W Stronę Ojca i no co ty Tato
Analiza problemów rodzinnych mężczyzn
30.11.2008.
W ramach realizacji projektu Projektu: Rozwój ogólnopolskiego poradnictwa prawnego dla mężczyzn przeżywających konflikt rodzinny na terenie Poznania, większość zgłaszanych przez mężczyzn problemów dotyczyła kwestii rozwodowych lub regulacji kontaktów z dziećmi, w trakcie procesu rozwodowego lub po jego zakończeniu.
Wielu ojców zgłaszało chęć przejęcia opieki nad dziećmi po rozwiązaniu małżeństwa przez sąd, obawiając się jednocześnie, iż nie mają szans na uzyskanie wyroku sądu,
który powierzy wykonywanie władzy rodzicielskiej ojcu, wbrew stanowisku matki,
również dążącej do przejęcia opieki nad dzieckiem. Ojcowie skarżyli się wielokrotnie
na roszczeniowe i egoistyczne postawy matek nie uznających ich za równoprawnych partnerów w wychowaniu dzieci i dążących do wyeliminowania ojca z życia dziecka
lub też ograniczenia jego roli do pozycji osoby płacącej alimenty.

Ojcowie podnosili często kwestie nastawienia biegłych psychologów sporządzających opinie na zlecenie sądów, którzy nie uznają prawa ojca do sprawowania bieżącej opieki nad dzieckiem i traktują sprawowanie tej opieki przez matkę jako rozwiązanie oczywiste
i naturalne. Przejawia się to już chociażby w sposobie zadawania pytań, gdy matka wypytywana jest o warunki mieszkaniowe, przedszkole czy szkołę w pobliżu, zapewnienie dzieciom opieki w godzinach swej pracy itp., a ojciec jedynie o to, ile zarabia, czy jest perfekcyjnym ojcem i w jaki sposób chciałby uregulować kontakty z dziećmi. Taki sposób zadawania pierwszych pytań przez biegłego, którego sąd w tezie dowodowej pyta, któremu z rodziców należałoby powierzyć wykonywanie władzy rodzicielskiej,
a więc w sytuacji, gdy oboje rodzice pretendują do przejęcia opieki nad dzieckiem,
w sposób jednoznaczny sugeruje wnioski opinii, pomimo iż badanie mające doprowadzić do tych wniosków nawet się nie rozpoczęło. Słysząc takie przykłady trudno dziwić się mężczyznom zastanawiającym się, czy w ogóle warto rozpoczynać starania
o powierzenie im opieki nad dzieckiem. Nasuwa się jedynie pytanie, jakie cechy dyskwalifikujące jako rodzica musi posiadać matka, aby zapadła decyzja o powierzeniu wykonywania władzy rodzicielskiej ojcu.

Część mężczyzn zasięgających porad korzystało już w toczących się procesach
z pomocy profesjonalnych pełnomocników, szukając w Fundacji potwierdzenia słuszności działań swych pełnomocników lub wręcz odwrotnie - argumentów
do przekonania pełnomocnika do silniejszego wsparcia swych dążeń do odgrywania większej roli w życiu dziecka. Szczególnie zaskakująca wydała mi się w tym kontekście relacja jednego z mężczyzn, który w sprawie rozwodowej chciał doprowadzić
do znacznego poszerzenia zakresu kontaktów z dziećmi (żona zgadzała się na widzenia co dwa tygodnie, w miejscu swego zamieszkania), zaś jego pełnomocnik odradzał mu walkę w tym zakresie twierdząc, że zgłaszając dalej idące żądania tylko zdenerwuje sąd. Trudno walczyć, gdy po drugiej stronie sporu nieoczekiwanie znajdzie się również własny pełnomocnik.

Pozytywnie zaskoczyła mnie u mężczyzn korzystających z pomocy prawnej bardzo duża dojrzałość, świadomość oraz umiejętność oddzielenia emocji wobec partnerki od emocji rodzicielskich. Zdawali sobie sprawę ze swej odpowiedzialności za rozwój dziecka, zapewnienie mu poczucia bezpieczeństwa i akceptacji. Dotyczyło to również mężczyzn bardzo młodych, mających dzieci z dziewczynami, z którymi związek trwał kilka miesięcy i nie dotrwał nawet do chwili narodzin dziecka.

Często doświadczali oni niestety braku zrozumienia dla swej postawy i zainteresowania dzieckiem matek i ich rodziców, którzy sprzeciwiali się kontaktom z dzieckiem,
nie zgadzali na odwiedziny w swoim miejscu zamieszkania, nie chcieli uczestnictwa
w życiu niemowlęcia. Wydaje się, że uzasadnieniem takich postaw było podejście
– skoro nie chcesz się żenić i tworzyć z naszą córką „normalnej rodziny”, to nie ma potrzeby abyś w życiu tego dziecka w ogóle występował. Droga do dziecka prowadzić może, jak widać, również przez ołtarz.

