W Stronę Ojca i no co ty Tato
Mężczyźni bez szans w walce o dzieci
11.10.2008.
Dziennik opisuje tragedię ojca, który ma kontakt ze swoją córeczką 24 godziny w roku. Życie Jacka Stawińskiego ma tylko jeden cel: dotrwać do tej soboty. Raz na dwa tygodnie, jedna godzina, ani minuty dłużej. "Edytka jest dla mnie wszystkim, od dawna nie wolno mi z nią pójść nawet na spacer" - opowiada. Odpala papierosa za papierosem. Ma 30 lat, jest informatykiem, pracuje w dużej firmie. Małżeństwa już nie próbuje ratować - jego walka polega tylko na jednym: zobaczyć roczną córeczkę - czytamy w DZIENNIKU.
Stawiński jest jednym z dwóch tysięcy ojców, którzy co roku przychodzą po pomoc do rzecznika praw dziecka. Instytucja zajmuje się nie tylko bitymi dziećmi, ale broni ich fundamentalnego prawa: by nie rozdzielano ich od ojców.

Historia Jacka jest banalna. Ożenił się z Barbarą cztery lata temu, Edytka urodziła się trzy lata później. Matka Barbary nigdy go nie polubiła, nawet wtedy, gdy był już ojcem "jej wnusi". "Mówiła mojej żonie, że jestem życiową niedojdą, że nie można na mnie liczyć" - opowiada.

Wybuchnął nagle, wyjechał do rodziców. Mieli dać sobie z Barbarą czas na ochłonięcie i rozmowę. Gdy po dwóch dniach wrócił do domu, żony już nie było. Dziecka też nie. Ochłonął, odnalazł obie w domu teściów. "Z początku chciałem jakoś się dogadać i poprzepraszać. Nic z tego nie wyszło, od tej pory chodzi mi już tylko o kontakty z małą" - mówi Stawiński.

W biurze rzecznika jest tylko jedną ze spraw. "Ojcowie po trudnych rozwodach doskonale znają ten temat: najpierw jest poczucie siły" - przecież prawo jest po mojej stronie, nadzieje, że matce też zależy, by dziecko widywało się z ojcem. Potem następuje nagłe twarde zderzenie z rzeczywistością, w której to matka dyktuje warunki. Na końcu zwątpienie - mówi Robert Kucharski z Fundacji Akcja, który najczęściej kontaktuje walczących ojców z rzecznikiem.

Jacek miał poczucie siły. Barbara nie chciała, by przychodził do córki, więc za radą kolegi spróbował "na partyzanta". Stanął w progu jej mieszkania i kategorycznie zażądał widzenia z córką. Przestraszyła się. Nigdy jednak nie pozwoliła mu zabrać dziecka.

"Chodzę do niej regularnie i czasem otwiera przede mną drzwi, czasem odmawia. A gdy otwiera, zezwala mi jedynie na godzinne odwiedziny" - opowiada Jacek.

Edytka ma niewiele ponad rok i niewiele z tego rozumie. "Bawię się z nią w pokoju, w którym nieprzerwanie przebywa albo żona, albo teściowa. Mała początkowo z rezerwą patrzy na tatę. Potem dopiero nawiązuje bliższy kontakt. Patrzę na swoje dziecko, które jest coraz mniej moje" - mówi.

Przez rok Stawiński ani razu nie był z Edytką nawet na spacerze. "Wie pan, ja tak bardzo marzę, żeby z nią pójść do parku. Byłem naprawdę dobrym ojcem. Nie wiem, czy kiedyś ożenię się jeszcze raz, ale przecież Edytka zawsze będzie moją małą córeczką" - mówi. "Rozumie pan, ja mam pełnię praw rodzicielskich, a zrobiły ze mnie obcego faceta. Zabrały mi kogoś, kogo kochałem najbardziej" - skarży się. Kiedyś policzył: widuje ją raz na dwa tygodnie. Przez godzinę. To zaledwie doba w ciągu roku.

Jego sprawa toczy się w sądzie. Długo i przewlekle, końca nie widać. On sam stracił wiarę, że kiedyś będzie tak jak dawniej. Proceder ten opisał dokładnie środowy DZIENNik. Sąd potrzebuje czasu, by ustalić, czy ojciec nie jest pedofilem albo sadystą, a gdy to zrobi i wyda wyrok, cała gra często zaczyna się od nowa. Jacek Stawiński ma tylko nadzieję, że dostanie prawo do normalnych widzeń. "Ale nawet jak będę miał wyrok, to wiem, że ona coś wymyśli, że Baśka znów się postawi okoniem. Mało to takich przypadków?" - mówi.

Ewa Drapińska z biura rzecznika praw dziecka przyznaje, że takie historie to dla niej norma i że jej instytucja stała się w już rzecznikiem praw "ojca i dziecka". "To 27 proc. z ogółu ośmiu tysięcy spraw. Przy czym do biura trafiają jedynie te najbardziej drastyczne i dramatyczne sprawy" - mówi.

