W Stronę Ojca i no co ty Tato
"Wyrok" H. Łyżkiewicz
03.02.2007.
Artykuł Hanny Łyżkiewicz, pedagoga i publicysty na temat problemów wpółczesnego ojcostwa.
Polskie sądownictwo rodzinne jest krytykowane od lat m.in. za tendencyjność w przyznawaniu opieki nad dzieckiem po rozpadzie związku jego rodziców. Pewną tendencyjność można nawet zauważyć w podstawowym akcie prawnym Rzeczypospolitej Polskiej, który uznając równe prawa rodziców w życiu rodzinnym i opiekuńczym(art.33 Konstytucji RP), jednocześnie bierze pod ochronę ”małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo”(art.18 Konstytucji RP).
A gdzie jest miejsce na ojcostwo, pyta autorka artykułu?

Polskie sądownictwo rodzinne jest krytykowane od lat m.in. za tendencyjność w przyznawaniu opieki nad dzieckiem po rozpadzie związku jego rodziców. Pewną tendencyjność można nawet zauważyć w podstawowym akcie prawnym Rzeczypospolitej Polskiej, który uznając równe prawa rodziców w życiu rodzinnym i opiekuńczym(art.33 Konstytucji RP), jednocześnie bierze pod ochronę ”małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzinę, macierzyństwo i rodzicielstwo”(art.18 Konstytucji RP).

A gdzie ojcostwo?

  Ojciec ma do spełnienia w życiu swojego dziecka niezwykle ważną rolę, która nie polega na zastąpieniu matki, lecz na dostarczeniu takich bodźców, których dziecko od matki otrzymać nie może, gdyż ze względu na naturalne różnice zaspokajają oni różne potrzeby dzieci. Zmienność nastrojów pozwala kobiecie lepiej wczuć się i zrozumieć problemy drugiego człowieka, zaś pozbawiony cyklicznych zmian nastrojów ojciec, konsekwentnie stosuje nagrody i kary, zapewnia dziecku równowagę emocjonalną, stanowi dla niego większe oparcie w przeciwnościach świata zewnętrznego. Różne znaczenie ma też wychowanie przez ojca synów i córek. Ponieważ człowiek szybciej przyswaja sobie cechy zachowania przez osoby tej samej płci, ojciec dla syna jest wzorem identyfikacji płciowej. Dziewczynki zaś obserwując swych ojców, w późniejszym życiu lepiej mogą rozumieć własnych mężów i synów. Brak takiego kontaktu zmniejsza szansę na pomyślne wywiązywanie się z roli żony i matki dzieci płci męskiej. Ojciec jest też pierwszym mężczyzną w życiu dziewczynki i to on potwierdza jej dziewczęcość,  a potem kobiecość. Dziewczęta, które mają  więc pozytywne kontakty z ojcami, szukają potem podobnych partnerów życiowych, radzą sobie z wystąpieniami publicznymi i mają  poczucie własnej wartości, przede wszystkim akceptacji, dlatego nie muszą jej szukać  poprzez wczesne kontakty seksualne.     

Wielu badaczy dziś podkreśla, że tak jak miłość macierzyńska ma podstawowe znaczenie dla inicjacji rozwoju społecznego dziecka, tak identyfikacja z ojcem jest niezbędna, by dziecko osiągnęło kolejny, wyższy etap rozwoju społecznego i moralnego. Dziecko ulega ojcu szczególnie w takich sferach, jak przekonania polityczne czy stosunek do pracy zawodowej. Wszak niegdyś, a czasem i obecnie, przekazywano sobie zawód z ojca na syna. Ojciec przekazuje dziecku dobra kultury, a wśród nich dobra wiary, obyczajów, estetyki, słowem „wyciąga dziecko z domu” i wprowadza w świat zewnętrznych wyzwań. Dzięki jego obecności dziecko od razu przyjmuje taki sposób życia, jaki jest naturalny dla człowieka, a mianowicie życie w grupie społecznej, dzięki niemu uczy się, że w grupie trzeba liczyć się z innymi i nie można żyć dla siebie. Dzieci izolowane od ojców często schodzą na „złą drogę”, co ma poniekąd swoje uzasadnienie w statystykach,  podających, że dzieci wychowujące się bez kontaktu z ojcem częściej: popełniają samobójstwa(63%), uciekają z domu(90%), przejawiają problemy z dyscypliną,(85%) popełniają gwałty(80 %), przedwcześnie rezygnują ze szkoły(71%), ulegają zatruciom substancjami chemicznymi(75%) i trafiają do więzień(85%). Dziewczęta częściej wychodzą za mąż jako nastolatki(53%), rodzą dzieci jako nastolatki(11%), rozwodzą się (92%) i stają się samotnymi matkami(164%)(źródło:www.wstroneojca.ngo.pl/statystyki.htm) Konieczność  wpływu ojca na rozwój psychiczny dziecka przestaje więc być dziś „mądrością potoczną”, lecz staje się coraz lepiej opisanym naukowym zagadnieniem.

