jako małżeństwo mieli dobry start: mieszkanie, samochód służbowy dobrą pracę i perspektywy. Wojtek był jedyną osobą zarabiającą w rodzinie, spłacał kredyty na zakup domu i samochodu dla żony, wyjeżdżali także za granicę. Zdaniem żony za bardzo skupiał się na pracy. Zdradziła go. Wojtek złożył pozew rozwodowy po dwóch miesiącach, kiedy się o wszystkim dowiedział, po kilku następnych go opłacił. Wynajęli adwokatów, i o ile na rozprawie pojednawczej żona początkowo przyznawała, że to z jej winy wszystko zaczęło się sypać, to za radą prawnika zdecydowała się jemu udowodnić winę. Pierwszy sędzia próbował nakłonić ich do naprawy związku. Drugi sędzia został dyscyplinarnie przesunięty do spraw rodzinnych ze stanowiska wiceprezesa za fałszowanie ksiąg wieczystych i wydał wyrok po pierwszej rozprawie trwającej dwie godziny. Nie pozwolił Wojtkowi ustosunkować się do opinii biegłych z Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego, którzy stwierdzili, że przywiązuje on zbyt dużą wagę do wartości materialnych i że nie zrobił dotąd nic nagannego, ale w przyszłości może. Unikał protokołowania zeznań, które były dla niego korzystne, groził grzywną za obrazę sądu. Sędzia, który został ukarany za branie łapówek uznał, że dziecko powinno zostać przy matce, nie ograniczył mu jednak kontaktów z dzieckiem do określonych dni. Wojtek korzystał więc z tego orzeczenia i syn praktycznie zamieszkiwał z rodzicami na przemian, zostając u ojca na wszystkie weekendy. Z inspiracji żony doszło jednak do kolejnej rozprawy, mającej ustalić sposoby jego kontaktu z dzieckiem. Nowa sędzia przychyliła się do wniosku Wojtka i skierowała go na badania do niezależnych biegłych z uniwersytetu. Biegli ci napisali, że dziecko bezwzględnie powinno wychowywać się z ojcem, zeznając potem w sądzie, że żona ma obojętny stosunek do rodziny. Był to punkt zwrotny dla wszystkich oprócz sądu. Sędzia przychyliła się do wniosku żony o kolejne badania w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjny, co było stronnicze, bo skoro w pierwszej sprawie wystarczyła jedna opinia to i w drugiej wystarczyć powinna. Opinia biegłych z uniwersytetu dała jednak do myślenia żonie, co w efekcie zakończyło się scaleniem rodziny, choć biegła z RODK odradzała sądowi przyznanie możliwości wychowywania dziecka przez własnego ojca. 4.2 Podsumowanie i wnioski z analizy ojcowskich losów Badani przeze mnie ojcowie pochodzili z rodzin, w których ceniło się wartość rodziny. Swoje żony i partnerki życiowe tak naprawdę zaczęli poznawać dopiero w małżeństwie i wspólnym, domowym życiu. W 3 przypadkach przyczyną rozstania była zdrada żon i chęć ułożenia sobie życia z innym mężczyzną, w jednym przypadku zmęczenie kolejnymi próbami ratowania związku z kobietą, która zbyt mocno skoncentrowała się na dziecku, partnerka zaś ojca pozamałżeńskiego uległa wypadkowi, w wyniku którego zapadła w śpiączkę i poddawana była długotrwałej rehabilitacji. Wszyscy ojcowie walczyli o swoje prawo do dzieci, choć dwóch z nich miało przyznaną pieczę nad dzieckiem. Czuli się rodzicami drugiej kategorii, a nawet trzeciej(Tomek). Wszyscy mieli złą opinię o rodzinnych ośrodkach diagnostyczno-konsultacyjnych i o sędziach rodzinnych, ze strony których doznali wiele krzywd, zarzucając im stronniczość czy wręcz łamanie prawa. Sędziów, którzy wykazali się wysokimi kwalifikacjami zawodowymi i moralnymi spotkali na swej drodze niewielu. Sędziowie prowadzący ich sprawy wydawali wyroki : - na podstawie stanu faktycznego bez zbadania warunków życia dziecka, przesłuchania matki czy wypowiedzenia się dziecka przed sądem (Robert), kierując się polityką faktów dokonanych, czyli tym, z kim akurat przebywa dziecko nawet wbrew prawomocnemu wyrokowi (Ireneusz) - bo żaden sąd w Polsce nie wyda wyroku „zwrotu dziecka” i "w Polsce nikt jeszcze z matką nie wygrał” (Robert) - wbrew prawu, które mówi, że jeżeli jeden rodzic nie może sprawować władzy rodzicielskiej, to sprawuje ją drugi rodzic, a nie babcia (Tomek) - przesłuchując 9-letnie dziecko, które „z własnej woli chciało zeznawać przed sądem”, kierując na terapię rodzinną do Powiatowego Ośrodka Pomocy Rodzinie zajmującego się adopcjami, choć pozarządowy ośrodek pomocy rodzinie mieścił się kilkaset metrów od sądu, nie udzielając