W Stronę Ojca i no co ty Tato
Rachunkowość małżeńska
20.12.2008.
 W procesie stosowania prawa przez organy wymiaru sprawiedliwości, a także w wielu sytuacjach w jakich znajdują się zwykli obywatele, dochodzi niejednokrotnie do szeregu wątpliwości co do znaczenia określonego przepisu. Środkiem pozwalającym na ich przezwyciężenie jest wykładnia prawa. Wykładnia, czyli interpretacja prawa to czynności zmierzające do ustalenia treści norm prawnych, zawartych w przepisach. Jednym z rodzajów wykładni jest wykładnia praktyczna, czyli sądowa, którą zajmują się sądy.
Wykładnia sądowa nie ma charakteru obowiązującego z wyjątkiem zasad prawnych uchwalanych przez Sąd Najwyższy. Sądy są związane jedynie wykładnią wyższej instancji w konkretnej sprawie. Niemniej – licząc się z możliwością uchylenia wyroku – stosują się do niej i w innych analogicznych sprawach. Dlatego znaczenie wykładni sądowej jest większe niż to wynika z obowiązujących przepisów.
            Małżonkowie rozstrzygają wspólnie o istotnych sprawach rodziny. W braku porozumienia każdy z nich może zwrócić się o rozstrzygnięcie do sądu. Jeżeli jeden z małżonków odmawia zgody na dokonanie czynności przekraczającej zakres zwykłego zarządu majątkiem wspólnym albo jeżeli porozumienie z nim napotyka trudne do przezwyciężenia przeszkody, drugi małżonek może zwrócić się do sądu o zezwolenie na dokonanie czynności. Sąd udziela zezwolenia, jeżeli dokonania czynności wymaga dobro rodziny.
            Jeżeli miedzy małżonkami nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia, każdy z małżonków może żądać, ażeby sąd rozwiązał małżeństwo przez rozwód. Orzekając rozwód  sąd orzeka także, czy i który z małżonków ponosi winę rozkładu pożycia. Gdy wina jednego z małżonków dotyczy zakresu istotnych spraw rodziny o których małżonkowie zwykle rozstrzygają wspólnie, to wyrok określający winę orzeczony przez Sąd Apelacyjny staje się wykładnią tego w jakich granicach małżonkowie mogą swobodnie rozstrzygać wspólnie o sprawach z zakresu istotnych spraw rodzinnych, a co znajduje się poza tymi granicami, jako działania sankcjonowane przez prawo, czyli naganne i co najmniej niemoralne.
            Sąd Apelacyjny w Gdańsku w swoim wyroku z dnia 18 listopada 2003 r. stwierdził, że prowadzenie rozliczeń finansowych, ewidencjonowanie i analizowanie wydatków oraz źródeł ich pokrycia, pozwala na sformułowanie ogólniejszego wniosku. Otóż, jest to jedną z przyczyn wyraźnie wskazującą na to, że współmałżonek przestał traktować małżeństwo jako związek dwojga ludzi, których łączy uczucie, wzajemny szacunek, potrzeba niesienia wzajemnej pomocy, tolerancja etc. a zaczął je traktować bardziej jak przedsiębiorstwo powołane do osiągania określonych celów finansowych z koniecznością nieustannej kontroli dochodów i wydatków z nastawieniem na akumulację zysku. Każdy z małżonków powinien rozumieć, iż w rodzinie posiadającej dochody na przyzwoitym poziomie i dokonującej tylko obiektywnie racjonalnych wydatków nie ma potrzeby prowadzenia buchalterii w takiej postaci.
            Uznając winę rozkładu pożycia małżeńskiego z wymienionych powodów Sąd Apelacyjny uwzględnił zarówno bezprawność postępowania (sprzeczność z ustawą lub zasadami współżycia społecznego), jak i naruszenie moralności, obejmującej takie normy społeczne, które kwalifikują określone ludzkie zachowanie według kryteriów dobra i zła, słuszności i niesłuszności. Ponieważ jednak nie można doszukać się przepisów prawnych, albo wyraźnych wskazań moralnych regulujących te kwestie, faktycznie samodzielnie uznał, że opisana „buchalteria” jest czynem niemoralnym i nagannym.
            Tradycyjnie moralność jest uznawana za zbiór norm postępowania, charakterystycznych dla ludzkiej wspólnoty, utrwalonych w charakterze i trwałych dyspozycjach człowieka. Zachowania te powinny być właściwe także ze względu na okoliczności.
            Współczesność charakteryzuje się występowaniem wielu sytuacji życiowych, które wcześniej nie miały miejsca. Określenie szczegółowych norm moralnych nastręcza wtedy pewne trudności, tym bardziej, że przestało ono być prostą funkcją, dedukcją uszczegółowienia wcześniejszych zasad postępowania. Zaczyna przypominać układ równań z wieloma niewiadomymi. Tym samym potencjalna ilość rozwiązań może okazać się bardzo duża. Towarzyszy temu konieczność rozpoznania tych nowych sytuacji, sformułowania norm i przekazania ich do powszechnego stosowania.
            Jednocześnie zmienność życia społecznego i gospodarczego jest na tyle intensywna, że adresaci, potencjalni wykonawcy kreowanej etyki, zostają pozostawieni sami sobie. Nie mogą liczyć na wcześniejsze podanie im zasad gdyż albo ktoś nie zdążył tego zrobić albo nawet nikt nie zdołał sformułować nowych norm. Tak rodzi się luka w której „każde trzy koleżanki przy kawie” lub różnorodne instytucje, w tym np. sądy, mogą względnie swobodnie te normy kształtować i pretendować do roli „wyroczni”. Sąd Apelacyjny w Gdańsku z tej niszy moralnej skorzystał i określił tym samym obowiązujące ramowe zasady rachunkowości małżeńskiej.