Statystyki i stan prawny

Statystyki wskazują, że mimo tego, od lat odsetek mężczyzn uzyskujących możliwość sprawowania bezpośredniej pieczy nad dzieckiem po ustaniu związku z ich matką waha się w granicach zaledwie 3%, podczas gdy  w  Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych odsetek ten jest wielokrotnie wyższy. Mimo zgoła lepszej sytuacji i tam istnieją organizacje broniące praw ojców, takie jak chociażby „Ojcowie za Sprawiedliwością”. Środowisko sędziowskie forsuje jednak opinię, że tylu ojców opiekę nad dzieckiem uzyskuje, bo tylu o nią występuje. To fałszywa opinia i nie ma pokrycia w statystykach. Badacze samotnego ojcostwa,  prowadzący grupy wsparcia dla pozbawionych praktycznie swych dzieci ojców, jak choćby Stowarzyszenie na rzecz Równouprawnienia i Poszanowania Prawa, twierdzą, że o przejęcie bezpośredniej opieki nad dzieckiem stara się ok. 20-30% ojców, a obecnie coraz więcej. Badania prowadzone przez prof. Wandę Stojanowską  ujawniły, że sądy  powierzają sprawowanie bezpośredniej pieczy ojcu jedynie w sytuacji, gdy matka nie może lub nie chce tej pieczy sprawować. W Polsce uważa się więc, że to matka jest rodzicem lepiej predysponowanym do sprawowania bezpośredniej pieczy nad dzieckiem po ustaniu związku z jego ojcem. Badania prof. Marii Jarosz i prof. Wandy Stojanowskiej dawno już złamały ten stereotyp, zaś badania dr Mirosława Bauma  potwierdzają tezę, że ojciec jako samotny rodzic wypełnia swoją rolę co najmniej tak dobrze,a często o wiele lepiej, niż matka w podobnej roli. Zapewniając środki materialne, jest w stanie jednocześnie zapewnić swym dzieciom czułą i pełną miłości opiekę oraz ich emocjonalne i fizyczne potrzeby. Głównym źródłem jego problemów są więc stosunki z sądem, nie zaś prowadzenie gospodarstwa domowego. Prawo jeszcze bardziej dyskryminuje ojców pozamałżeńskich, gdyż w dobie powszechności badań DNA uznanie dziecka przez pozamałżeńskiego ojca, staje się skuteczne dopiero po wyrażeniu na to zgody przez matkę. Mężczyzna mający obawy co do swego rzeczywistego ojcostwa, jest od razu „karany” perspektywą utraty władzy rodzicielskiej i nie zważa się tutaj na merytoryczne i obiektywne jego wątpliwości, kierując się zasadą zapewnienia dziecku i jego matce  środków materialnych. Z tego powodu zjawisko „wskazywania” domniemanego ojca jest nader często wykorzystywane przez matki, które chcą  zapewnić sobie środki utrzymania. Co 10 dziecko nie jest w Polsce  dzieckiem ojca, który je utrzymuje! Ojcostwo z góry skazane jest na blokadę  pełnego swego rozwinięcia przez mężczyznę. Dzieci, te planowane, wyczekiwane, kochane i te uznane, są od razu zawłaszczane przez matki i sztucznie odrywane od ojców w razie rozluźnienia związków ojca z matką dziecka. Dziecko zazwyczaj staje się od razu czynnikiem przetargowym i szantażu emocjonalnego wobec mężczyzny. Kontakty z ojcem są  blokowane wówczas przez matkę, co potwierdziły  badania prof. Wandy Stojanowskiej. Przyznaje to również 96% badanych sędziów wskazując właśnie  matki za utrudnianie kontaktów z drugim rodzicem. W wielu praworządnych krajach jest to podstawą do ograniczenia władzy rodzicielskiej. Niestety, nie w Polsce. Sądy w tych przypadkach, przyzwalają na swoiste zło i  same od siebie zawieszają realną możliwość kontaktów do czasu... „poprawy wzajemnych relacji dziecko-ojciec”. Jak ma w tych warunkach do owej poprawy dojść, jeśli to właśnie sądy nie reagują na prawdziwych  winowajców blokowania kontaktów, a   czyny matek uchodzą albo płazem, albo są traktowane pobłażliwie bez wyciągania konsekwencji? Ojcowie natomiast w podobnej sytuacji, są traktowani niezmiernie surowo do ograniczeń lub pozbawiania ich praw pieczy włącznie. Czy rzeczywiście w imię rzekomego dobra dziecka oszczędza się mu niepokojów, nie dopuszczając do „widzeń” z ojcem, nawet tych przez kilka godzin w tygodniu, podczas gdy kiedyś miało się go na stałe, czy raczej chroni się interes matki? Raczej to drugie. Dziecko schodzi też na drugi plan.

