W Stronę Ojca i no co ty Tato

Polecamy

Zamów nasz biuletyn




Abortowane ojcostwo cz.1
01.08.2007.
ImageJacek, 28 lat, absolwent UW i doradca inwestycyjny. Wojtek, 35 lat, radca prawny z własną kancelarią. Leszek, 40-letni nauczyciel historii.
Trzech różnych mężczyzn, trzy różne życiorysy. Łaczy ich jedno - wszyscy trzej cierpią po stracie dziecka. Dziecka abortowanego. Jacek, Wojtek i Leszek są ofiarami syndromu postaborcyjnego.

{mos_sb_discuss:14}


JACEK
 - Ona teraz pewnie o tym nawet nie wie, ale jak tam siedziała, w tym gabinecie, to ja jeździłem jak głupi dookoła tego budynku. Bałem się. Chciałem być przy niej, ale jakoś tak...nie mogłem. Widziatem ją  potem, jak wychodziła, bo to w sumie trwało  krótko.
-Rozmawiateś z nią ?
-Tak, ale nie od razu, bo chciałem dać jej, nie wiem, nam chyba chciałem dać trochę  czasu. Dzwoniłem, ale nie odbierała. Zresztą ...Chyba nawet nie wiedziałbym, co jej powiedzieć. Przepraszam?
-Chciałes tego dziecka?
Jacek patrzy przed siebie niewidzącym wzrokiem. Daję mu chwilę czasu, po czym
pytam ponownie:
-Chciałeś, żeby je urodziła ..?
 - Sam nie wiem , jakaś część mnie chciała, a inna nie. To trudne. Nie chciałem na  nią, naciskać, nie po tym, co przeszła.
-Po pierwszym zabiegu?
 -.... Myślałem, że za drugim razem dam jej prawo wyboru, że to powinna być jej  decyzja.
-Winisz ja.?
 -To nie jest tak....Może trochę ją, a trochę siebie. To byłą kobieta, którą  kochałem, a  później....
Jacek zaciąga się papierosem. Kolejnym. Pali jednego za drugim. Po chwili podejmuje wątek:
-Nie wiem, zmieniło się między nami. Ja wiedziałem, że jej było ciężko, i że miała żal do mnie...Ale nie potrafiłem jej pomóc. Wszystko się zmieniło.
-Rozstaliście się?
-Tak, i to było szybko po tamtym, nie układało się nam. Na koniec Jacek mówi jeszcze:
-Głupio mi, naprawdę. Cały czas zastanawiam się, co by było, gdybyśmy podjęli inną, decyzję. Może wszystko by się jakoś ułożyło...?
 -Chciałbyś kiedyś mieć dzieci?  Zamyśla się.
-Może...nie wiem. Na razie nie mogę patrzeć na małe dzieci.
-Boli?
-Jak cholera.

Agata i Jacek byli ze sobą dwa lata. Dwa lata udanego związku i wspólnych planów na przyszłość, dopóki nie zdarzyto się "to". Nieplanowana ciąża. Wpadka. Przyszłość, która zaczęła się o wiele wcześniej, niż miała się zacząć. Panika, strach, wahanie: -Chcemy tego dziecka czy nie? Ona kończyła trzeci, wyjatkowo ciężki rok studiów na SGH. Prymuska. On dwa lata wcześniej skończył studia. Jeden z tych, których określa się mianem japiszonów - pierwsze duże pieniądze zaczął zarabiać już na studiach, własne mieszkanie, wakacje w egzotycznych krajach i modne zainteresowania. Zanim Agata zrobiła test ciążowy, na ktorym ukazała się cienka, niebieska linia, planowali wakacje. W Tajlandii. W końcu pojechali, tyle tylko, że nie tam gdzie planowali i bez tego dziecka, którego się spodziewali - a może raczej, którego się NIE spodziewali. Zabieg trwat krótko, ciaża była na tyle mało zaawansowana, że moża było zastosować metodę hormonalną. Zastrzyki. Cztery dni złego samopoczucia, bóle, wymioty, obfite krwawienia - i po wszystkim. Decyzję właściwie podjął Jacek, przekonał Agatę, żeby usunęła ciążę. Był absolutnie pewny i zdecydowany. "Teraz to bez sensu - mówił. Będziemy mieli dzieci, ale później. Za kilka lat, jak skończysz studia". Agata uległa, przecież go kochała. Chciał dla niej dobrze, dbał o nią.
W drugą ciążę zaszłą trzy miesiące później. Nie mogła w to uwierzyc, przecież lekarz zapewniał, że po tej dawce hormonów , którą przyjeła poprzednim razem, szanse zajścia w ciążę są równe zeru. Tym razem powiedziała Jackowi tylko po to, żeby dał jej pieniadze, bo decyzję podjęła wcześniej sama.