            Zapisy w rachunkowości wynikają z potrzeby wspomagania pamięci ludzkiej odpowiednimi notatkami dotyczącymi zjawisk gospodarczych oraz posiadanego majątku. Z przekazów historycznych wiadomo, że ewidencja gospodarcza była prowadzona już w starożytności. W XX wieku obserwuje się dynamiczny rozwój teorii rachunkowości. Jej elementy stosuje się czasami w ewidencji przychodów i wydatków rodzinnych, małżeńskich.
            Obowiązujące zgodnie z tym wyrokiem zasady rachunkowości małżeńskiej z punktu widzenia ekonomicznego są trudne do zaakceptowania. Nie tylko nie pozwalają na racjonalne planowanie wydatków zarówno w długim jak i krótkim okresie, ale również nie dają możliwości śledzenia wydatków bieżących, co ma wpływ na przepływy pieniężne i możliwość zapobiegania fatalnym skutkom braku gotówki. I chociaż rodzina to nie jest firma czy inne przedsięwzięcie i nikt nie spodziewa się aby prowadzona racjonalnie gospodarka w rodzinie była tak rozbudowana, sformalizowana i dokładna jak to ma miejsce w przedsiębiorstwach, to w rodzinie także płacone są podatki, podejmowane decyzje o ubezpieczeniu na życie i dożycie aby wspomóc ewentualne przyszłe świadczenia emerytalne, o zakupie obligacji czy przystąpieniu do funduszy inwestycyjnych. Zaciągnięcie kredytu na nieruchomość, samochód, studia dziecka, itp. są inwestycjami niosącymi wieloletnie konsekwencje. Takie decyzje są najczęściej podejmowane właśnie w rodzinach „posiadających dochody na przyzwoitym poziomie i dokonujących tylko obiektywnie racjonalnych wydatków”. Żadne racjonalne postanowienia w tej materii nie powinny zostać podjęte bez zrozumienia ich konsekwencji, a te będą tym lepiej rozpoznane im sprawniejszą metodę ewidencji i analizy się stworzy. Dyskredytowanie tych metod w polskim prawie rodzinnym jest stratą i zachętą aby ludzie myślący racjonalnie i niezależnie (od sądu) nie łączyli się w ramach formalnych związków ale korzystali ze zwykłego spisu inwentarza swoich odrębnych majątków, jak to się już dzieje w niektórych krajach na Świecie. Łączenie sposobu liczenia pieniędzy z oceną sądu co do znalezienia strony winnej rozkładu pożycia małżeńskiego, pomijając słuszność wyroku w tej konkretnej sprawie, jest niewybaczalnym błędem, koliduje z poczuciem zdrowego rozsądku i podważa wysiłki tych wszystkich, którzy te racjonalne zasady starają się zaszczepić.
            Wyrok opiera się na założeniu, że wzajemne obowiązki małżonków są w tym przypadku ściśle określone, a sposób ich wykonywania jest nie tylko powszechnie przyjęty ale i obowiązujący. Według tego wyobrażenia zarówno mężczyzna jak i kobieta powinni względem siebie zachowywać się w określony z góry sposób, a forma wyrażania uczuć jest przez te zachowania zdeterminowana, podobnie jak zachowania instynktowne u zwierząt. Kobieta więc powinna oczekiwać, dla przykładu, kwiatów, adorowania i spełnienia wszelkich życzeń. Inne zachowania, szczególnie pełne napięcia lub sprawiające przykrość, świadczą o braku uczuć miłości lub przyjaźni, a tym samym są podstawą do zerwania związku. Pogląd taki jest równie nieuzasadniony i nie mający potwierdzenia w faktycznych zachowaniach ludzi, jak i nawyk myślowy o kochającej kobiecie jako o dobrej kucharce, sprzątaczce, praczce i fizykoterapeucie w jednej osobie.
            Takie rozumowanie doprowadza w końcu do wniosku, że skoro jeden z małżonków prowadzi buchalterię domową, a nie jest to akceptowane przez drugiego współmałżonka, czyli sprawia mu przykrość, to znaczy, że ten sprawca jest winny rozkładu pożycia małżeńskiego. Gdyby pójść dalej tym tokiem myślenia należałoby obwiniać za rozkład małżeństwa osoby nadmiernie smutne, niezaradne, obrażalskie, sumienne, złośliwe, nudne, dociekliwe, kapryśne, konserwatywne, zdewociałe, itp. Prowadzi nas wprost do stwierdzenia o potencjalnej winie przy rozwodzie większości populacji ludzkiej (łącznie, być może, z sędziami, którzy rozstrzygają o sprawach rozwodowych).
            Na zakończenie, trudno oprzeć się refleksji, że cała ta historia trąci atawizmem kulturowym, tradycyjnie szlachecką niechęcią do kupiectwa, ujemną oceną zawodów związanych z szeroko rozumianym gospodarowaniem. Może potrzebne jest nam wszystkim zdobycie się na pokonanie pewnej niewidzialnej bariery, zarówno w życiu prywatnym jak i poza nim, które pozwoli spojrzeć na sferę rachunkowości małżeńskiej, nie jak na sądowo określony katalog obowiązków, ale raczej jak na konstytucyjne wolności obywatelskie, pozostające w pełni do swobodnego uznania każdego ze współmałżonków.


Andrzej Borkowski





     












 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

Jeszcze nie ma komentarzy - dodaj swój używając poniższego formularza...


Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:

Odwiedza nas 1 gość
17.11.2017.