 

 

 

 

Dobro dziecka

 

            Przy podejmowaniu decyzji co do wyboru rodzica, któremu powierza się wykonywanie władzy rodzicielskiej, sąd kieruje się „dobrem dziecka”. Owo dobro jest ujmowane jako „zespół wartości zarówno duchowych, jak i materialnych, koniecznych dla prawidłowego rozwoju fizycznego i moralnego dziecka oraz dla należytego przygotowania go do pracy w interesie społeczeństwa”. W praktyce sprowadza się to do wyboru lepszych warunków rozwoju i zależy od wielu czynników takich jak: wiek dziecka, posiadanie rodzeństwa, stan zdrowia, stopień rozwoju intelektualnego, stosunek dziecka do rodziców i rodziców do dziecka, stosunki pomiędzy samymi rodzicami, kwestie ekonomiczne. Zdaniem rzecznika praw obywatelskich, podczas rozpatrywania spraw o opiekę nad dzieckiem, rzadko, wręcz w ogóle nie  słucha się tego, co ono ma do powiedzenia, łamiąc w ten sposób art. 72 ust.3 konstytucji, gwarantujący dziecku prawo do bezpośredniego wysłuchania oraz w miarę możliwości uwzględnienia jego zdania w postępowaniu sądowym. Oczywiście, małych dzieci nie pyta się  wprost, lecz za pomocą metod projekcyjnych, ale i zdanie 13-latków, z którym sąd może się liczyć, nierzadko jest pomijane. Sądy więc posiłkują się opiniami Rejonowych Ośrodków Diagnostyczno-Konsultacyjnych, zlecając badanie np. na okoliczność ”ustalenia związków emocjonalnych łączących małoletniego z każdym z rodziców z osobna, wnioskodawcy z małoletnim oraz uczestniczki (byłej żony) z małoletnim, ustalenia czy dobro dziecka przemawia za powierzeniem wnioskodawcy bądź uczestniczce małoletniego oraz czy uczestnicy winni mieć zapewnione kontakty z małoletnim, w jaki sposób te kontakty powinny przebiegać...”. Przykład Kamila i jego ojca jest odwzorowaniem realizmu, jaki panuje w tych ośrodkach, choć słyszy się o jeszcze gorszym nastawieniu. To nie jedyny „wybryk:” RODK z Raciborza.

     Sąd Rodzinny w Jastrzębiu Zdroju pobrał 4 lata temu 500 złotych. Głównie to ojciec pokrywa koszty „badań”. Badanie to po 4,5 miesiąca przeprowadził Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny w Raciborzu, a wnioskodawca badania, ojciec 5-letniego Kamila tak je opisuje:

