W Stronę Ojca i no co ty Tato

Polecamy

Nowoczesne kuchnie na wymiar Wrocław odmienią oblicze Twojego mieszkania.

Pomóż potrzebującym wpłacając na konto organizacji 1 procent podatku dochodowego.

Rozmowa z Robertem Kucharskim
26.05.2007.
Kucharski: - Refleksję nad zagadnieniem praw rodzicielskich przenieśliśmy w stronę równoupra- wnienia. To był punkt zwrotny. Zmieniliśmy sposób podejścia i argumentacji. W ten sposób nie można nas dłużej ignorować.
Mężczyźni upominają się o swoje prawa nie jako pokrzywdzone przez sąd jednostki, ale jako wyraźnie dyskryminowana grupa społeczna. Właściwie prawa można by w ogóle nie zmieniać, to co trzeba zmienić przede wszystkim, to sposób myślenia. A stereotyp dotyczący ról w rodzinie jest niezwykle silny. Matka jest ważniejszym rodzicem, a ojciec rodzicem drugiej kategorii

Małgorzata Borowska: - Założył Pan i prowadzi serwis internetowy "W stronę ojca", co jest jego tematem?


Robert Kucharski: - Serwis powstał w 2000 roku dzięki pomocy Fundacji im. Stefana Batorego. Od początku stawiał sobie kilka celów. Przede wszystkim zmianę funkcjonującego w społeczeństwie stereotypu, że ojciec jest gorszym rodzicem. Jego funkcjonowanie ma konkretne przełożenie na procent uzyskiwania przez ojców bezpośredniej pieczy nad dzieckiem w związku małżeńskim czy konkubinacie. Obecnie prawo opieki nad dzieckiem po ustaniu związku dostaje około trzech procent ojców. Najczęściej są to przypadki, kiedy matka nie chce lub nie może sprawować opieki, kiedy jest niewydolna wychowawczo. To był dla mnie bolesny fakt, jako mężczyzny i jako doradcy, kiedy pracowałem w Biurze Porad Obywatelskich. Wielu mężczyzn przychodziło po pomoc lub poradę w sprawie tego typu. Postanowiłem zaoferować im pomoc prawną - jest jej poświęcony jeden z segmentów serwisu internetowego "W stronę ojca". Są tam wzory pozwów, wniosków dotyczących tego, jak ubiegać się o opiekę nad dzieckiem. Przez pierwsze trzy lata funkcjonowania serwisu porad udzielali także dyżurujący prawnicy. Współpracował z nami również terapeuta, Leszek Trzaska. Serwis zapewniał zatem kompleksową pomoc - prawną i terapeutyczną. Gdy mężczyzna traci kontakt z dzieckiem potrzebuje pomocy, choć męską strategią jest się do tego nie przyznawać, tak jak nie należy przyznawać się do słabości. To jednak utrudnia konkretne działania na rzecz uzyskania opieki nad dzieckiem. Z tego względu pomoc terapeutyczna została przez nas uznana za konieczną.
Popularność serwisu przerosła moje oczekiwania. Notujemy około 700 wejść dziennie. Najbardziej popularne jest forum dyskusyjne - jeśli ktoś chce się dowiedzieć, jak realnie wygląda w Polsce równouprawnienie w zakresie opieki nad dzieckiem, to powinien na nie wejść i poczytać.

- Mamy w Polsce dobre prawo czy tylko jego praktyka kuleje?

- Prawo nie jest najgorsze. Choć w porównaniu do Danii, Wielkiej. Brytanii, czy USA, gdzie w prawodawstwie silnie zaznaczone są preferencje dla orzekania naprzemiennej opieki nad dzieckiem po ustaniu związku jego rodziców, ciągle jeszcze jesteśmy "w lesie".

- Kodeks rodzinny i opiekuńczy nie jest dyskryminacyjny?

- Właściwie prawa można by w ogóle nie zmieniać, to co trzeba zmienić przede wszystkim, to sposób myślenia. Problem braku realnego równouprawnienia w Polsce i na świecie, nie wynika ze złego prawa, tylko utartych schematów myślenia o mężczyznach i kobietach. Świat się zmienił, zmieniły się role mężczyzny i kobiety. A stereotyp dotyczący ról w rodzinie jest niezwykle silny. Matka jest ważniejszym rodzicem, a ojciec rodzicem drugiej kategorii. To przekonanie jest zakorzenione w linii orzeczniczej polskich sądów, zresztą ukształtowanej jeszcze w latach pięćdziesiątych i utrwalonej przez orzeczenia Sądu Najwyższego z tamtego okresu. Czyli ogólnie rzecz biorąc sądy działają zgodnie z peerelowskimi standardami. To jest sytuacja śmieszna i smutna równocześnie.