Symptomy: niechęć do byłej partnerki, agresja, poczucie opuszczenia i żal do samego siebie, złość. Gwałtowna reakcja na obecność małych dzieci w pobliżu. Diagnoza: syndrom postaborcyjny.

WOJTEK
 -Moja była żona też jest prawnikiem. Bardzo dobrym, ma własną, kancelarię, kiedyś zresztą prowadziliśmy ją razem. Specjalistka od prawa podatkowego. Pracowała od rana do wieczora, często także w weekendy. Zresztą ta jej ambicja bardzo mi się w niej podobała, w naszym zawodzie trzeba być tak nastawionym, jeśli chce się odnieść sukces. A Renata chciała. Cały czas musiała wszystkim udowadniać, że  jest najlepsza. Rozwiedli się trzy lata temu.
-Dlaczego się rozwiedliście?
 -Fachowo nazywa się to różnica, charakterów, tak zostato to wpisane w aktach. I coś w tym chyba jest. Różnica zdań, ja chciałem mieć dzieci, a Renata nie, rozmawialiśmy o tym setki razy. Chciała, ale "później", za trzy, cztery lata. Chciała  najpierw zapracować na swoje nazwisko, zdobyć renomę.
-A ty nie chciateś czekać?
-Czekalem, i pewnie dalej bym czekał, tylko że Renata zdecydowała za nas oboje. Nie powiedziate mi o ciąży. Dowiedziałem się o tym, że miałem zostać ojcem, dopiero pół roku później.
-Pół roku później...?
-Po zabiegu.
Milczenie.
-Myslisz, że gdyby ci powiedziała o ciąży, dalej bylibyście małżeństwem?
-Nie wiem... Chyba najbardziej zabolało mnie to, że sama podjęła decyzję, a ja nie mogłem nic zrobić, nawet zaprotestować. To bylo gorsze niż zdrada. Zdradę chyba byłbym w stanie wybaczyć, a to....
-Nie próbowałes jej zrozumieć?
Wojtek splata dłonie, tak że stykaja. się tylko czubkami palców.
-Probowałem, naprawdę. Tylko, że ona nie starała się zrozumieć mnie. Ani naszego dziecka. A ja nie mogłem nic zrobić.
-Czujesz się winny?
-W pewnym sensie tak, bo gdybym wiedział. Przecież ludzie żyją z dziećmi, są nianie, przedszkola... A ona to wszystko przekresliła. Sama.
-Próbowaliście ratować ten związek? Przetrwać to razem?
-Tak, ale to nie miato sensu. Nie po czymś takim. Straciłem do niej zaufanie. Zresztą Renata się zmieniła, dlatego w ogóle powiedziała mi o zabiegu. Było jej ciężko. Zaczęła mieć koszmary, mówiła, że śni się jej płacz dziecka.....To wszystko było jak koszmar. Przestaliśmy się rozumieć.
-A gdyby ci jednak nie powiedziała. Dalej bylibyście małżeństwem?
-Pewnie tak. Chociaż nigdy nie wie się na pewno.

Symptomy: niechęć do byłej żony, poczucie straty. Wojtek chce mieć dzieci, ale boisię znowu zaufać kobiecie, mimo że bardzo chciałby kiedyś zostać ojcem. Myśli, że to on jakoś zawiódł.

Diagnoza: syndrom poaborcyjny.
Wojtkowi pomaga się z tym uporać terapeuta. Zgodził się na rozmowę ze mną, bo wie, że takich mężczyzn jak on są tysiace. Wie o tym, bo sam zna kilkunastu z grup wsparcia i forów internetowych. Uważa, że trzeba zacząć o tym mówić. O tym, że aborcja i jej konsekwencje to także sprawa partnerów kobiet, które się na nią  decydują.

ciąg dalszy w piątek
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

Jeszcze nie ma komentarzy - dodaj swój używając poniższego formularza...


Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Czy potrzebna jest partia mężczyzn?
 
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:

Odwiedza nas 2 gości
17.11.2017.