 ”W wyznaczonym terminie o wyznaczonym czasie stawiliśmy się w trójkę, czyli Kamil, moja konkubina i ja w rzeczonym ośrodku, gdzie czekała już moja była żona. Wyobrażałem sobie, że ośrodek, który pobiera ok. 500 zł za badanie będzie wyglądał inaczej, a tymczasem zastaliśmy obskurnie pomalowane burą farbą olejną ściany, odrapane drzwi i poczekalnię wielkości przedziału kolejowego z zabawkami, które pamiętały jeszcze moje dzieciństwo i to nie tylko z uwagi na typ i model, ale także z uwagi na stopień zużycia. Zaprowadzono mnie do pokoju, który wyglądał jak biuro kierownika GS-u sprzed 20 lat, wykończonego oczywiście we wszechobecnym olejno-niesmacznym stylu. Na początku dostałem do wypełnienia test dla rodziców autorstwa Marii Ziemskiej, narzędzie, które jest w użyciu minimum 30 lat w niezmienionej formie. Następnie dostałem test-inwentarz osobowości EPQ-R Eysencka, który to do najnowszych narzędzi badawczych nie należy. Podczas rozmowy kierowanej osoby badające mnie, nie wiedziałbym kto to jest gdyby nie podpisały pod opinią, zadawały mi pytania jak ograniczonemu intelektualnie człowiekowi i tak samo mnie traktowały, nie dając rozwinąć myśli, udzielić pełnej odpowiedzi czy przedstawić więcej argumentów niż jeden. W podobny sposób badane były moja eksmałżonka i moja konkubina, która zapomniałbym nadmienić, studiuje piąty rok na wydziale pedagogicznym na kierunku pracy socjalno-opiekunczej. Syn mój Kamil był badany za pomocą testu „Dwa domki” Szyryńskiego i rysunków projekcyjnych. Nie dane mi było zobaczyć efektów jego badania, tylko po badaniu wyszło, że pani która z nim rozmawiała użyła względem niego prymitywnej techniki manipulacyjnej czy sugestii życzeniowej. Próbowała przekonać dziecko, że jak będzie mieszkać z mamą, to przecież będzie mogło widywać tatusia. Po takim praniu mózgu mój syn, który nie tęsknił za swoja mamą, traktując ja jak dobra znajomą, stwierdził, że on nie chce mieszkać z mamą, tylko trzy dni u mamy i trzy dni u taty, na co pani z RODK odpowiedziała, że bardzo dobrze widzi, czego dziecko chce. Pogratulowałem jej szczególnej zdolności w obserwacji dzieci i nie wiem czemu nie chciała się do mnie później odzywać. Badanie dobiegło końca i pozostało czekać na wyniki. Czekamy spokojnie i wytrwale w przekonaniu, że „fachowcy” z RODK zauważyli to samo, co my i że opinia we właściwy i uczciwy sposób przedstawi relacje miedzy nami i dzieckiem. Na początku stycznia otrzymaliśmy wezwanie do sądu na dzień 29 stycznia 2003 roku oraz kopie opinii RODK. Konkluzja całej opinii sprowadzała się do tego, że dziecko preferuje wieź uczuciową z matką i że to jej wskazane jest powierzyć wykonywanie władzy rodzicielskiej, lecz żadna z tych tez nie miała merytorycznego poparcia w argumentach i dowodach. Po przeczytaniu tej opinii: nierzeczowej, niedokładnej i stronniczej, postanowiłem powołać biegłych z tego ośrodka na świadków i przesłuchać ich na okoliczność ustalenia: jakie czynniki w badaniu zadecydowały o sformułowaniu wniosku, iż dziecko ujawnia preferencje uczuciowe z matką. Oraz czy preferencje te zostały uznane jako jedyna przesłanka w zakresie rozpatrywania dobra dziecka, czy też inne przesłanki takie jak np. dotychczasowy sposób wykonywania władzy rodzicielskiej były brane pod uwagę (sąd powierzył wcześniej ojcu tymczasową opiekę nad synem i ustalił u niego miejsce pobytu dziecka -przyp. autora). Wnioski swe spisałem na papier i złożyłem w biurze podawczym sadu. Na rozprawie 29 stycznia 2003 roku sąd odrzucił mój wniosek, stwierdzając, ze opinia jest pełna i rzeczowa. Odmówiono mi fundamentalnego prawa do obrony przed niekorzystną dla mnie opinia RODK oraz nie pozwolono podważyć prawdziwości i trafności zawartych w niej tez jak tez wniosków końcowych. Według mnie w całym badaniu nie uwzględniono dobra dziecka. Nikt się nie zastanowił, czy wyrwanie go ze środowiska, w którym przebywał stale prawie dwa lata, nie przenicuje całego systemu wartości