wyjaśnień, jak poprawić relacje z dzieckiem bez możliwości kontaktów, których zabronili (Zdzisław) - choć byli dyscyplinarnie przesunięci z wyższego stanowiska za fałszowanie ksiąg wieczystych, aroganccy i unikający protokołowania zeznań (Wojtek) - choć byli powiązani koneksjami towarzyskimi z sędzią- szwagrem matki dziecka, której obiecano, że żaden wniosek ojca nie zostanie rozpatrzony, a sprawa nigdy nie oddana na zewnątrz (Ireneusz) Adwokaci z reguły przedstawiali im ich sytuację jako beznadziejną, nastawiali przeciwko sobie w sądzie. Wszyscy mieli utrudniane kontakty z własnymi dziećmi, a jeden ma sądowy zakaz kontaktów z córką do dziś. Nie poddali się jednak., choć przypłacają to zdrowiem. Założyli organizacje broniące praw dzieci do ojców i w nich działają. Prowadzą również serwisy internetowe, w których pomagają innym ojcom przejść przez dramat utraty własnego dziecka i działać na rzecz jego odzyskania. W trzech przypadkach ich walka zakończyła się pomyślnie: syn Roberta oświadczył sądowi, że chce mieszkać z ojcem w Polsce, syn Tomka został w końcu odebrany babci i mu przyznany, Wojtek „zszedł” się z żoną i od 3 lat żyją zgodnie. Zdzisław złożył skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, gdyż nie istnieją w Polsce już żadne możliwości odwołania się od cieszyńskiego sądu. Ireneuszowi grozi pozbawienie praw rodzicielskich za porwanie demoralizowanego przez matkę syna, na widok której ucieka i kara za pomówienie sędziego-szwagra byłej żony. Ich życie osobiste wydaje się powoli układać. Robert planuje zalegalizować swój kilkuletni związek. Tomek od dwóch lat mieszka z żoną, odzyskanym synem i 1,5 roczną córeczką, nie ograniczając kontaktów ani matce ani babci Zdzisław ma żonę i pasierba na studiach i jest z niego bardzo dumny. Wojtek „zszedł się” z żoną i ma drugiego syna, a Ireneusz nadal poświęca swe osobiste szczęście w imię szczęścia swojego syna. Dramatyzm ojcowskich losów skłonił mnie do wyciągnięcia następujących wniosków i postulatów na temat życia rodzinnego: 1. coraz gorzej jesteśmy przygotowani do świadomego pełnienia ról partnerskich, dlatego należy chronić i ratować relację małżeńską, gdyż „najważniejsze, co może ojciec dać swoim dzieciom to po prostu prawdziwie, mądrze, dojrzale, wiernie, wyłącznie i dozgonnie kochać ich matkę” 2. zachowanie właściwej hierarchii polegającej na tym, że na pierwszym miejscu w życiu stoi Bóg, na drugim małżonek, na trzecim dzieci i dopiero potem inni ludzie, sprzyja harmonii rodzinnej i jej trwałości 3. mężczyźni są dyskryminowani w sprawach sądowych o przyznawanie opieki nad małoletnimi dziećmi, dlatego należy zmienić przepisy kodeksu rodzinnego i opiekuńczego tak, aby ojcowie nie byli rodzicami drugiej czy trzeciej kategorii, a ich dzieci miały możliwość opieki naprzemiennej i nieskrępowanych kontaktów z obojgiem rodziców 4. dziecko po rozwodzie rodziców staje się ofiarą szantażu emocjonalnego i zemsty, dlatego należy usprawnić egzekucje prawa do kontaktów z dzieckiem zagwarantowanych w orzeczeniach sądowych, od ograniczenia prawa do opieki nad dzieckiem aż do kary więzienia 5. sędziowie nie powinni być wyłączeni spod odpowiedzialności za dowolność w interpretowaniu prawa czy też jego łamanie 6. należy podnieść kwalifikacje zawodowe poprzez studia podyplomowe na kierunkach pedagogiczno- psychologicznych oraz prestiż społeczny sędziów rodzinnych bez względu na ich płeć, zwłaszcza w sądach rejonowych w mniejszych miejscowościach, na co zwrócił uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich w swoim wystąpieniu do Ministra Sprawiedliwości z 13.06.2001r. 7. sądy powinny uwzględniać opinie niezależnych biegłych badających emocjonalną więź rodzica z dzieckiem na równi z opiniami rodzinnych ośrodków diagnostyczno-konsultacyjnych 8. można proponować rozwodzącym się małżonkom pozasądowe formy ustalania warunków rozstania i opieki nad dzieckiem tzw. mediacje rodzinne, wprowadzone w 2005 roku do kodeksu postępowania cywilnego w miejsce dotychczasowego posiedzenia pojednawczego 9. należy propagować wiedzę o objawach syndromu odosobnienia od jednego z rodziców, pomagać rodzicom i ich dzieciom radzić sobie ze skutkami rozwodu oraz przełamywać stereotyp identyfikujący dobro dziecka z interesem matki