Skrajnym przykładem takiego posesywnego podejścia do dziecka może być postawa matki nie wyrażającej zgody na uznanie dziecka przez ojca przed USC, pomimo iż wie,
że jest on ojcem, co więcej, pomimo iż związek matki z tym mężczyzną trwa, przyjmuje
od niego pieniądze, rzeczy czy jedzenie dla dziecka. Ojcu w takiej sytuacji pozostaje jedynie wystąpienie z pozwem o ustalenie ojcostwa, ze wszystkimi tego konsekwencjami dotyczącymi nazwiska czy władzy rodzicielskiej.

Zdumiewające bywają również relacje dotyczące beztroski matek, lekceważenia
przez nie potrzeb i uczuć dziecka, byleby móc zrealizować osobistą wolę rewanżu emocjonalnego na partnerze. Niestety, pomimo iż w mediach nie brakuje relacji dotyczących wpływu rozstania rodziców na psychikę dziecka, konieczności utrzymania żywego i intensywnego kontaktu z obojgiem rodziców i rozdzielenia problemów partnerów od spraw rodzicielskich, rzeczywistość konfliktów rodzinnych wygląda tak, jakby osoby zaangażowane nigdy nie słyszały o powyższych kwestiach. Króluje zasada: „kto ma dziecko, ten ma władzę”, a jej ukoronowaniem mogą być stwierdzenia:
„na bycie ojcem trzeba sobie zasłużyć”, „jak nie będziesz płacił wyższych alimentów,
to dziecka w ogóle nie zobaczysz”, „dla dziecka będzie lepiej, jeżeli nie będziesz zabierać go do siebie”. Widoczne jest, iż osoby wstępujące w związki, czy to formalne
czy nieformalne, wykazują niedojrzałość emocjonalną, która w chwili rozpadu związku znajduje swoje apogeum, w opisywanych zachowaniach. Ojcowie stają nadto
przed murem fałszywej, źle pojmowanej solidarności kobiecej, gdzie teściowa, dotychczas życzliwa zięciowi i napominająca córkę w czasie trwania małżeństwa, nagle oświadcza, że dziecko (wnuk) mieszka teraz w jej domu i ona nie życzy sobie widywać tam zięcia, albo że nie ma zamiaru mieszać się do konfliktu i nie wpuści zięcia do domu, by spotkał się z dzieckiem.

Sytuacji ojca nie ułatwiają nieprawidłowe postawy dyrektorów i wychowawców szkół czy przedszkoli, odmawiających ojcu prawa odbierania dziecka bez pozwolenia matki, zobaczenia go czy nawet uzyskania informacji o nim, i to w sytuacji gdy nie został pozbawiony władzy rodzicielskiej, nie została ona nawet ograniczona.

Z drugiej strony spotkałam się z dramatycznymi przypadkami skrajnego braku opieki matek - wyprowadzania się przez matkę do nowego partnera czy wyjeżdżania
za granicę i pozostawiania dzieci z dnia na dzień bez jakiegokolwiek wsparcia,
bez wyjaśnień, nawet bez informacji o wyjeździe. W takich sytuacjach trudno odnaleźć się zarówno dzieciom jak i ojcom postawionym przed faktem dokonanym. Nieodpowiedzialność taka doprowadziła w jednym przypadku do próby samobójczej dziecka. Inne przypadki były mniej drastyczne, ale również pokazują, jak dzieci padają ofiarą dążenia przez ich rodziców do samorealizacji za wszelką cenę.

W tym kontekście warto zaznaczyć, iż kwestie alkoholizmu, przemocy czy uzależnienia
od seksu nie są, jak to jest stereotypowo postrzegane, problemami dotyczącymi jedynie mężczyzn. Mężczyźni spotykający się z tego typu patologiami ze strony partnerek zmagają się jednak z niedowierzaniem czy wręcz niechęcią ze strony policji czy innych instytucji, do których zwracają się o pomoc. W konsekwencji wiele krzywd z tym związanych nie jest nigdy ujawnianych, gdyż mężczyźni boją się eskalacji sytuacji. Przecież jeśli kobieta zacznie krzyczeć, czy też w jakikolwiek sposób dozna obrażeń, choćby otarć naskórka, to w przypadku interwencji policji, wyjaśnienia, że wywołała awanturę lub wręcz krzyczy bez powodu, że nie wydarzyło się nic, co mogłoby grozić jej czy dziecku, że sama czyni sobie krzywdę, spotykają się jedynie z pobłażliwym uśmieszkiem, a reakcją jest założenie niebieskiej karty i potępienie sąsiadów, którzy nie analizując sytuacji uznają mężczyznę za agresora. Rzadko bowiem policjant interweniujący jest zainteresowany dogłębną analizą sytuacji. „Taktyka” ta szczególnie bolesna będzie, gdy zastosować ją np. wobec zawodowego żołnierza czy pracownika ochrony. W tej sytuacji, co wynika z relacji mężczyzn, jedynym sposobem obrony staje się permanentne nagrywanie wszystkich spotkań, rozmów, zmykanie swego pokoju na klucz i włączanie dyktafonu w chwili opuszczania pokoju i wyłączanie go dopiero
po przekręceniu za sobą od wewnątrz klucza w drzwiach pokoju. Tym bardziej, że zdarza się, że po stronie agresywnej kobiety w tego typu sytuacjach stają dzieci lub nowi partnerzy.