dziecka, nie zburzy  rozwoju emocjonalnego i nie będzie w konsekwencji miało na Kamila złych następstw. Sad wyznaczył termin publikacji wyroku na dzień 31 stycznia 2003 roku. Wyrok, jakim nas obdarowała sędzina Urszula Ogiegło nie był zaskoczeniem. Sąd oddalił mój wniosek o przyznanie sprawowania władzy rodzicielskiej nad Kamilem przeze mnie,  a z urzędu ograniczył władzę rodzicielską byłej żonie, nakładając dozór kuratora, który ma na celu kontrolować jej sposób sprawowania opieki nad dzieckiem. W uzasadnieniu sędzina nie dopatrzyła się żadnych uchybień w moim postępowaniu, stwierdziła, że nie jeden ojciec w takiej sytuacji nie poradziłby sobie tak dobrze, ale zgodnie z opinią RODK! dobro dziecka wymaga, aby matce powierzyć wykonywanie władzy rodzicielskiej. Lepsza widać matka, co do której Sąd ma zastrzeżenia i nakłada jej kuratora, niż ojciec, któremu nie można nic zarzucić poza tym, że jest kochającym własne dziecko ojcem. Żeby chociaż Kamil chciał zamieszkać z mamą, ale on nawet za nią nie tęskni...Nie godząc się z takim werdyktem, postanowiliśmy zaskarżyć przez apelację do Sądu Okręgowego wyrok Sądu w Jastrzębiu Zdroju. Rozprawa apelacyjna odbyła się dnia 25 kwietnia 2003 roku o godzinie 11:00. Na rozpatrzenie mojego wniosku Wysoki Sąd Okręgowy w Gliwicach Ośrodek Zamiejscowy w Rybniku zarezerwował sobie 30 minut. Do sali weszliśmy o godzinie 11:07, wyszliśmy na przerwę na naradę składu sędziowskiego o 11:18, narada trwała do godziny 11:35. Werdykt: oddalono moja apelację, uzasadniając dokładnie tymi samymi argumentami, jakimi uzasadnił Sad Rejonowy(...)Około południa otrzymałem telefon od dyrektorki przedszkola, do którego Kamil uczęszczał do grupy 6-latków(zerówki), że właśnie wyszli od niej kurator, moja była żona i dwóch pracowników straży miejskiej wraz z Kamilem(żona złożyła w Sądzie wniosek o wydanie dziecka -przyp. autora). Została zobowiązana do wydania dziecka kuratorowi na podstawie postanowienia wydanego 10 października, w którym sąd zlecił kuratorowi zawodowemu Sądu Rejonowego (nie podane którego)przymusowe odebranie małoletniego od każdej osoby, u której ten by się znajdował. W wymienionym postanowieniu nie było jednak określone, komu kurator ma małoletniego wydać. Dodam tylko, że zabroniono dyrektor przedszkola informować mnie w czasie  wykonywania czynności o tym fakcie. W ten sposób Sąd zlecił porwanie małoletniego., gdyż nie miał nawet możliwości pożegnać się z nami, zabrać ukochanych zabawek czy swojego żółwia. Widać, nie podając komu dziecko przekazać, Sąd nie miał w tej materii pewności i wydał postanowienie, które mógł zrealizować każdy. Po burzliwych konsultacjach z wieloma prawnikami, doszedłem do wniosku, ze takie postępowanie Sądu jest niedopuszczalne, gdyż przymusowe odebranie dziecka może mieć miejsce tylko w przypadkach takich jak: zagrożenie dobra dziecka lub niezastosowanie się do postanowienia o wydaniu dziecka, w którym powinien być zakreślony sposób i termin przekazania dziecka oraz osoba uprawniona do jego odbioru. Sad samowolnie zmienił roszczenie wnioskodawczyni z wydania na przymusowe odebranie.(...). Domyślam się, że  sędzia Urszula Ogiegło wydając to postanowienie prawdopodobnie liczyła się z konsekwencjami, jakie ono pociągnie za sobą, lecz odniosła korzyść poprzez usunięcie ze swojego terenu niewygodnej i być może męczącej jej sprawy. Teraz z czystym sumieniem oddali resztę moich wniosków , uznając się za Sąd niewłaściwy do ich rozpoznania.. Nawet jeśli uda mi się doprowadzić do unieważnienia postanowienia(za dużo uchybień w postępowaniu, aby to się nie udało)to i tak nic mi nie zwróci Kamila, a jego matka już zapowiedziała, że nie pozwoli nam na jakiekolwiek kontakty, nie chciała go nawet poprosić do telefonu. Na pytanie, czy możemy przyjechać do Kamila, odpowiedziała, że nie mamy po co, bo jego i tak nie zobaczymy” (źródło: Serwis ColdMan-a-Uprowadzenie na życzenie sędzi-historia walki o Kamila)