ZAKOŃCZENIE

Główny Urząd Statystyczny podaje, że w Polsce co dziewiąte, a w Stanach co czwarte dziecko wychowuje się bez ojca. W literaturze przedmiotu od lat 90-tych funkcjonuje termin „cywilizacja bez ojców”. Wzrasta liczba rozwodów, które w ubiegłym roku osiągnęły rekordowe 100 tysięcy. Młodzi ludzie wolą dziś żyć bez zobowiązań, bez formalnego „na zawsze”. Małżeństwa w kryzysie niechętnie sięgają po pomoc, a sędziowie rodzinni również mają kłopoty rodzinne i sami nie stanowią moralnego wzoru. Nie cieszą się również prestiżem społecznym, prezentują niskie kompetencje pedagogiczno-psychologiczne, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Największą ofiarą rozwodu pozostaje zaś dziecko. Dlatego też o. Karol Meissner- lekarz i terapeuta zajmujący się problemami integracji osobowości i wychowania, na międzynarodowym kongresie „O godność ojcostwa”, w którym w 1999 roku uczestniczyłam, apelował, by osoby prowadzące nieregularne życie rodzinne były wyłączone z sądownictwa. Polskie sądownictwo rodzinne jest więc krytykowane od lat m. in. za tendencyjność w przyznawaniu opieki nad dzieckiem po rozpadzie związku jego rodziców. Nawet podstawowy akt prawny Rzeczypospolitej Polskiej, uznający równe prawa rodziców w życiu rodzinnym i opiekuńczym(art.33 Konstytucji RP), bierze pod ochronę „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo”(art. 18 Konstytucji RP), wspominając o ojcostwie niejako w domyśle. Rzekome zaś „dobro dziecka”, w oparciu o które zapadają sądowe wyroki, w rzeczywistości utożsamiane jest z interesem matki, gdyż to ją uznaje się za rodzica lepiej predysponowanego do opieki nad dzieckiem. To stereotyp. Badania zagraniczne i krajowe potwierdzają tezę, że ojciec jako samotny rodzic spełnia swą opiekuńczą rolę co najmniej tak dobrze jak matka. Jest w stanie zapewnić dziecku nie tylko środki materialne, ale też zaspokoić jego emocjonalne potrzeby. Głównym jego problemem nie jest więc prowadzenie gospodarstwa domowego, lecz tendencyjne orzeczenia sądu. Oczywiście wielu niedojrzałych emocjonalnie wiecznych chłopców z ulgą zrzuca z siebie brzemię odpowiedzialności za rodzinę, by dalej wieść beztroskie życie. Mężczyzna musi siebie niejako ojcem uczynić, bo biologiczne ojcostwo nie daje żadnych skutków w jego organizmie. Ci jednak, dla których słowo ojciec nie jest pustym słowem, traktują swoje ojcostwo jak najważniejszą karierę w życiu mężczyzny i życiową misję. Nie powinni być więc za to karani, ale jeszcze więcej wspierani. Znaczenie ojca w życiu dziecka przestaje dziś być „mądrością potoczną”, lecz staje się coraz lepiej opisywanym naukowym zagadnieniem. Ojciec „wyciąga dziecko z domu”, nadaje mu tożsamość i wprowadza w świat zewnętrznych wyzwań. Można powiedzieć, że daje dziecku „korzenie i skrzydła”. Ojciec to autorytet, ale i ochrona. Na relacji z ojcem, które dziecko naturalnie postrzega w superlatywach, powstaje jego wizerunek Boga. „Ojciec jest pierwszym mężczyzną w życiu swojej córki. To on kształtuje w dorastającej dziewczynce poczucie wartości i w większym lub mniejszym stopniu determinuje jej proces stawania się kobietą (...).Ojcowska adoracja kształtuje w niej poczucie szacunku do samej siebie i tego, co sobą reprezentuje, będąc kobietą (...) Słowa, gesty i zachowania ojca tworzą dla córki pierwszy obraz mężczyzny i warunkują to, jakich zachowań będzie wymagać od swojego przyszłego partnera. Cechy ojca mężczyzny będą dla niej wzorem bądź anty-wzorem w poszukiwaniach towarzysza życia, więcej nawet-w patrzeniu i ocenianiu większości