- A to, że wydziały rodzinne w sądach są sfeminizowane ma znaczenie?

- Uważam, że nie. Na wszystkich oddziałuje stereotyp, który przyjął w sądownictwie formę linii orzeczniczej. Po rozpadzie związku niemal automatycznie ustala się miejsce pobytu dziecka w każdorazowym miejscu zamieszkania matki.

- A czy są prawnicy, osoby publiczne domagające się zmiany linii orzeczniczej, które by się na ten temat wypowiadały?

- W środowisku sądowniczym jest to ciągle tabu. Nawet Rzecznik Praw Dziecka, od którego domagaliśmy się, żeby podjął inicjatywę o charakterze generalnym w zakresie ochrony prawa dziecka do kontaktu z ojcem (bo przecież dziecko ma prawo do kontaktu z oboma rodzicami), zignorował tą inicjatywę. Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Rzecznik Praw Obywatelskich podejmują pojedyncze interwencje i monitorowały kilka spektakularnych procesów, np. o odebranie ojcu prawa opieki nad dzieckiem przez babcię. To przyniosło bardzo pozytywny rezultat. Rzecznik Praw Dziecka jednak ciągle umywa ręce o tego problemu.
Po to, by ci mężczyźni nie byli sami ze swoim bólem, powstał serwis internetowy. W momencie, kiedy stał się popularny, powołano Stowarzyszenie Na Rzecz Równouprawnienia i Poszanowania Prawa. Przenieśliśmy punkt refleksji nad tym zagadnieniem w stronę równouprawnienia. To był punkt zwrotny. Zmieniliśmy sposób podejścia i argumentacji. Było to o tyle owocne, że w ten sposób nie można nas dłużej ignorować. Mężczyźni upominają się o swoje prawa nie jako pokrzywdzone przez sąd, jednostki, ale jako wyraźnie dyskryminowana grupa społeczna. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że w sądzie mężczyzna nie ma takich samych szans, jak matka na pełny kontakt z dzieckiem.

- Co jest potrzebne do zmiany? Kto musiałby się do niej przyczynić?

- Mentalność w Polsce zmienia się bardzo powoli. Również inne dyskryminowane grupy społeczne, które próbują wprowadzić zmiany zdają sobie sprawę, że zmiana mentalności wymaga przynajmniej jednego pokolenia. Próbują wymusić takie regulacje prawne, które przyspieszyłyby ten proces. Według mnie tego typu działania, na przykład mniejszości seksualnych, są w wielu punktach kontrowersyjne. Natomiast nie uważam za kontrowersyjne wyrównanie praw mężczyzn i kobiet do opieki nad dziećmi. Dlatego liczę na wniesienie przez grupę posłów lub inicjatywę społeczną projektu ustawy, który doprowadziłby do rzeczywistego równouprawnienia. Projekty wnoszone do tej pory skupiały się na wyrównaniu szans kobiet na rynku pracy czy osiąganiu kariery politycznej. Naszemu stowarzyszeniu udało się zaproponować zmianę w projekcie ostatnim, senackim projekcie ustawy o równym statusie kobiet i mężczyzn - artykuł dotyczący zakazu dyskryminacji ze względu na płeć podczas przyznawania opieki nad dzieckiem. Uważam to za nasz sukces. Natomiast punkt ciężkości całego projekt ustawy opierał się na feministycznych pretensjach, nie można więc było liczyć na sukces.

- A co byłoby potrzebne do zachowania takiej równowagi?

- Na pewno uczciwa debata społeczna, żeby równo zważyć pozycję kobiet i mężczyzn we współczesnym świecie. Trzeba zadać pytać pytanie, dlaczego projekty równościowe nie przechodzą? Są uznawane po prostu za niesprawiedliwe, bo preferują kobiety w wielu sferach życia społecznego. Trzeba uczciwe podejść do problemu. Jeżeli środowiska feministyczne będą w ten sposób promować swój punkt widzenia na równouprawnienie, to będzie miało ono długą drogę do pokonania. Tymczasem należy uczciwie ocenić pozycję kobiety i mężczyzny w dzisiejszym świecie. Nie można przecież powiedzieć, że mężczyznom jest super.