Stawiński nie uważa się za ofiarę i nie przeczy, że są gorsze przypadki niż jego. Są ojcowie, którzy w ogóle nie widują dzieci, z których byłe żony zrobiły sadystów i pedofilów. "Nie obchodzi mnie to. Dziecko było dla mnie wielką miłością. Odebrano mi je. Boję się, że już nigdy nie wróci" - mówi.

Nazwiska i imiona głównych bohaterów zostały zmienione.

Źródło: Dziennik Błażej Linowski
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

komentarze

To nie prawo , to fatalny obyczaj wytwożony przez 30 Czarnych Lat Sądownictwa Rodzinnego w Polsce, RODK-i mają w tym niemały udział. Tu trzeba Trybunału :)

Napisał krzysztof007, dzień 01/21/2009 o 17:50

Czy musimy siedzieć z założonym rękami i skrzyżowanymi nóżkami, przecież nie zrobimy tak ... ?

Obecnie w Polsce mamy prawo rodzinne i opiekuńcze, które powołując się na rzekomą obronę praw dziecka daje niewspółmierną władzę ich matkom. Stosowanie tego prawa, czyli tzw. polityka prawna, jest jeszcze gorsza. Kłamstwa, oszustwa, nie wymaganie przez sąd przysięgi co likwiduje odpowiedzialność za składanie fałszywych zeznań, nieuzasadnione zawyżanie wysokości kosztów utrzymania dziecka, brak możliwości osobistego przyczyniania się ojca do wychowania lub osobistego ponoszenia kosztów na dziecko, uznawanie wyjaśnień i zeznań ojców z góry za niewiarygodne itp. są na porządku dziennym.
Prawo facetom nie sprzyja i stawia ich w roli częściowo ubezwłasnowolnionych, których los zależy wyłącznie od uczciwości matek dziecka. Tymczasem niektóre matki poczuły się zupełnie bezkarne w swej nieuczciwości. Facetom pozostają środki poza prawne, co nie znaczy niezgodne z prawem. Należy je wykorzystać właśnie w procedurach prawnych. Sa one następujące. Działania wyprzedzające, polegają głównie na wyprzedzającym działaniu na korzyść dziecka, np. uznanie ojcostwa, proponowanie ugody, itd. Działania ochronne, pozwalające na skrajnie poufne ukrycie wszelkich informacji o sytuacji życiowej ojca (swoista konspiracja). Działania dochodowe, które zmierzają do obniżenia realnie dostępnych na bieżąco środków finansowych, np. zaciąganie kredytów lub pożyczek (PKZP), wykorzystywanie wysokich tzw. kosztów uzyskania przychodów, zakładania odrębnych rachunków bankowych, uzyskiwanie dochodów w sposób nieformalny, itd. Działania własnościowe -majątkowe, nakierowane na zachowanie odrębnej własności lub posiadania nieruchomości czy cennych ruchomości, np. leasing, uzyskiwanie nieruchomości na wysoki kredyt wyłącznie w relacjach poza małżeńskich lub przy rozdzielczości majątkowej, dziedziczenie lub darowizny od rodziców, itp. Działania legislacyjne, które powinny wykorzystać ogromną rozbieżność między stanem prawnym, a obecną wiedzą psychologiczną na temat potrzeb uczuciowych dzieci oraz dorosłych, tego co jest faktycznie zawinione, a co naturalnie przemija, itd. Poza tym prawo rodzinne i opiekuńcze nie współgra z postanowieniami konstytucji, szczególnie o równouprawnieniu, wolności osobistej oraz dobrach osobistych, co do swobody kształtowania wzajemnych zobowiązań między równoprawnymi partnerami, faworyzując prawa matki kosztem ojców. Działania prewencyjne  informacyjne, skierowane do ludzi młodych, uświadamiające praktyczne problemy i konsekwencje decyzji rodzinnych, np. preferujące wspólne pożycie bez formalnych (nieskutecznych dla mężczyzn) zobowiązań przy jedynie spisie wniesionego majątku, wspierające antykoncepcję lub uświadamiające niemożność kontrolowania urodzeń przez ojca, uświadamiające konieczność poszukiwania takiej formuły wzajemnych praw i obowiązków, które ochronią dziecko ale nie pozwolą na narzucanie ojcostwa (swoisty gwałt macierzyński) przez nieuczciwe matki itd.

Andrzej

Napisał Andrzej Borkowski, dzień 10/29/2008 o 12:00

 1 
Strona 1 z 1 ( 2 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Logowanie

Login

Hasło

Remember me?
Zapomniane hasło?
Załóż konto

Tatusiowe menu

Nasze Forum
Weekendowy Tata
Czy nasze państwo realnie wspiera równouprawnienie w życiu rodzinnym?
 


Dotacja
  Kwota [PLN]



Ostatnio nadesłane:

Odwiedza nas 1 gość
17.11.2017.