spotykanych w życiu mężczyzn”. Dla syna ojciec jest wzorem identyfikacji płciowej, ponieważ człowiek szybciej przyswaja sobie cechy zachowania osób tej samej płci. Dziecko uczy się od ojca szczególnie w takich dziedzinach życia, jak przekonania polityczne, stosunek do pracy zawodowej, dobra kultury i wiary. Zmienność nastrojów pozwala kobiecie lepiej wczuć się i zrozumieć problemy drugiego człowieka, zaś pozbawiony cyklicznych zmian nastrojów ojciec, zapewnia dziecku równowagę emocjonalną i oparcie. Inaczej postrzega sytuację chorego dziecka i okazuje swoje uczucia, bardziej koncentrując się na cierpiącym dziecku niż na swoich przeżyciach i emocjach. Konsekwentniej stosuje nagrody i kary, stawiając dziecku wymagania, dlatego też nazywany jest w domu „ ręką sprawiedliwości”. Jego rola nie polega więc na zastąpieniu matki, lecz na dostarczeniu dziecku takich bodźców, których dziecko od matki otrzymać nie może. Przedmiotem moich badań byli ojcowie, którzy nie zrezygnowali ze swoich dzieci po ustaniu związku z ich matką, którzy walczyli, nadal walczą i będą walczyć o prawo do nieskrępowanego z nimi kontaktu wbrew nadziei, kosztem utraty majątku, zdrowia a nawet wolności. Tacy ojcowie z pewnością nie są patologiczni. Chciałam poznać ich największe trudności na drodze, którą obrali i dowiedzieć się, czy „piekło”, które przeżywali, już się skończyło? Zapamiętałam z rozmów, że dopiero możliwość opiekowania się własnymi dziećmi dała im poczucie bycia mężczyzną. Największymi trudnościami, na jakie napotykali były: stronniczość i dowolność w interpretowaniu prawa przez sędziów rodzinnych, mały obiektywizm badań oceniających więź ojca z dzieckiem w rodzinnych ośrodkach diagnostyczno-konsultacyjnych, utrudnianie kontaktów z dzieckiem przez byłe życiowe partnerki czy nawet „trening nienawiści”. Ojcowie ci nie poddali się. Założyli organizacje ojcowskie i pomagają sobie i innym po to, by ich dzieci nie musiały przechodzić tego, co oni. Krzepiącym jest fakt, że niektórym losy pomyślnie się ułożyły i odzyskali swoje dzieci. Walczyć więc trzeba do końca, bo „nadzieja ponoć umiera ostatnia i pierwsza zmartwychwstaje”. W Polsce koniecznie należy podjąć dyskusję nad zmianą obowiązującego od 1964 roku kodeksu rodzinnego i opiekuńczego tak, aby zagwarantować dzieciom prawo do nieskrępowanego kontaktu z obojgiem rodziców, bo rozwód przecież nie zwalnia z rodzicielstwa. Jedne organizacje ojcowskie postulują, by korzystając ze wzorów amerykańskich, sędziami byli po połowie mężczyźni i kobiety, osoby z doświadczeniem życiowym po 50 roku życia, nie mający dzieci w okresie alimentacyjnym, wybierani przez społeczności lokalne jako osoby zaufania społecznego w wolnych wyborach z terenu okręgu sądowego, w którym będą orzekać, na okres kadencji 5-letniej. Inne natomiast uważają, że obecność orzekających mężczyzn ma jedynie wpływ na większy komfort psychiczny ojca w sądzie, który niejednokrotnie czując się osaczony i zdezorientowany, może reagować agresją. Należy zapewnić jednak legislacyjne egzekwowanie kontaktów z dzieckiem pod surowszymi karami niż sama grzywna i zwrócić uwagę na podnoszenie kompetencji zawodowych sędziów zwłaszcza rejonowych. Wydaje się, że aktywność mniejszości seksualnych w walce o swoje prawa może wkrótce doprowadzić do regulacji prawnych, dzięki którym homoseksualiści będą mogli adoptować dzieci, podczas gdy naturalni ojcowie wciąż będą się borykać z wyegzekwowaniem nieskrępowanych kontaktów z własnymi. Mam nadzieję, że i moja praca stanie się w niej jakimś głosem.