Często przewijającym się i palącym problemem sygnalizowanym przez ojców był brak możliwości skutecznego egzekwowania ustalonych przez sąd kontaktów z dziećmi
w przypadku ich utrudniania lub uniemożliwiania przez matki, bowiem środki przewidziane przez polskie prawo okazują się nieskuteczne. Matki wolą być obciążone grzywną niż dopuścić do utrzymywania emocjonalnej więzi ojca z dzieckiem. Porady
w tych sprawach są najtrudniejsze, ponieważ brak jest w zasadzie możliwości zaradzenia takim sytuacjom na drodze prawnej. Pojawiła się jednak także sytuacja odwrotna
– ojciec, któremu sąd przyznał tymczasowo wykonywanie władzy rodzicielskiej
nad małoletnimi dziećmi i który od lat nie dopuszcza do jakichkolwiek kontaktów dzieci
z matką, uznając je za szkodliwe.

Często sytuację dodatkowo utrudniają pełnomocnicy, którzy prowadzą sprawę tak emocjonalnie, tak silnie utożsamiając się ze stroną i przedstawianą przez nią wersją zdarzeń, że nie dopuszczają do jakichkolwiek prób porozumienia, ugody, torpedują wszelkie próby rozmów, negocjacji, uważając proces rozwodowy za grę zerojedynkową
- punkt dla mnie - punkt dla ciebie, ktoś wygrywa ktoś przegrywa, coś za coś, spotkanie za alimenty, widzenia za podział majątku. Ginie w tej grze dziecko, główny jej przegrany, bo bez względu na to, kto zdobędzie kolejny punkt, to ono poniesie w największym stopniu konsekwencje tego konfliktu.

W tym kontekście na uwagę zasługuje kolejna charakterystyczna kwestia - dzieci prowadzane są do psychologów, na najróżniejsze terapie, z powodu trudności
czy upośledzenia takich czy innych umiejętności, podczas gdy rodzice dają dziecku odczuć, że się nienawidzą lub wręcz otwarcie mówią przy nim o tym. I tak dziecko chodzi na terapię, cierpi z powodu zachowania rodziców, którzy jednak nie widzą żadnego powodu, żeby podjąć pracę nad sobą, nad własnym postrzeganiem byłego partnera. Nie jestem oczywiście specjalistą w tym zakresie, ale w mojej ocenie niejednokrotnie terapia rodziców w kierunku prawidłowych postaw rodzicielskich i partnerskich, przyniosłaby znacznie większe efekty niż długotrwałe terapie samych dzieci. Przy okazji udzielania porad nasuwała mi się zresztą wielokrotnie refleksja, jak mało czasu poświęca się na doskonalenie własnych postaw rodzicielskich, analizę potrzeb duchowych
i emocjonalnych dzieci, a jak wiele na zapewnienie im coraz lepszych warunków życiowych, atrakcji czy dodatkowych zajęć.

Chciałabym także wspomnieć o przypadkach ojców uchylających się od płacenia alimentów, traktujących je jak swoistą szykanę, pieniądze, które łożą na byłą żonę,
a nie na dziecko, szukających możliwości uniknięcia konieczności płacenia w ogóle
czy maksymalnego obniżenia kwot. Nie ma oczywiście dwóch identycznych sytuacji,
ale zdarzają się ojcowie, którzy potrzeby materialne swoich dzieci postrzegają w sposób drastycznie odbiegający od realiów. Niezależnie od indywidualnych pobudek stojących za pozwami o obniżenie alimentów, uświadomić należy ojcom występującym z takim żądaniem, że do czasu wydania przez sąd odmiennego rozstrzygnięcia, obowiązani są uiszczać alimenty w dotychczasowej wysokości. Niewiedza w tym zakresie może drogo kosztować – wystąpienie przez matkę z wnioskiem egzekucyjnym  spowoduje konieczność poniesienia kosztów komorniczych.

Z przeprowadzonych rozmów wynika potrzeba i głęboki sens istnienia poradnictwa prawnego wyspecjalizowanego w pomocy dla mężczyzn przeżywających kryzysy rodzinne. Współpraca z Fundacją dała mi wiele satysfakcji zarówno zawodowej
jak i na płaszczyźnie czysto ludzkiego niesienia pomocy. Jednocześnie uważam,
iż niezbędne jest prowadzenie poradnictwa we współpracy z poradnią psychologiczną, która specjalizowałaby się w terapii rodzinnej ukierunkowanej na kształtowanie
i wspieranie prawidłowych postaw rodzicielskich, gdyż część zgłaszanych problemów wymaga rozwiązań kompleksowych – pomocy zarówno prawnika jak i psychologa,
a niekiedy i psychiatry.

Małgorzata Wiśniewska - adwokat, doradca prawny w Fundacji Akcja
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

Jeszcze nie ma komentarzy - dodaj swój używając poniższego formularza...


Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:


12.12.2017.