 Opieka naprzemienna

            Rozwiązaniem problemu wydaje się być model opieki naprzemiennej, który w swoim kraju wprowadziła Dania, Szwecja oraz Stany Zjednoczone. Rodzice są zobowiązani do współpracy na rzecz rzeczywistego dobra dziecka i tworzą tzw. rodzicielski plan wychowawczy, który respektuje sędzia, wybierając ostatecznie formę opieki, począwszy od spędzania przez dziecko przerw w nauce u ojca, a okresów szkolnych u matki, a skończywszy na spędzaniu na przemian jednego dnia u każdego z rodziców. Sąd ustala dwa równoprawne miejsca zamieszkania dziecka, bez względu na proporcje czasu, w jakich dziecko zamieszkuje u obydwu rodziców. Rodzice mają równe prawa do podejmowania najważniejszych decyzji dotyczących edukacji dziecka, zdrowia i wyznania dziecka.. Opieka naprzemienna pozbawia rodziców walki, zemsty i manipulacji dzieckiem, a więc bardzo przykrych skutków związanych z rozwodem, w której tak naprawdę nie ma wygranych. Opieka ta wymaga zawarcia kontraktu między rodzicami z jasnymi zasadami, prawa odwołania się do „trzeciej strony” np. Komitetu Obrony Praw Dziecka, gdy jedna ze stron narusza jakiś element umowy(utrudnia przejęcie dziecka, nastawia dziecko negatywnie), nie może zaburzać funkcjonowania dziecka w innych środowiskach(gdy rodzic mieszka daleko od przedszkola lub szkoły), bierze pod uwagę wiek dziecka(im młodsze dziecko, tym bardziej potrzebuje stabilności otoczenia).Badania amerykańskich psychologów wskazują, że dzieci spędzające po rozwodzie porównywalną ilość czasu z obojgiem rodziców są lepiej przystosowane społecznie, wykazują mniej problemów emocjonalnych, mają wyższe poczucie wartości, tworzą lepsze relacje w rodzinie i grupie rówieśniczej, zaś rozwiedzione pary sygnalizują rzadkie konflikty między sobą. Wspólna opieka rodzicielska nie jest jednak dobrym rozwiązaniem, kiedy jedno z rodziców wykazuje zachowania agresywne, niedbałość oraz wyraźne objawy choroby fizycznej czy psychicznej. Preferowanie opieki naprzemiennej bierze się wiec z przeświadczenia, że nie płeć rodzica, ale dobro dziecka rozumiane jako prawo do nieskrępowanego kontaktu z obojgiem rodziców powinno determinować formę opieki rodzicielskiej po rozwodzie. Tymczasem w Polsce w 97 przypadkach na 100 sąd ustala miejsce zamieszkania dzieci przy matce, co jest wynikiem utrwalonego w świadomości społecznej stereotypu, identyfikującego dobro dziecka z interesem matki.  Podjęte zaś w Polsce legislacyjne próby zmiany tego stanu rzeczy poprzez projekt ustawy obywatelskiej p.t: „Naprzemienna Opieka Rodzicielska”, nie spotkały się jak dotąd z należytym sejmowym zainteresowaniem. Miejmy nadzieję, że kiedyś się to zmieni, gdyż zbyt wiele łez i krzywdy spotkało nasze dzieci.

 

 

 

Hanna Łyszkiewicz
 
« poprzedni artykuł

komentarze

Jeszcze nie ma komentarzy - dodaj swój używając poniższego formularza...


Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:


22.11.2017.