BIBLIOGRAFIA

Dzieła zwarte: 1. Baum M., Uzyskanie prawa do sprawowania bezpośredniej pieczy nad dzieckiem przez rozwiedzionego ojca, Warszawa 2000 2. Eldredge J., Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy, Poznań 2003 3. Fijałkowski W., Ojcostwo na nowo odkryte, Pelplin 1988 4. Kornas-Biela D., Wokół początków życia ludzkiego, Warszawa 1993 5. Kucharski R., Zerwane więzi tata.pl.2, Warszawa 2004 6. Kucharski R., W stronę Ojca- mężczyzna w sądzie rodzinnym, Warszawa 2006 7. Meissner K., Suszka B., Nas dwoje i..., Poznań 1999 8. Meissner K., Wiara i płeć, Poznań 2003 9. Pilch T., Zasady badań pedagogicznych, Warszawa 1995 10. Pospiszyl K., Ojciec a rozwój dziecka, Warszawa 1980 11. Półtawska W., Przygotowanie do małżeństwa, Kraków 2002 12. Pulikowski J., Warto być ojcem. Najważniejsza kariera mężczyzny, Poznań 1999 13. Rembowski J., Więzi uczuciowe w rodzinie, Warszawa 1984 14. Sołowiej I., Identyfikacja dziecka z rodzicami, w: M. Ziemska(red), Rodzina i dziecko, Warszawa 1986 15. Stojanowska W., Władza rodzicielska pozamałżeńskiego i rozwiedzionego ojca, Warszawa 2000 16. Śledzianowski J., Zranione ojcostwo, Kielce 1999 17. West Ch., Dobra Nowina o seksie i małżeństwie, Warszawa 2002 Artykuły: 18. Jakimowicz M., Grom z jasnego nieba, Gość Niedzielny 2006 nr 39 ss.38-39 19. Mączka A., Solidarność jajników: sfeminizowane sądy rodzinne dyskryminują ojców, Wprost 2001 nr 11 ss. 78-79 20. Mierzwiński B, Teoretyczne podstawy doradztwa rodzinnego. Mężczyzna jako mąż i ojciec, Problemy poradnictwa psychologiczno-pedagogicznego 1996 nr 2 ss.5-32 21. Puto P., Randka wyjątkowa, czyli spotkanie taty i córki, Współczesny Ojciec 2006 nr 3 ss. 18-19 22. Rydzewski P., Zdrowotne i psychologiczne konsekwencje rozwodów, Studia Demograficzne 1997 nr 1 ss.83-95 23. Szczukiewicz P. ,Korycka-Szymańska A., Mężczyźni DDA w swoich rodzinach, Świat problemów 1999 nr 6 ss.42-45 24. Wolicki M., Naśladownictwo, identyfikacja i modelowanie jako czynniki rozwoju społecznego dziecka w środowisku rodzinnym, Problemy rodziny 1983 nr 5 ss.19-26 25. Kaczmarek J., Kotara H., Pocent T., PAS-Syndrom Odosobnienia od Jednego z Rodziców, materiały Komitetu Ochrony Praw Dziecka Strony internetowe: 26. Aktualna sytuacja społeczno-prawna ojców ubiegających się o uregulowanie kontaktów lub o przejęcie pełnej opieki nad własnymi dziećmi, http://users.nethit.pl/forum/read/tata/1706364/2/ 27. Cupiał D., Duży chłopiec, nie mężczyzna, http://www.goscniedzielny.pl/artykul.php?id=1104046733&naglkat=w+tym+numerze 28. Dodziuk A., Dziecko po rozwodzie, http://www.wstroneojca.ngo.pl/dziecko.htm 29. Górska J., Konsekwencje nieobecności ojca w rodzinie, http://www.wstroneojca.ngo.pl/ola/konsekwencje.htm 30. Kasztura G., A gdzie jest dobro dziecka? Historia ojca pozbawionego prawa do swojego dziecka, http://www.tata.pl/cieszyn2.htm 31. Kołodziejczyk M., Orzecznictwo sądów rodzinnych-sprawy rozwodowe, http://www.wstroneojca.ngo.pl/publikacje/pub_orzecz.htm 32. Kucharski R., Naprzemienna opieka rodzicielska nad małoletnim dzieckiem w USA w świetle prawodawstwa i badań, http://www.tata.pl/rk.htm 33. Łapiński A., Zarys pojęcia „dobro dziecka”, http://members.lycos.co.uk/misiowaty/modules.php?name=News&file=article&sid=9 34. Przybyła-Basista H., Proces mediacji rodzinnych-od teorii do praktyki, http;//www.wstroneojca.ngo.pl/mediacje/mediacje_proces.htm 35. Rzemek M., Ojciec też rodzic-czyli kodeks rodzinny do zmiany, http://members.lycos.co.uk/misiowaty/modules.php?name=News&file=article&sid=11 36. Salomon po polsku, czyli klasyczne rozumienie dobra dziecka, http//www.tata.pl/salomon.htm 37. Statystyki: ojcostwo, rozwód, władza rodzicielska, alimenty, http://www.wstroneojca.ngo.pl/statystyki.htm 38. Stojanowska W., Ojcostwo w aspekcie prawnym, http://www.opoka.org.pl/biblioteka/Z/Zrprzedslubem/ojcostwowaspekcieprawny 39. Szczukiewicz P., Pełnienie roli ojca, czyli rodzicielstwo po męsku, http:/www.wstroneojca.ngo.pl/publikacje/pub_rodzicel.htm 40. Zaporowska J., Mazurkiewicz J., Najciemniej pod latarnią, czyli judykatura polskich sądów rodzinnych, http://www.wstroneojca.ngo.pl/publikacje/pub_judykatura.htm 41. http://www.fundacjaojców.org.pl/

