W Stronę Ojca i no co ty Tato

Polecamy

Zamów nasz biuletyn




O co właściwie chodzi w partnerstwie ... ?
20.12.2008.
To podstawowe pytanie, na które nie ma prostej i jednoznacznej odpowiedzi. Tradycyjnie partnerstwo i małżeństwo służyło celom gospodarczym i macierzyńskim. Dwa podstawowe instynkty życia, przeżyć i wydać potomstwo. Prawie na granicy egzystencji, ludzie od wieków pobierali się i płodzili dzieci gdyż inaczej nie mieli szans na przeżycie. Wyborem była śmierć albo niski status społeczny, np. stare panny, gdyż wdowy były w lepszej sytuacji.
Teraz sytuacja od niedawna się zmieniła ale zwyczaje pozostały. Obecnie zmieniają się te zwyczaje a my żyjemy na granicy dwóch różnych światów, tradycyjnego, z małżeństwami i dziećmi, wspólnym dorobkiem rodziny, oraz światem samodzielnych samotnych matek lub ojców, albo osób bezdzietnych, którzy potrafią bez pomocy innych zapewnić sobie zupełnie przyzwoite życie. Tego nigdy wcześniej w historii ludzkości nie było.
Przede wszystkim każdy z nas odróżnia to co od niego jest zależne, a co nie.  Uczucia, choroby, zachowania innych osób, śmierć, wypadki, itd. od nas nie zależą. Mamy jedynie wpływ na własne zachowanie, wybory, decyzje. Tak więc czy czegoś oczekujesz, np. potrzebujesz miłości lub źle znosisz samotność, czy też nie potrzebujesz, to nie masz wpływu na zachowania innych osób, a one na Twoje zachowanie. Nie możesz też wykrzesać z siebie samej uczucia lub nawet sympatii do kogoś. Jeżeli kogoś nie lubisz to nic na to nie poradzisz. Gorzej, możesz przez jakiś czas kogoś lubić albo kochać, a potem przestaniesz. Tak się dzieje ze wszystkimi, z facetami także. Dalej, Twoje potrzeby czy sympatie nie udzielają się automatycznie nikomu. Na tej zasadzie, Twoja miłość do Twoich dzieci, nie jest miłością nikogo więcej, a jeżeli już to nielicznych. Nikt też nie ma wpływu na te uczucia, więc nie można komuś zarzucać, że np. nie chce kochać lub kogoś lubić. To nie jego wybór, to coś co nie zależy od niego.
Aby zbudować związek trzeba czegoś więcej aniżeli uczucia. Kiedyś to było wspólne gospodarstwo, warsztat, majątek, itd. co było podstawą egzystencji. Kiedyś to były wspólne dzieci, które nie byłyby wstanie przeżyć bez rodziców lub rodziny. Towarzyszyła temu ogromna śmiertelność, np. w XII w. żaden z królów francuskich nie znał swego dziadka gdyż gdy się rodził to dziadek już nie żył. Grupy ludzi się wspierały gdyż nieustannie zagrażała im śmierć, choroby, bieda lub niewola. Teraz tego wszystkiego już nie ma a pytanie po co być razem stało się zupełnie podstawowym. Każdy wymyśla co mu ślina na język przyniesie. Dlatego pseudo psycholodzy wymyślają testy nie warte funta kłaków.
Tymczasem sytuacja jest taka, że obecnie sami możemy tworzyć zasady naszych związków. Zupełnie swobodnie. Niektórzy łączą się z innymi ze względu na wspólny zawód, inni na bliskość zamieszkania, a inni bo się kochają, lubią albo po prostu nie chcą się nudzić. Powody są proste ale związki są słabe i rozpadają się z byle powodu. To cecha naszych czasów.
Faktycznie, jednym z powodów jest bliskość fizyczna i psychiczna. Sukcesem psychologii jest uzmysłowienie nam, że seks jest ściśle związany z całą naszą osobowością. Nie jest tylko jakąś czynnością fizjologiczną, tak jak zrobienie siusiu. Rzutuje na nasze najskrytsze potrzeby, np. gdy jest udany, dowartościowuje i uspokaja. Nie można jednak psychologii ani seksu utożsamiać z mądrością życiową ani szczęściem. Jesteśmy bardziej skomplikowani i uwikłani w różne zależności społeczne, rodzinne, zawodowe, itd. Każdy z nas musi mieć dużą swobodę wyboru i zachowania własnej prywatności. Dopiero gdy oboje partnerzy tego pragną mogą powstać wzajemne, dobrowolne zobowiązania, od których można odstąpić tylko na określonych zasadach. Czymś takim jest np. małżeństwo.
Najbardziej depresyjnym przeżyciem dobrowolnie zobowiązanego związku jest śmierć lub rozwód z partnerem. Nie tylko zostają zerwane wszelkie zobowiązania to dochodzi do nieuczciwości. Najczęściej powstają wzajemne zarzuty o winę. Tymczasem często nie istnieje żadna wina. Po prostu coś się skończyło, wypaliło, umarło jakieś uczucie lub zmieniła się sytuacja. Jednak wzajemna agresja pcha jedną lub obie strony ku fałszywym zeznaniem, nieprawdziwym zarzutom lub wyolbrzymianiu wad drugiej strony. Czymś takim wydaje mi się np. wmawianie, że oglądanie określonych programów TV to jakaś trauma, albo, że określone ukierunkowanie wydatków pieniężnych było skąpstwem, czy też zarzuty o fizjologiczne czy seksualne zachowania, często wcześniej akceptowane.  Dochodzi do wzajemnych oskarżeń, często pod wpływem porady adwokata, który działa na podstawie prawa. Tymczasem Temida jest ślepa i taką pozostanie. Cierpią najczęściej niewinne dzieci lub inni bliscy. Szukamy normalności ale jej nie znajdujemy, prawie każdy w końcu zostaje zraniony i jest jak inwalida, niezdolny do czegoś zupełnie czystego. Podtrzymujemy się jakimiś protezami, zastępujemy coś naturalnego czymś co jest nam w danej chwili dostępne. I tak żyjemy, czasami zupełnie nieźle.

Andrzej Borkowski
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

Jeszcze nie ma komentarzy - dodaj swój używając poniższego formularza...


Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Czy potrzebna jest partia mężczyzn?
 
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:


24.11.2017.