- Dlaczego?

- Mogę podać kilka przykładów. W zeszłym roku prof. Maria Jarosz prowadziła badania na temat kondycji społecznej Polaków. Jednym z takich czynników, które często bierze się pod uwagę w takich badaniach jest ilość popełnianych samobójstw - w zeszłym roku popełniono ich około 50 tysięcy. To liczba porównywalna z ilością wypadków samochodowych. Ponad 90 procent wśród osób skutecznie popełniających samobójstwa to mężczyźni. Wniosek z tych badań był taki, że mężczyźni w Polsce ponoszą ciężar transformacji społecznej. To oni głównie tracą pracę. Ciągle więcej zarejestrowanych jest bezrobotnych kobiet, ale dzieje się tak dlatego, że cześć kobiet rezygnuje z pracy na rzecz wychowania dzieci. Wciąż mamy do czynienia z takim modelem życia. Tymczasem to więcej mężczyzn traci pracę. Zwiększają się również oczekiwania finansowe ich partnerek. Warren Farrell, amerykański aktywista walczący o prawa mężczyzn w swojej książce "Mit męskiej siły" idzie dużo dalej w obnażaniu słabości współczesnego mężczyzny. Twierdzi, że dawne hasło "Kobieta jest Murzynem", które przyświecało feministkom w walce o prawa kobiet w początkach tego ruchu, dziś jest kompletnie nieadekwatne do sytuacji. Dziś to mężczyzna jest "niewolnikiem", który swoją ciężka pracą wypracowuje emeryturę, z której de facto korzysta jego małżonka, żyjąca przeciętnie o sześć lat do ośmiu dłużej. To mężczyzna ma obowiązek ginąć za swój kraj na wojnach, gdy dla kobiet służba wojskowa jest tylko przywilejem i szansą na karierę w działach administracyjnych armii. Tak, jak niegdyś niewolnikom, dziś można mężczyznom odebrać prawo do opieki nad ich dziećmi. To wreszcie mężczyzna poddany treningowi społecznemu: wstaje z miejsca, gdy kobieta wchodzi do pokoju, zupełnie jak niegdyś niewolnik na widok swego pana.
Zatem współczynnik samobójstw to jeden przykład dlaczego mężczyznom nie jest dobrze. Drugi to fakt, że nie mogą się opiekować swoimi dziećmi. Z reguły przyznaje się im prawo do kontaktu z dzieckiem, są to standardowo dwa weekendy w miesiącu. Jest to jednak w wielu przypadkach postanowienie często nieegzekwowane. Częstą strategią kobiet jest traktowanie kontaktów ojca z dzieckiem jako karty przetargowej, dlatego - co jest potwierdzone statystycznie - utrudniają kontaktowanie się z dzieckiem.

- Czy Pełnomocnik ds. Równego Statusu poświęca kwestii praw ojca wystarczająco wiele uwagi?

- Pozytywnie oceniam pracę Pełnomocnika. Otrzymaliśmy z tego źródła dotację, za którą zostanie wydana druga książka dotycząca problematyki praw ojca - "Tata.pl 2". Będzie ona zawierać wywiady z rodzicami, którzy zostali pozbawieni opieki nad dziećmi. Prawa ojca nie są kojarzone z polityką równouprawnienia, ponieważ samo mężczyźni zbyt rzadko tą kwestie podnoszą. Działa na nich ten sam stereotyp - nie ma o co walczyć, bo ojciec jest gorszym rodzicem. Dlatego też planuję promować aktywne ojcostwo. Zamknąć etap walki przeciwko wszystkiemu i wszystkim i zacząć budować nowy wizerunek serwisu "W stronę ojca". Mamy zamiar działać na rzecz popularyzacji odpowiedzialnych i aktywnych postaw rodzicielskich.

{mos_sb_discuss:14}
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

Jeszcze nie ma komentarzy - dodaj swój używając poniższego formularza...


Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Co zmieniu nowelizacja KRiO?
 
Czy opieka wspólna po rozwodzie to dobre rozwiązanie dla dziecka?
 
Czy znasz nowy kodeks rodzinny?
 
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:


22.11.2017.