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

Ja walcze z ex zona od ponad miesiaca ale obawiam sie ze bedzie to trwalo dluzej.... wogole nieodbiera odemnie telefonu ...msci sie na mnie a w sumie chyba bardziej na dziecku za to ze nam nie wyszlo... ze teraz jestem szczesliwym mezem i bede mial drugie dziecko ale to nie znaczy ze przestalem kochac swojego synka ...wiec rozumiem tak pokrzywdzonych ludzi....

Napisał beercup, dzień 03/24/2009 o 22:34

Troszkę było tego do przeczytania lecz cóż my możemy na to poradzić że mamy tak mocno kochają nasze dzieci że posówają się wręcz do wszystkiego aby nam utrudniać kontakt z naszymi dziećmi nie chcę się targować lecz ja swojego syna nie widziałem już prawie 9 miesięcy poza paroma wyjatkami kiedy to widziałem go bądz to na ulicy lub gdy widziałem uciekajacą matkę z synem żebym broń Boże nie porozmawiał z nim odjechali pierwszym autobusem jaki podiechał na przystanek .

Napisał yamato, dzień 03/06/2009 o 17:26

Przeraża mnie fakt, że wobec zubożenia w wyniku rosnących cen [ jedynym żródłem mego dochodu jest renta i mam całkowitą niezdolnosć do pracy]sam nie utrzymam i wychowam mojej 14-letniej córki gdyż nasz dochód na osobę wynosi 558zł a to już za duży dochód wedle obowiązujących przepisów do świadczeń rodzinnych i pomocy społecznej.Z ubóstwa zaczynam się wstydzić że jestem Polakiem.

Napisał juchnicki bogdan, dzień 11/03/2008 o 18:40

Od czterech miesięcy nie widziałem się z synem. Ostatni raz 1.06.2008r przez 20 minut i zostałem wyproszony w wulgarny sposób przez matkę byłej żony. Była stwierdziła później w sms-ie, że to nie jej dom i nic jej do tego... Od 2004 roku mam ograniczany kontakt z synem. Kiedy alarmowałem w sądzie o tym za każdym razem Sąd zmieniał zasady moich kontaktów z dzieckiem. I wiecie co była na to? Napisała wprost: 'Guzik mnie obchodzi kiedy masz wizyty!!!'. Sąd miał to gdzieś. Co ja mam robić dalej? Leszek

Napisał Leszek Hofman, dzień 10/07/2008 o 16:32

jestem z wami walczymy do konca jak kapitan ktury zchodzi ostatni z okretu!!!!!!

Napisał mikmen25, dzień 09/25/2008 o 18:47

NA PEWNO SA MATKI KTORE OGRANICZAJA KONTAKT Z DZIECMI I JETS TO NIEUZASADNIONE NICZYM, ALE SA TEZ TAKIE KTORE POZWALAJA NA KONTAKT W SPOSOB NORMALNY TYLKO TATUSIOWIE I TAK SIE KLOCA - NEI WIADOMO O CO TAK NAPRAWDE

Napisał michał5, dzień 07/22/2008 o 15:26

mnie pobili najemni bandyci gdy stałem pod oknem domu i czekałem na 12 letniego syna
(bandyci przyjechali samochodem)
potem dostałem jeszcze raz tym razem juz osobiście od ex i jej nowego
i dalej walczę o kontakt z synem choć on po 7-miu mies. uciekania do taty zaczął mnie nienawidzieć
w dodatku mam już którąś sprawę karną przedtem np. o 9 lat gwałtu na ex,
a teraz o to, że podobno groziłem , że zabiję syna i to w dodatku dokładnie wtedy gdy na oczach tłumu ludzi podbiegłem do niego i zostałem pobity prawie do nieprzytomności przez jego matkę i jej nowego
to jest nasze życie w Polsce !
ja też byłem żołnierzem i walczę do końca
przesłałem wiadomość do tych najemnych bandytów z prośbą o rewanż bo tym razem jeden z nich ze mną zostanie, ale pomimo tego, że mi obiecali bijąc mnie od tyłu teraz nie są juz tacy mocni, a Policja ?
Policja nie potrafi ich znaleźć, a mnie to zabrało jedno popołudnie , ... telefonem !

Napisał bubieh1, dzień 01/27/2008 o 17:48

mnie pobili najemni bandyci gdy stałem pod oknem domu i czekałem na 12 letniego syna
(bandyci przyjechali samochodem)
potem dostałem jeszcze raz tym razem juz osobiście od ex i jej nowego
i dalej walczę o kontakt z synem choć on po 7-miu mies. uciekania do taty zaczął mnie nienawidzieć
w dodatku mam już którąś sprawę karną przedtem np. o 9 lat gwałtu na ex,
a teraz o to, że podobno groziłem , że zabiję syna i to w dodatku dokładnie wtedy gdy na oczach tłumu ludzi podbiegłem do niego i zostałem pobity prawie do nieprzytomności przez jego matkę i jej nowego
to jest nasze życie w Polsce !
ja też byłem żołnierzem i walczę do końca
przesłałem wiadomość do tych najemnych bandytów z prośbą o rewanż bo tym razem jeden z nich ze mną zostanie, ale pomimo tego, że mi obiecali bijąc mnie od tyłu teraz nie są juz tacy mocni, a Policja ?
Policja nie potrafi ich znaleźć, a mnie to zabrało jedno popołudnie , ... telefonem !

Napisał bubieh1, dzień 01/27/2008 o 17:48

gdybykobiety chciały tę pracę przeczytać o ile by było łatwiej rozmawiać iporozumiećsię

Napisał piotr, dzień 12/17/2007 o 20:38

gdybykobiety chciały tę pracę przeczytać o ile by było łatwiej rozmawiać iporozumiećsię

Napisał piotr, dzień 12/17/2007 o 20:38

To takie trudne do zrosumienia lecz wiem ze prawdziwe,ja tez zyje bez synka bo moja ex wywiozla go za granice i wiem jak to boli.

Napisał kamil buziak, dzień 12/13/2007 o 17:39

To takie trudne do zrosumienia lecz wiem ze prawdziwe,ja tez zyje bez synka bo moja ex wywiozla go za granice i wiem jak to boli.

Napisał kamil buziak, dzień 12/13/2007 o 17:39

 1 
Strona 1 z 1 ( 12 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:


24.11.2017.